parentnik.pl

Wyprawkowo cz. 2 – Chusty, nosidła i wiedza tajemna

Jestem na etapie dokształcania się w zakresie alternatyw wózkowych – chust i nosidełek. Na długo przed ciążą zaplanowałam sobie (tak, tak, wiem, to nienormalne 😉 ), że nasze dziecko (o ile się zgodzi :P) będziemy raczej nosić niż wozić. Na długo przed ciążą zaczęłam też tatusiową propagandę noszenia – „o, patrz jaka zachustowana pani.. faaajnie, co?”, „o, zobacz, „nowe” w nosidełku… ale słodko”, „zobacz jaka piękna chusta/ jakie fajne nosidło/ jaka bluza do noszenia malucha… a jak kiedyś będziemy mieć swoje maleństwo… to będziesz nosił..?” i stopniowo przechodziliśmy od „chyba oszalałaś”, przez „no może”, aż do umiarkowanego entuzjazmu. Może więc mimo wszystko warto było zacząć wcześniej, żeby Tatuś zdążył przywiązać się ( nomen omen 😉 ) do myśli o noszeniu i tej pięknej bliskości z Maleństwem jeszcze przed Jego urodzeniem 😉 (Chociaż z drugiej strony, mam wrażenie, że jak tylko Mision się urodzi, to stęskniony Tatuś przechwyci go i już mi nie odda 😉 ).

Ale wracając do meritum – żeby nie było tak różowo, że ja sobie zaplanowałam i mam… Okazuje się, że z tym noszeniem wcale nie jest tak prosto jakby się wydawało. Bo:
– łatwiej jest na początku z chustą elastyczną, ale w lecie jest w niej za gorąco, bo malucha przykrywają trzy warstwy materiału, więc lepiej tkaną
– z tkaną z kolei jest trochę trudniej jeśli nie ma się żadnego doświadczenia chustowego no i jak tkana, to lepiej firmówka niż „samoróbka”, a te pierwsze z kolei sporo kosztują
– „samoróbki” mogą być dobre ewentualnie na początek, ale nie warto inwestować w taki zakup, bo a. trudniej się dociąga, b. szybciej się niszczy, c. niewygodnie w niej nosić większe dziecko, bo źle obciąża plecy i bolą, d. jest uszyta najczęściej ze zwykłej bawełny (podobno nierzadko tej najprostszej, pościelowej) i niby nosić się da we wszystkim (kobiety w Afryce np. przecież nie kombinują ze specjalnymi chustami tylko noszą w tym, co akurat mają pod ręką), ale skoro można wygodniej…
– z tkanych najlepiej kupić skośnokrzyżową, bo lepiej się układa, łatwiej dociąga, itd., itd. (czyli wszystkie te rzeczy, które póki co znam tylko i wyłącznie z teorii) i tu znów zdecydowanie wygrywają firmówki, bo „samoróbki” najczęściej skośnokrzyżowe są tylko z nazwy i poza nazwą nie mają z tym nic wspólnego
– kiedy wie się już co i jak (czyli na etapie bardziej zaawansowanym niż ja jestem w tej chwili ;P) można przebierać w różnych ‘domieszkach’ – jedwabiu, lnie, konopiach, itd
– chusty lniane są fajne, ale lepiej od nich nie zaczynać, bo można się zniechęcić, poza tym po prostu nie każdy je lubi
– jeśli chodzi o chusty polskich producentów, to mamy chustowe polecają najczęściej: Nati, LennyLamb, Polekont, Wombati, Jendrulino
– z „ekskluziwów” warto pooglądać np. chusty: Didymos, Hoppediz, Girasol

I w tym momencie zdecydowanie łatwiejsze w obsłudze wydają się nosidełka, ale (bo przecież jakieś ‘ale’ zawsze musi być, prawda?):
– nosidła nie są najczęściej przeznaczone dla „nowych”, tylko dla tych, którzy umieją już sztywno trzymać głowę
– w przypadku nosideł też istnieje cała skomplikowana typologia (Mei Tai, Podaegi, ergonomiczne itd., itd.)
– niektóre z nich wcale nie są tak oczywiste i proste w zakładaniu jakby się mogło wydawać i też mają swoje specjalne systemy wiązań itd.
– zazwyczaj kosztują dość sporo 🙁

Tak czy inaczej mam nadzieję, że którejś opcji uda nam się spróbować, bo coraz bliższa jestem idei Rodzicielstwa Bliskości i mam zamiar dużą część tych zasad spróbować wprowadzić w życie.

A dla bardziej zainteresowanych tematem chust i nosidełek:
http://www.chusty.info – prawdziwa kopalnia wiedzy na temat chust i nosidełek
http://www.chustomania.pl – bardzo fajne instrukcje wiązania
http://www.klubkangura.com.pl – aby dowiedzieć się jak zacząć i gdzie w Twoim mieście spotykają się rodzice chustowi
http://www.nosimy.prv.pl – gazetowe forum o chustach i miękkich nosidłach, również olbrzymia baza wiedzy