parentnik.pl

Kim będziesz, mój Synku?

Chyba każdy rodzic od samego początku rozwoju swojego dziecka zastanawia się co przyniesie mu przyszłość. Budzą się w nas własne marzenia, które chcielibyśmy przetransferować na latorośl, ale czy tak się da? Nie sądzę. Owszem, na pewno można dawać wskazówki, można od małego np. uczyć grać na pianinie, ale skąd możemy wiedzieć czy to jest właśnie to, czego w dorosłym życiu pragnęłoby nasze dziecko?

Pewne umiejętności oczywiście są na tyle uniwersalne, że chwalebnym jest, by poświęcać czas i siły, by je wpoić dziecku. Umiejętność rysowania, gry na instrumentach muzycznych – to na pewno jest coś, co rozwija osobowość i jest niezależne od wykształcenia i zawodu. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by dziecko uczyło się światłocienia i perspektywy, nut i akordów, bo są to wspaniałe umiejętności, które nie raz mogą się przydać w życiu. Na pewno dają satysfakcję i świadomość własnej wartości. A czy w przyszłości zostaną rozwinięte na poważnie i staną się fundamentem życia, pracy, twórczości, to już sprawa drugorzędna. Sport, w całym jego szerokim rozumieniu, jest na pewno zdrowy i człowiek z kondycją zawsze będzie się lepiej czuł od sflaczałego lenia. Gdy ja byłem młodziutkim szczylem biegającym za piłką, czy już później, jeżdżąc na desce, nie wyobrażałem sobie bym mógł mieć brzuch zwisający zza paska spodni i by nie umieć chociażby podciągnąć się. Wymagania wobec siebie miałem, że tak to nazwę: normalne, czyli nie miałem parcia na siłownię by godzinami szlifować każdą partię mięśni, ale po prostu miałem potrzebę bycia w dobrej formie. Cieszyło mnie, gdy sprostałem ściance wspinaczkowej, chociaż byłem na niej pierwszy raz. Dlatego wydaje mi się, że ważnym jest, by pilnować swej pociechy, by nie obrastała w zbędną tkankę tłuszczową, a jednocześnie próbować kształtować dziecko wielokierunkowo, umożliwiać mu bycie prawdziwym Homo Universalis.

Nikt chyba nie wymaga od siebie by umieć jednocześnie naprawić zniszczone elementy elektroniki w nowoczesnym sprzęcie codziennego użytku, wymienić w domu instalację hydrauliczną, naszkicować projekt domu dla znajomych, a w międzyczasie ugotować śródziemnomorski obiad i skomponować utwór do wspólnego tańca z Żoną, oczywiście z własną choreografią. Niemniej jednak wymiana zepsutej wtyczki, uszczelki, zrobienie jajecznicy lub rysunek samochodu przypominającego ogórek nie przerasta żadnej osoby płci męskiej, a wręcz każdej, bez względu na płeć. I warto w ten sposób właśnie uczyć swoje dziecko, by najpierw samo próbowało rozwiązać problem, a dopiero jeśli faktycznie będzie je przerastał, by poprosiło o pomoc. Nie mam tu na myśli oczywiście sytuacji, by dwulatek z kluczem francuskim naprawiał mamie kuchenną armaturę 🙂 Po prostu na każdym etapie życia napotykamy na szereg spraw, z których niektóre powinniśmy umieć rozwiązać sami, część wymaga lekkiego doszkolenia się lub pomocy, a resztą mogą się zająć fachowcy (w przypadku dziecka: rodzice).

Dlatego, podsumowując, „nie interesuje mnie” kim będzie w przyszłości moje dziecko. Może być piłkarzem (nie ukrywam, że byłoby wspaniale emocjonować się meczami własnego syna, ale w naszym kraju kształcenie piłkarzy leży i kwiczy, więc nie łudzę się), może być prawnikiem, lekarzem, kierowcą tira czy listonoszem. Najważniejsze, by robiło to, co kocha i by każdy dzień przynosił radość i satysfakcję, a nie czarne myśli w stylu „znowu muszę tam iść…„. Ze swojej strony będę starał się wspierać je w dążeniach do celu, będę podsuwał pomysły na życie, wpajał, że dobrze jest umieć to i tamto, wiedzieć to i owo, ale decyzja nie będzie należała do mnie.