parentnik.pl

Wyprawkowo cz. 3 – O łóżeczkach prawie wszystko

Temat łóżeczek w zasadzie nie powinien mnie interesować, z dwóch powodów:
1. Mamy obiecane łóżeczko od siostry Małżona, jako że kuzynka Misiona jest już poważną osobą i zasługuje na swoje pierwsze ‘poważne’ łóżko. Problem wyborów wszelakich zatem, począwszy od koloru, przez rozmiar, po dodatkowe funkcjonalności zostaje zredukowany do zera (i dobrze :P).
2. W ramach wprowadzania w życie idei AP* (a po części, bądźmy szczerzy, również trochę z własnej wygody i niechęci do wstawania w nocy milion pięćset razy :P) zamierzamy praktykować co-sleeping, czyli spać z Misionem w jednym łóżku.

ale (ponieważ zawsze musi być jakieś ‘ale’ 😉 ), że ja generalnie lubię wiedzieć, a wszelkie tematy okołociążowe i okołodzieciowe są moją, każdego dnia odkrywaną na nowo, pasją życiową, to i ten temat zbadałam wzdłuż i wszerz.
(mój Mąż pewnie ma ochotę dopisać tu, że motorem moich działań jest nie tyle pasja, co nadmiar wolnego czasu i… może miałby trochę racji 😛)
Z moich obserwacji, poszukiwań i setek postów przeczytanych na kilku forach wynika, że mamy do dyspozycji dwie opcje podstawowe:
– łóżeczko drewniane
lub
– łóżeczko turystyczne (zyskujące coraz większą popularność jako łóżeczko stacjonarne, podstawowe)
A oprócz tego kilka opcji mniej popularnych:
– kołyska (dla całkiem „nowych”, ponieważ trochę więksi szybko przestają się mieścić, nie mówiąc już o tych całkiem sporych, którzy bardzo by chcieli, ale za nic nie mogą zmieścić nawet tej maleńkiej dupki 😉 )
– łóżeczko-dostawka, które jednym bokiem styka się z łóżkiem rodziców, stanowiąc w ten sposób jakby jego przedłużenie
– wspomniany już co-sleeping, czyli spanie z dzieckiem w jednym łóżku (ale o tym kiedy indziej 🙂 )

I trochę bardziej szczegółowo (dla bardziej zainteresowanych 😉 ):
– poszczególne parametry łóżeczek określa europejska norma PN-EN 716-1 (zgodnie z nią odstępy między szczebelkami nie powinny być mniejsze niż 2,5 cm i nie większe niż 6 cm, a boki powinny mieć wysokość co najmniej 60 cm)
– standardowe wymiary łóżeczek to: 120×60 cm i 140×70 cm
– wśród łóżeczek drewnianych można przebierać w niezliczonych modelach, różniących się: kolorem, wielkością, zdobieniami typu: rzeźbiony słonik, żyrafka (w wersji dla ekscentryków: aplikacjami z kryształków Svarowskiego)

oraz dodatkowymi funkcjonalnościami (i tu zaczynają się dylematy):
– z szufladą lub bez
– z biegunami/płozami lub bez, blokowanymi lub nie (funkcja kołyski)
– z wyjmowanymi szczebelkami lub nie
– z opuszczanym bokiem lub nie
– z dwoma lub trzema regulowanymi poziomami wysokości materacyka (przy czym nawet przy najwyższym poziomie głębokość łóżeczka powinna wynosić co najmniej 30 cm)
I tu, większość mam, których opinie miałam okazję poznać optowała za opcją: z szufladą i opuszczanym bokiem (bo nie trzeba się schylać, co jest szczególnie istotne zwłaszcza po cc). Drugą dużą grupę stanowiły mamy, dla których najlepsze jest to z szufladą i wyjmowanymi szczebelkami (bo starszy maluch może sobie sam wyjść z łóżeczka kiedy już się wyśpi i obudzi… gorzej jeśli zdecyduje się wyjść zanim się wyśpi i nie sposób nakłonić go do zmiany zdania :P).
Opuszczany bok jest przydatny również przy cosleepingu, jest jednak również dość mocny argument przeciwko takim łóżeczkom– w USA uznano je za niebezpieczne i zakazano ich produkcji oraz sprzedaży (w ciągu 10 lat odnotowano 30 przypadków uduszenia się niemowląt i małych dzieci w takich łóżeczkach). Więcej można poczytać tu.

A jeśli ktoś lubi designerskie i niestandardowe rozwiązania, za które jest skłonny sporo zapłacić, to też znajdzie coś dla siebie:

Bardzo funkcjonalne łóżeczko firmy Leander, do kupienia również w polskich sklepach (o np. tu ). Cena to: 4639 zł
Całość wykonana ze skandynawskiej brzozy, występuje w trzech wersjach kolorystycznych, materacyk jest z elastycznej pianki, obszyty wełenką, więcej można poczytać na stronie producenta


Również bardzo funkcjonalne łóżeczko firmy Stokke, które rośnie wraz z dzieckiem, do kupienia również w Polsce, np. tu, cena: 3449 zł (za wersję mini – okrągłą i średnią – owalną), za 999 zł można dokupić dodatkowe rozszerzenie do wersji junior.
O łóżeczku można też poczytać na stronie producenta .
Rozwiązanie samo w sobie bardzo fajne i bardzo praktyczne, tylko trzeba wziąć pod uwagę, że te łóżeczka mają bardzo niestandardowy materacyk, może być więc ciężko z ewentualną wymianą.

W każdym razie jeśli poszukujesz takiego rodzaju łóżeczka, które można później przerobić na tapczanik dla starszego dziecka, w trochę niższych cenach, to warto sprawdzić producentów takich jak Bellamy (model Greta), Klupś (model Bartek II), Pali (model Ciak).


Bartek II

Greta

Funkcjonalność łóżeczka może się objawić w jeszcze innym aspekcie:

Ciekawy pomysł do małych przestrzeni 🙂 Producent: Bloom Baby (dla zainteresowanych: model Alma), łóżeczko występuje w kilku wersjach kolorystycznych – natknęłam się na: białą, zieloną, pomarańczową, szarą, ciemny brąz.

A może łóżeczko, które przekształca się w biurko?

To projekt firmy BE, do kupienia np. tu

A tu już multifunkcjonalność – 1 mebel – 4 rozwiązania:

Producent: Castor&Chouca, cena: ok. 1300 euro – niespecjalnie drogo jak za tyle mebli ;))

I absolutny megahit, prawdziwe łóżeczko XXI wieku 😛 :

Cencio – pierwsze inteligentne łóżeczko:
– reguluje sen dziecka za pomocą zautomatyzowanego systemu bujania
– posiada wbudowany system regulowania cyrkulacji powietrza

– wbudowany system videomonitoringu

– podświetlenie na wybrany kolor
Totalne szaleństwo. Nie wiem (i chyba nie chcę wiedzieć) ile kosztuje, ale gdyby ktoś był zainteresowany: http://www.intellicot.com/

Łóżeczka turystyczne są trochę bardziej ujednolicone, jeśli chodzi o dodatkowe opcje, warto jednak przed zakupem zwrócić uwagę na to, czy istotne są dla nas takie rzeczy jak:
– jeden bok otwierany na suwak (podobna korzyść jak przy wyjmowanych szczebelkach)
– przewijak w komplecie (ze specjalnymi uchwytami, standardowe usztywniane przewijaki na łóżeczko mogą się w tym przypadku nie sprawdzić)
– pałąk z zabawkami
– pozytywka wygrywająca melodie (według wielu rodziców szalenie irytujące ustrojstwo, według tych obdarzonych lepszym słuchem – obfitujące w drażniące ucho dźwięki)
– uchwyty do przytrzymywania się przy wstawaniu (część łóżeczek ma je w standardzie, część nie – można je zakupić osobno na allegro, pod hasłem: uchwyty do kojca)
– regulowaną wysokość (2 lub 3 poziomy, na których można zaczepić materac)
– moskitiera nakładana bezpośrednio na łóżeczko lub półokrągła nad łóżeczkiem
– kółka przy jednym boku, ułatwiające rajdy tour de mieszkanie
– łatwość składania, ew. wielkość po złożeniu/poręczność
– waga łóżeczka (jeśli np. lubimy ćwiczenia atletyczne wykonywane ‘przy okazji’, to lepiej żeby było jak najcięższe 😉 )
Poza tym można dowolnie przebierać we wzorach, kolorach, nadrukach – pod tym względem wybór wydaje się zdecydowanie większy niż przy łóżeczkach drewnianych.
Moi faworyci w kategorii łóżeczek turystycznych (faworyci ‘platoniczni’, bo ze względu na cenę zakochiwać się w nich mogę tylko na odległość 🙁 ):


Samsonite Bassinnette w wersji 0-6 m-cy

i

Samsonite Bubble Cot w wersji do 24 m-cy

Coraz więcej mam decyduje się na zastąpienie łóżeczka drewnianego turystycznym na stałe, ze względu na jego mobilność, ale również samą specyfikę – łóżeczka turystyczne są ‘z natury’ miękkie, eliminują więc destruktorskie zapędy szczebelków drewnianych – ich przemożną chęć przygrzmocenia w głowę malucha, niebezpieczne wygięcie rączki lub nóżki, która przypadkiem się między nie zaplącze, itd. itd.

Czymś w rodzaju alternatywy jest również kołyska, mniej popularna, ze względu na to, że starcza na zdecydowanie niedługo. Z drugiej strony jednak jej zdecydowanym atutem jest to, że zajmuje niewiele miejsca i jest nieco bardziej mobilna niż łóżeczka drewniane.
Na szczególną uwagę zasługują moim zdaniem zdobywające coraz większą popularność kołyski tekturowe, doskonale wpisujące się w trend eko, a przy tym przeurocze 🙂

Takie rozwiązanie proponują m.in.:
Green Lullaby
Ale również:
Mothercare
oraz polska firma Kartooni, która oprócz kołysek ma w ofercie również różne inne, piękne, kartonowe meble 🙂
(Ponieważ kołyska Green Lullaby kosztuje ok. 370 zł, próbuję cały czas namówić Małżona, żeby skonstruował nam taką samodzielnie. To zdolny chłopak jest, a poza tym w związku z zakupami z kategorii AGD trafiły nam się bardzo sztywne, wytrzymałe kartony, które w tej chwili czekają za drzwiami aż moje namowy odniosą pozytywny skutek ;P)

Do tej kategorii, trochę „na siłę” można też zaliczyć zyskujące coraz większą popularność kosze wiklinowe, zwane ‘koszami Mojżesza’.

Do koszy można często dokupić też specjalne ‘nogi’, dzięki czemu nie musi on stać na podłodze. (Nie należy pozostawiać bez opieki kosza postawionego na stole albo na kanapie!)
Przy zakupie takiego kosza warto zwrócić uwagę na to, żeby:
– od środka był wyłożony materiałem, żeby dziecko się nie pokaleczyło
– uchwyty/ramiona czy jakkolwiek to nazwać, nie były zbyt długie (a w praktyce nie przekraczały 20 cm), a tym samym niebezpieczne dla maleństwa.

A gdyby ktoś był zauroczony kołyskami, ale preferował mniej konwencjonalne rozwiązania (a jednocześnie dysponował dość dużym, wolnym kapitałem 😉 ), to również ma w czym wybierać:


Bardzo futurystyczne kołyski Cascara firmy Baby Cot Pod, doskonałe dla fanów kreskówki The Jetsons 😛
Albo


Model Metro, tej samej firmy

A może:

The Rockid – kołyska połączona z fotelem bujanym? :> Dostępna w kilku kolorach, kosztuje 520$.

A skoro jesteśmy już przy takich łączeniach:

Pomysłowe połączenie kołyski i fotela – Koo firmy Lunar

A jeśli ktoś woli bardziej powietrzne klimaty:


Hushamok – raczej dla szczęśliwców dysponujących dużymi przestrzeniami. Cena: 536$
Alternatywnie rozwiązanie wspominanej już firmy Leander:


W wersji stojącej, nieco przypominającej teepee, lub w wersji podwieszanej pod sufitem 🙂
Do kupienia np. tu za 1339 zł
(Bardzo podobne rozwiązanie proponuje również firma Knoppa)

No i jest jeszcze kwestia materacyków, które to, okazuje się, są rzeczą szalenie dyskusyjną i właściwie już teraz nie wiem co wybrać… w każdym razie dowiedziałam się, że:
– najpopularniejsze są materace kokos-pianka-gryka, ewentualnie kokos-gryka
– ale występują też:
– pianka-kokos-lateks
– lateksowo-kanalikowe
– sprężynowo-kieszonkowe
– termoelastyczne
– piankowe – najprostsze, najzwyklejsze, na jakich wychowała się większość dzieci, zanim biznes dziecięcy na dobre się rozkręcił 😛

Każdy z tych rodzajów ma swoich zwolenników, którzy potrafią podać mnóstwo ich zalet, oraz przeciwników, którzy prześcigają się we wskazywaniu ich wad. Materace lateksowe są znacznie droższe, ale z drugiej strony są podobno „naturalnie antybakteryjne”, elastyczne i oddychające – ten typ materaców poleca np. pan Zawitkowski (co dla wielu osób jest istotne). Plusem lateksowych, poza wględami zdrowotnymi i prorozwojowymi jest to, że są nie do przesikania, w przeciwieństwie do tych ‘naturalnych’ – gryczano-kokosowych, które po takim wypadku nadają się niestety tylko do wyrzucenia.
Jeśli już jesteśmy przy materacach ‘naturalnych’ powinniśmy pamiętać, że przez pierwsze pół roku malucha układa się na stronie kokosowej (ponieważ potrzebują stabilnego oparcia), dopiero później na gryczanej. Część sprzedawców odradza materace gryczane, argumentując to dużą liczbą reklamacji na wychodzącą z materaca grykę (uwolnić się chce, skubana!), natomiast część położnych uważa materace kokosowo-gryczane za zbyt twarde dla „nowych”. Jeśli kupimy łóżeczko z innej firmy i materacyk z IKEI, może się okazać, że się nie polubią i wielkościowo nie dogadają nigdy (materacyk będzie o kilka centymetrów za duży i będzie to bardzo dobitnie okazywał), w związku z czym będziemy musieli zdecydować się na jeszcze jeden materac

Dla osób szczególnie zainteresowanych tematyką materaców do poczytania:
http://www.twoja-sypialnia.pl, http://www.marsen.com.pl, http://www.e-mieszkanie.pl

I pozostałe rady okołołóżeczkowe gdzie indziej niesklasyfikowane 😉 :
– samo łóżeczko warto kupić wcześniej niż ‘w ostatniej chwili’, żeby zdążyło się „wyśmierdzieć” z zapachu farb, lakierów, itp. (jeśli zakup taki przypadnie nam robić w zimie – na mrozie takie zapachy ulatniają się podobno szybciej)
– przed zakupem warto poczytać w internecie opinie na temat wybranego przez nas modelu – zdarzają się modele mniej udane, z kiepskim systemem składania/skręcania, z kiepskim dopasowaniem poszczególnych części. Poza tym warto poszukać informacji na temat określonej opcji kolorystycznej – w niektórych firmach zdarza się, że wersje ciemniejsze trafiają do finalnych odbiorców poobijane, z poodpryskiwaną farbą, które to ubytki w tym przypadku są znacznie bardziej widoczne.
– do standardowego łóżeczka 120×60 warto kupić ciut większą pościel, np. 100×135, ze względów czysto praktycznych – wystarczy zdecydowanie na dłużej, nie warto inwestować w pościel ‘na chwilę’, a wiadomo jak szybko dzieci rosną. A poza wymiarem praktycznym jest też wymiar estetyczny – w internecie jest większy wybór tego większego rozmiaru
– nie trzeba przygotowywać kompletu pościeli na powitanie malucha – przy „nowych” i przez kolejne pół roku nie używa się poduszki (ze względu na ryzyko uduszenia, a „nowym” i tak do szczęścia nie jest potrzebna), a w lecie zamiast kołderki używa się kocyka, albo pieluszki flanelowej, w pozostałych porach roku natomiast często praktyczniejszy okazuje się śpiworek, z którego coraz bardziej mobilny nowy człowiek na pewno nie zdoła się wykopać i tym samym spać „z gołym” tyłkiem dopóki go na tym nie nakryjemy. Więc generalnie śpiworek jest rzeczą nader praktyczną, którą warto mieć, i wcale niekoniecznie ten antybakteryjny Feretti za 150 zł.
Chociaż z kolei pościel Feretti jest bardzo polecana ze względu na jej jakość, jako „nie do zdarcia”. Podobno mimo wielu prań zachowuje miękkość, kolory i wszystkie inne potrzebne właściwości takie jak ciągłość materiału 😛 (co zdarza się stracić np. pościelom niektórych polskich producentów).
Mi osobiście szalenie podobają się zestawy firmy Blanca Baby, te z francuskiej bawełny, a zwłaszcza ten o:

i ten:

I taki mam nadzieję kupić za jakiś czas, jak już Mision stanie się pościelowym ludzikiem 😉

– warto za to zainwestować w kilka prześcieradełek (bo przecież różne rzeczy z różnych końców mogą nadejść nagle i niespodziewanie :P), najlepiej takich na gumkę. Z podczytywanych opinii wynika, że bawełniane są lepsze niż frotte (które podobno mogą powodować podrażnienia na buzi, kiedy dziecko leży na brzuchu), ale nie miałam jeszcze okazji sprawdzić tego w praktyce, więc to rada nie testowana.
– poza prześcieradełkami szalenie praktyczne są również nieprzemakalne podkłady pod spód. Pełnią funkcję bohaterską – ochraniają materac przed zaślinieniem, ulewaniem, nieszczelnymi pieluszkami 🙂 (ciekawostka: „nieszczelne” pieluszki podobno częściej zdarzają się u chłopców :>). Jest to o tyle istotne, że podobno taki przemoknięty materac potrafi bardzo nieładnie pachnieć i jest to zapach nie do usunięcia… tzn, jedynym sposobem jest usunięcie go wraz z materacem. Warto pamiętać też, że dużej części materaców nie można prać. Można w ten sposób zabezpieczyć również wózek.

Często polecane są te Ikeowe:

(dla niepoznaki nazwane na ich stronie ochraniaczami, dlatego umieszczam link, a gdyby postanowili go jeszcze bardziej ukryć i link przestałby działać, to nazywa się LEN ochraniacz pod materac i tak należy go szukać :P), po 20 zł za sztukę, lub, zdecydowanie tańsza alternatywa (niestety nie wiem jak to wygląda w relacji jakość/trwałość) – Canpol, w cenie ok. 2-3 zł (a jak się dobrze poszuka to i po 1,50 zł 😉 )

– same pościele (poszewki) powinny być tylko z bawełny (nawet gdyby syntetyczne były o niebo piękniejsze, bardziej designerskie i miały lepsze kolory – żadna z tych rzeczy nie spowoduje, że przestaną nadmiernie grzać i „przepocać” (przepacać? powodować zwiększoną potliwość w każdym razie) malucha), a wypełnienia jak najbardziej oddychające (z tych samych względów; często polecaną marką jest np. Ingeo).
– jeśli dziecko jest zdrowe łóżeczka nie ustawia się, wbrew obiegowym opiniom, pod kątem, na książkach, deskach, itd ponieważ powoduje to u malucha niepotrzebnie konieczność pracy mięśni przeciwdziałających zsuwaniu się (a po co go niepotrzebnie przemęczać 😉 ). Ale można zastosować ten chwyt jeśli dziecko ma refluks, dużo ulewa lub wymiotuje (choć oczywiście najlepiej skonsultować to najpierw z lekarzem lub farmaceutą ;), a najlepiej jakąś rozsądną położną, która podpowie ile książek podłożyć i które tytuły sprawdzają się najlepiej 😉 ).
– dla takich maluchów przydatna może być też poduszka-klin (o taka:

do kupienia w polskich sklepach i na allegro też, kosztuje ok. 25 zł)
– ochraniacz (czyli ta wąska część, którą umieszcza się wokół łóżeczka, w łóżeczkach szczebelkowych) przydaje się przy starszych maluchach, kiedy stają się bardziej mobilne i zaczynają się przemieszczać i eksplorować wzdłuż i wszerz przestrzeń łóżeczka. Ochraniacz zapobiega wówczas bolesnej eskploracji szczebelków za pomocą głowy. Z drugiej strony natomiast zbierają również nieprzychylne opinie jako zło zakłócające cyrkulację powietrza w łóżeczku, a tym samym mogące zwiększać ryzyko SIDS (dlatego też lepiej zrezygnować z nich u całkiem nowych ludzi, których mobilność i tak jest generalnie niewielka).
– ostatnio w IKEA widziałam też specjalne plastikowe osłonki na górną barierkę łóżeczka, taki swoisty gryzak. O taki:

Kosztuje 16 zł, gdyby postanowił się ukryć na stronie IKEA to należy go szukać pod hasłem: NOGA (uwielbiam te szwedzkie nazwy :D), gryzaczek do łóżeczka dziecięcego.
– z ciekawostek warto wspomnieć też o wkładce zapobiegającej odkształcaniu się główki niemowlaka – Lovenest firmy BabyMoov

Dodatkowo wkładka ta zapobiega przekręcaniu główki przez niemowlaka, co z jednej strony może i jest bezpieczne, a z drugiej – tak go usztywniać na siłę..?
Tak czy siak pomysł dość ciekawy i prawdę mówiąc rozważam go…
Gdyby ktoś był zainteresowany, do kupienia tu, w cenie 43 zł.
– i jeszcze jedna rzecz z kategorii niestandardowych rozwiązań – hamaczek do łóżeczka


Można kupić tu, kosztuje 80 zł i mam zamiar go nabyć i przetestować 🙂

 

Ufff… sporo tego, a jeszcze możnaby pisać i pisać… a może Wy znacie jakieś cenne rady dotyczące wyboru łóżeczka, o których tu zapomniałam..? 🙂

 

*AP – Attachement Parenting, czyli Rodzicielstwo Bliskości

  • spook

    ojj marzy mi się taki wpis dotyczący wózków dla dzieci.. będzie? 🙂 to chyba najtrudniejszy zakup, dalej nie mogę się zdecydować na konkretny model.

  • http://www.parentnik.pl Tatuś

    Temat wózków jest nam o tyle daleki, że mamy od dawna obiecany w spadku, więc chcąc nie chcąc nie mieliśmy potrzeby zgłębiać tematu 🙂 Ale postaramy się temat podjąć 🙂

    Choć mimo wszystko polecamy chusty :]

  • spook

    to zazdroszczę, bo najgorsze jest podjęcie decyzji, lepiej jak ktoś zrobi to za Ciebie 😉 również nastawiamy się na chustę, ale wózek to wózek – musi być 😛
    z tego wątku bardzo mi się podoba ta wkładka zapobiegająca odkształcaniu się główki, więc zainspirowani zamierzamy zakupić.

  • http://www.parentnik.pl Tatuś

    Cieszymy się, że mogliśmy pomóc 🙂 a póki co wracam do majowych obserwacji podskakującego Brzuszka :]

  • Krolic3k

    Wow, żeczywiście za dużo czasu hahaha, mam nadzieję, że ta ilość nie zmalala, pozdrawiam!!!