parentnik.pl

Siłą rozpędu

Okazuje się, że jednak całkiem nieźle znoszę tę ciążę, skoro w siódmym miesiącu jestem jeszcze w stanie: umyć okno w pokoju*, poodkurzać, umyć podłogi w przedpokoju, kuchni i toalecie, posprzątać całą kuchnię i powycierać kurze w łazience. Plany początkowe miały zdecydowanie mniejszy zasięg, ale jak już się rozpędziłam, to nie mogłam się zatrzymać. Za to jak już się zatrzymałam… Usiadłam. Na chwilę. I nagle w jednej sekundzie zaczęłam czuć zmęczenie każdym centymetrem mojego ciała. Każdym. Postanowiłam, że już nie wstaję 😛 Mision natomiast, wybujany przez cały dzień przez Matkę-Wariatkę, postanowił poszaleć i zapewnić mi trochę rozrywki. Leżałam więc, nie mając siły ruszyć ani nogą ani ręką i wpatrywałam się w brzuch, na którym co jakiś czas pojawiało się maleńkie wybrzuszenie.

Mision ciągle jeszcze ćwiczy nasz refleks i spostrzegawczość – ujawnia się tylko na sekundę, w różnych częściach brzucha i wystarczy chwila nieuwagi, ot rzut oka w innym kierunku, żeby przegapić tą fantastyczną manifestację Jego obecności. Za to przeszedł Mu chyba foch na Tatę, bo nawet udało Im się dzisiaj trochę pobawić 😉

Edit: Jest jeszcze jeden wielki plus wczorajszego zmęczenia – wyspałam się, jak już dawno nie 😛 Po raz pierwszy od bardzo dawna udało mi się megaszybko zasnąć i obudzić dopiero po 4. Czyli, że nie poduszki w kolanach, a wielkiego zmęczenia mi było trzeba 😉

 

 

* jednym, bo jak się okazało tuż po tym jak skończyłam, popełniłam paskudny falstart – panowie skończyli ocieplać tylko jedną połowę bloku i teraz z tej drugiej, nieskończonej, dmuchają kurzem, pyłem i styropianem w to moje czyściuteńkie, wypucowane do ostatniej smugi okno 🙁 )