parentnik.pl

Dziwne i zupełnie zbędne gadżety

Przeglądając strony internetowe dotyczące ciąży i macierzyństwa,oraz śledząc ofertę sklepów z artykułami dla rodziców i małych dzieci, natykam się czasem na przedziwne gadżety. Pomyślałam, że stworzę kiedyś swoją prywatną listę najbardziej absurdalnych artykułów dla dzieci. Lista ta jest oczywiście szalenie subiektywna* i zawiera gadżety absurdalne zarówno pod względem funkcjonalności, jak i na przykład ceny.

Kolejność jest dość przypadkowa, ponieważ nie byłam w stanie posegregować ich w jakiś sensowny ranking.

Z oferty polskich sklepów:

1. Wózek drewniany firmy Playsam:

Drewniany, do postawienia na półce. 226 zł. Do głowy przychodzi mi miliondwieście innych zastosowań 226 zł.

2. Współczesna kopia XIX-wiecznej słuchawki Pinarda, do słuchania dziecka w łonie mamy, firmy BamBamBaby:

59 zł. Niby niedrogo, ale… ani to ładne, ani fukcjonalne. Zdecydowanie wolę zwykłe usg, albo chociażby jakiś bardziej współczesny detektor tętna płodu.

3. Bilibo

Bardzo modna ostatnio micha, dla której podobno można znaleźć milion zastosowań – można w niej zjeżdżać, kręcić się, założyć na głowę, coś schować itd, itd… Myślę, że to samo można też zrobić ze zwykłą, plastikową michą marketową, która może nie otrzymała wielu nagród, tak jak Bilibo (w tym jako zabawka roku w Wielkiej Brytanii!), nie jest tak designerska, ale też nie kosztuje 89 zł (!).

(Chyba powoli wychodzę na skąpca… :P)

4. Złoty (opcjonalnie srebrny) smoczek firmy Elodie Details:

1 4 5 z (!)ł. Chyba ostateczny wyraz lansu na swoim dziecku. I znów przychodzi mi milion innych sposobów wydania tej kwoty, nawet gdyby miało to być 18 pudełek plasteliny.

5. Biały smoczek z przywieszką, również Elodie Details

99 zł. Abstrahując od wszystkiego – jestem naprawdę pełna uznania dla marketingowców tej firmy.

6. Praska/wyciskarka do jedzenia, The Whean Machine

Kosztuje 99 zł. Czy tylko mi jednej wydaje się, że to kolejny bardzo marketingowy gadżet, który w zasadzie niczym nie różni się od wyciskacza do czosnku, poza tym, że ma dodane drugie sitko, łyżeczkę i inaczej się nazywa..? No i kosztuje też inaczej.

7. Sztućce do nauki jedzenia firmy mOmma

mOmma to firma, którą skądinąd bardzo lubię, bo mają kilka bardzo fajnych rozwiązań. To wydaje mi się jednak średnio udane, tzn – mam wątpliwości czy aby na pewno maluchowi wygodnie jest chwytać (i próbować jeść nimi) takie mocno okrągłe sztućce?

8. Kask do nauki chodzenia, Ila Scotland Ltd, OK Baby

Osobiście jakoś nie wyobrażam sobie mojego Malucha w takim kasku. Zastanawiam się, czy nie jest mu w tym gorąco..? I, być może to zupełnie mylne, wynikające z braku doświadczenia, wrażenie, ale… czy to nie traktowanie dziecka jak, przepraszam za wyrażenie, przygłupa, który totalnie bezrefleksyjnie chodzi i wali głową w ścianę, tudzież stół, regał, czy cokolwiek innego? Owszem, zdarza się, że w coś przywali, ale przecież generalnie to cwane bestie, co wcale nie są takie chętne by wyrządzić sobie krzywdę, a od tego, by nie zrobiły sobie tego nieumyślnie, jesteśmy przecież my..? Czy może już nie..? Może powinniśmy już tylko podłączyć odpowiednie urządzenia i leżeć i patrzeć jak rośnie..?

9. Analizator płaczu dziecka, WhyCry Mini

A kiedyś był też taki analizator szczekania psów, tylko jakoś podejrzanie cicho o nim, jak na takie rewolucyjne urządzenie. Osobiście podchodzę bardzo sceptycznie, uważam, że dziecko to nie maszynka, która uruchamia się w jednym z 5 trybów i wystarczy włączyć takie urządzenie, żeby rozpoznać tryb i odpowiednio zadziałać. Wg producenta dziecko może być: śpiące, głodne, znudzone, rozdrażnione lub zestresowane. I już? Tak prosto? A który światełko się świeci, kiedy go coś boli..? Albo po prostu tęskni za mamą/tatą..?

I jeszcze bardziej szalone propozycje ze świata:

10. Baby Bangs – peruczki dla dzieci??

Jeśli Twoje dziecko nie urodziło się z burzą gęstych włosów, a Ty nie chcesz czekać aż w końcu się pojawią, za niespełna 30 dolarów możesz kupić opaskę (czy tę peruczkę nadal można nazywać opaską??), która zamaskuje tę ‚niedoskonałość’. Z ‚lekka’ przerażające. Rodzicom, których ten pomysł zachwycił, proponowałabym kupić po prostu lalkę – o wiele mniej kłopotu, a można dobrać wszystkie parametry (kolor oczu, kolor i gęstość włosów) zgodnie z życzeniem. No i można odłożyć na półkę jak się znudzi…

11. Torebki na wymioty

Dla mnie już trochę za późno ;), ale może któraś z przyszłych mam się zdecyduje. Przeurocze torebki (nomen omen, w sam raz do damskiej torebki) na poranne mdłości, a właściwie na ich efekt. Doskonały przykład na to, że biznes można zrobić absolutnie na wszystkim.

Dla zainteresowanych adres strony, na której można zakupić ten jakże niezbędny produkt: http://www.morningchicnessbags.com (jedyne 12,95$ za 20 sztuk 🙂 )

12. Perfumy Play-Doh

Może i gadżet, może i dziwny, ale… ja bym baardzo chciała 😛 Uwielbiam zapach oryginalnej ciastoliny Play-Doh 🙂 Cena: 18.99 USD

13. Wieszaczek na dziecko (!), Babykeeper Hanging Harness

Z serii: „potrzeba matką wynalazku” – gadżet, który będzie pewnie bardziej zrozumiały dla mam, które mają już dzieci i czasem wychodząc z nimi do miasta, muszą skorzystać z toalety. Co wtedy zrobić z dzieckiem? Zostawić przed toaletą? Nie bardzo. Zabrać ze sobą do kabiny? A co jeśli w strategicznym momencie ono zacznie przeciskać się pod drzwiami celem oddalenia się w bliżej nieokreślonym kierunku? Za jedyne 40 dolarów możesz pozbyć się tego probemu. Jestem pewna, że ktoś na bazie takich właśnie doświadczeń wpadł na pomysł stworzenia tego oto „wieszaczka na dziecko”. Co ważne – kabina wcale nie musi być wyposażona w wieszaczek na torebkę – ‚dzieciakowieszak’ instaluje się bezpośrednio na drzwiach. Genialne w swojej prostocie, ale chyba nie zdecydowałabym się na zastosowanie na moim prywatnym organizmie żywym 😉

14.  Baby Bottom Fan

Nie jestem w stanie tego wyjaśnić… pokonało mnie. Nawet nie wiem jak przetłumaczyć tę nazwę. Kosmos 😀

15. Mój Pierwszy Pisuar ;), Peter Potty Toddler Urinal

Dla tych, którzy z jakichś powodów mają trochę zbędnego miejsca w łazience i zwykły nocnik dla dziecka ich nie satysfakcjonuje. 40 dolarów, dostępny na http://www.petterpotty.com (podaję adres, bo nie wątpię, że ten oto niezwykły pisuar znajdzie swoich fanów ;P)

16. Babikini – pierwsze bikini młodej damy

Był gadżet dla chłopców, jest i dla dziewczynek – pierwsze bikini młodej elegantki, dostępne w cenie 30$ w rozmiarach już od urodzenia. I zastanawia mnie tylko jak pod to założyć pieluchę?? Czy może małe elegantki od początku nie używają takich rzeczy..? 😉

17. Nurse Me Tender – symulator karmienia piersią

Naprawdę wiele rzeczy jestem w stanie zrozumieć, ale… czy nie prościej po prostu kupić butelkę??

(Gdyby ktoś jednak reflektował: http://www.nursemetender.com, cena jeszcze nieznana)

18.  Chusteczka narękawkowa, Snoozie

Gadżet z serii lekko obrzydliwych. Ale pewnie jesteś w stanie go zrozumieć, jeśli kiedyś znalazłaś/-eś się w sytuacji zaglucony nos kontra brak chusteczki. Co nie zmienia faktu, że trochę fuj w momencie kiedy musisz skorzystać 😛 (11 dolarów, http://www.snoozie.com)

19. Ręczny Wspomagacz Chodzenia, Juppy Baby Walking Aid

Aż mnie wszystko zabolało jak wyobraziłam sobie takie ‚wspomaganie’ kilkadziesiąt razy dziennie… (29,95$ na http://www.onestepahead.com)

20. Skąd się wziąłem?, MamAmor

Urocza zabawka edukacyjna wyjaśniająca dziecku cud narodzin w sposób bardzo dosłowny i zapewniająca traumę na całe życie gratis 😛 (na http://www.mamamordolls.com można zobaczyć, że świeżo urodzone ‚maleństwo’ wyposażone jest również w pępowinę i łożysko. fullrealizm taki)

Jeszcze bardziej realistyczną i dosłowną wersję można kupić za 150$ na http://www.etsy.com/listing/28278101/childbirth-education-doll

21. Tekturowe łóżeczko

Niby wszystko fajnie – recycling, ekologia, ergonomia… ale 250 dolarów??!

22. Zaky Infant Pillow

Trochę dziwaczny, ale jednocześnie słodki gadżet 🙂

23. Jej pierwsze szpilki

Gadżet, o którym już kiedyś było głośno, dzięki Suri Cruise. Gadżet nie tylko niepraktyczne, co niezdrowy. To już chyba lepszy jest złoty smoczek.

24.  Tinkle Tube

Kolejny kandydat do nagrody najdziwniejszego gadżetu – wykorzystywany przy treningu czystości chłopców, ma zapobiegać obsikiwaniu deski sedesowej, ew. butów… Tzn, że co – przedłużka taka?? Czy naprawdę są ludzie, którzy tego używają??

25. Łożyskowy Miś

I jeden z najbardziej obrzydliwych gadżetów na jakie zdarzyło mi się kiedykolwiek trafić – miś uszyty z łożyska, w formalinie. Nie obrażając nikogo – dla totalnych świrów…

26. Sedesowe rękawiczki ochronne, Potty Mitts

A to z kolei dla tych ze skrzywieniem w kierunku higieny 😉 Nie znalazłam tylko informacji czy te rękawiczki są jednorazowe. Zakładam, że tak, w przeciwnym razie byłoby to nieco sprzeczne w całości.

27. Siodło dla taty, The Daddle

Siodło dla taty. I cóż tu więcej napisać… Jak do tej pory obywaliśmy się bez tego gadżetu przy zabawie „w konika” ?? 😉

Po-Knee – wersja dla bardziej wybrednych.

28. Krajalnica do parówek

Gadżet z tej samej kategorii co wspomniana już praska do jedzenia. Nie wątpię, że niesamowicie ułatwia życie i oszczędza czas, ja chyba jednak wolałabym poświęcić te 30 sekund na pokrojenie parówki tradycyjnie, nożem i zaoszczędzenie w ten sposób tych 7$, które producent liczy sobie za ten cud techniki.

(I znów wychodzę na skąpca, w dodatku konserwatystkę 😉 )

29. Pee Pee Teepee

I tu musiałam dać aż dwa zdjęcia, bo gdybym zamiast zdjęcia opisała o co chodzi, to ktoś mógłby nie uwierzyć 😛 A chodzi, najogólniej mówiąc, o nieobsikiwanie rodziców podczas zmiany pieluchy. I teraz zagadka: odnajdź Pee Pee Teepee na zdjęciu drugim… 😀

30. Baby Mop

I klasyczny już niemal, japoński wynalazek – Baby Mop. Bo czemu nie połączyć przyjemnego z pożytecznym? 😉

Jest też trochę gadżetów, słodkich,  przeuroczych i absolutnie przepięknych (a przy tym często zupełnie prostych, acz funkcjonalnych), takich jak maty, kocyki, ręczniki, klocki, czy przytulanki, które kuriozalne stają się tylko ze względu na swoją cenę… Bo można kupić matę edukacyjną za 150 zł i można kupić taką za 500 zł (co często nijak nie przekłada się na jakość wykonania, czy ‚edukacyjność’ maty); można kupić śpiworek na 60 zł i taki, w którym którym metka z odpowiednią nazwą kosztuje kolejne 150 zł, za proste drewniane klocki można zapłacić 50 zł, lub 250, jeśli są ładnie opakowane i markowe (mimo, że z obu zestawów można zbudować miasto, zamek, statek i wszystko, co podpowie nam wyobraźnia i oba zestawy pomalowane są farbami bezpiecznymi dla malucha); do obijania, zamiast zwykłej pieluchy tetrowej, można używać specjalnych mat na ramiona, zamiast wyparzać butelki we wrzątku, jak kiedyś, można kupić sterylizator 5 w 1 za 500 zł, tylko… czy o to naprawdę chodzi?

Tak naprawdę tak wymieniać możnaby długo, długo… Bo rynek dziecięcy jest absolutnie szaloną częścią biznesu, z niekiedy kosmicznymi marżami i „kosztami metek”. Ale komu by się chciało to czytać. Wystarczy wejść na stronę dowolnego, dobrze wyposażonego sklepu z artykułami dla dzieci i dać się pochłonąć 😉

* być może dla kogoś są to szalenie funkcjonalne przedmioty i nie wyobraża sobie bez nich  normalnego funkcjonowania/właściwego wychowania/odpowiedniej opieki nad dzieckiem. Oczywiście szanuję to, ale mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie zrozumieć 😛

  • Monika

    i jeszcze akcesoria White&Black 😉
    a tu jeszcze link do aplikacji ,,oczami dziecka”, dla rodziców, którzy chcą wiedzieć, jak widzą niemowlaki 😉
    http://www.facebook.com/yourGENIUS?sk=app_114782485266861

    pozdrawiam i zyczę zdrówka 😉

  • http://www.parentnik.pl Tatuś

    Cieszy nas powodzenie tego wpisu 🙂 Osobiście uważam, że świat oszalał pod tym względem i naprawdę stara się nam wcisnąć byle bzdurę, za oczywiście spore pieniądze.

    „Na dziecku się nie oszczędza” ma sens tylko jeśli mamy na myśli wszelkie potrzebne badania, zdrową (ale też bez przesady) żywność, wszystko co jest naprawdę potrzebne do codziennego życia.. A większość opisanych powyżej rzeczy najzwyczajniej w świecie jest zbędna 🙂

  • http://dzieciowo.pl/ Kruszyzna

    O ja pierniczę.Baby mop mnie pokonał 🙂

  • Karo

    dopiero trafiłam na te stronę, wieć jeszcze nie zapoznałam się z wikszością treści, ale dla mnie osobiście (pierwszy raz z ciąży, nie mam siostry ani przyjaciółki bliskiej, ktor ajest juz po) przydąłby się raczej tzw. niezbędnik, w co warto zainwestować, co jest niezbędne absolutnie i co na serio ułatwia życie na tyle, że warto wydać pieniądze i mieć te ciut więcej czasu dla małego człowieka, albo nawet dla siebie. takich poradników jest pewnie wiele, ale w powodzi i zalewie informacji w internecie, cieżko znaleźć jakieś godne zaufania źródło.