parentnik.pl

„A ja rosnę i rosnę…”

Znów zapomniałam, że jestem w ciąży. Znów popełniłam falstart spiesząc się na autobus. Jak zwykle w niedoczasie zbiegłam po schodach i szybkim krokiem ruszyłam w stronę przystanku. I nagle stop. Potworny ból w dole brzucha skutecznie dał mi znać, że powinnam zwolnić. A właściwie całkowicie się zatrzymać, wziąć dwa głębokie wdechy i ruszyć dalej, znacznie wolniej. No zapominam, no. Mimo rosnącego brzucha i zadyszki przy każdym wysiłku, ciągle jeszcze ciężko mi, osobie nieustannie spieszącej się i zawsze-chodzącej-szybko, przyzwyczaić się do tego, że chwilowo „już nie jestem taka gibka” 😉
Ale to właściwie jedyny moment kiedy zdarza mi się zapomnieć. Bo tak poza tym, to moja ciąża już właściwie na każdym kroku daje się odczuć.
O na przykład kiedy ktoś dzwoni i muszę szybko udać się w dokładnie-drugi-koniec mieszkania, żeby zdążyć odebrać. Zwykle odbieram wtedy mówiąc: „uff-Ha-uff-lo-uff” i im bardziej staram się to krępujące „uff” ukryć, tym bardziej mi nie wychodzi 😛
Coraz większym wyzwaniem jest również znalezienie wygodnej pozycji do spania (eee, napisałam wygodnej? miałam na myśli – jakiejkolwiek umożliwiającej zaśnięcie). A kiedy wydaje mi się, że oto wreszcie jakimś sposobem udało mi się ułożyć i prawie odpłynąć, nagle, nie wiadomo dlaczego, ta pozycja okazuje się szalenie niewygodna i muszę natychmiast przekręcić się na drugi bok… I znów… I znów… I jeszcze raz…
I nagle jest już 4:30 i Mision rozpoczyna swój trening. A ja razem z nim. Tylko, że on ćwiczy kopniaki i przeciąganie się, a ja przygotowuję się do funkcjonowania w stanie permanentnego braku snu.
Ale póki co, jest ekstra 🙂

A dziś dodatkowo mamy dzień ‚rozpuszczania’. Zostaliśmy w domu sami ze świeżuteńkimi bułkami, pieczenią serową, rzodkiewkami ze śmietaną, czekoladą, lodami i pączkiem. I właśnie zabieramy się za nabijanie kolejnych kilogramów ;P