parentnik.pl

Nasze dziecko, nasza wiedza

Dziś rano w Dzień Dobry TVN pojawiły się dwie panie, założycielki i właścicielki Stylovely – firmy stylizującej dzieci. „Stylizującej” to trochę na wyrost, bo jak panie same stwierdziły one nie kreują mody, tylko dopasowują ubrania do upodobań i rytmu życia dziecka. Nie podoba mi się ten pomysł, ale nie będę krytykował pomysłowych bizneswomen, które po prostu znalazły swoją niszę rynkową, bo gdyby iść tym torem to trzeba by krzywo patrzeć na gosposie, które sprzątają to, co ktoś może posprzątać sam itp. Krytycznym okiem spojrzę za to na…. rodziców, którzy decydują się na taką usługę.

Pewnie znowu wyjdę na sknerę, więc od razu na początku zaznaczę, że pieniądze w tym przypadku nie są koronnym argumentem. Owszem, mając do dyspozycji np. 350 złotych wolałbym kupić swojemu dziecku kilka ciuchów, a nie jeden za 50 plus 300 za konsultacje. Nie przekonały mnie więc panie mówiąc, że nie wszyscy rodzice wiedząc co, gdzie i za ile, i po to one są by w tym pomóc, bo nawet jeśli rodzic nie wie, że w sklepie X jest drożej niż w sklepie Y, to więcej traci płacąc za ich usługę, niż za przepłacony ciuch. Nawet mając 1500 do dyspozycji wolałbym te 300 złotych inaczej spożytkować – po prostu uważam, że jest to zbędny wydatek. Problem jest jednak głębszy i dziwi mnie, że rodzice go nie dostrzegają.

Nie jest dla mnie argumentem brak czasu. Skoro na zakupy ze stylistkami i tak idą rodzice, to taki argument traci rację bytu. Przecież ten sam czas mogliby poświęcić bezpośrednio swoim dzieciom i nawet jeśli nie znają rynku odzieżowego tak jak panie z Stylovely, to powinni znać swoje dzieci! I nawet jeśli prawdą jest, że zakupy ze stylistą zajmują mniej czasu, to zyskując kilka minut tracimy z kolei więź z dzieckiem, bo to, co od dziecka usłyszy stylista powinniśmy usłyszeć my. Czy naprawdę potrzebujemy konsultantów by dowiedzieć się od własnego dziecka czy woli sweterki, czy bluzy z kapturem? Przecież taką wiedzę powinniśmy sukcesywnie zbierać z dnia na dzień, rozmawiając z dzieckiem, będąc ważnym elementem jego codzienności. To my, rodzice, powinniśmy być jego stylistami, konsultantami, kreatorami mody czy wręcz wyroczniami. Bynajmniej nie mam tu na myśli wciskanie dziecka w coś, co podoba się tylko nam, a dziecko najchętniej zdjęłoby to i spaliło na stosie. Chodzi mi o to, że mając żywą relację z własnym dzieckiem powinniśmy być jednocześnie jego kumplem, który wie, że w danym momencie gwiazdą popu jest Justin Bieber, a jednocześnie surowym (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) rodzicem, który potrafi określić co jest rozsądne, co ekstrawaganckie, co szalone, a co nienormalne.

Czy wybór bluzki przerasta rodzica? Nie sądzę. Nie mogę pozbyć się myśli, która pojawiła się w mojej głowie zaraz po obejrzeniu programu, że usługa Stylovely adresowana jest do rodziców, dla których sama usługa jest elitarna, a niekoniecznie jej efekt. Może niektórzy uważają, że jest to powód do dumy i lansu, że stylista ubrał ich dziecko. Nie wiem, nie umiem tego zrozumieć do tej pory.

Wiem jedno: ja chcę wiedzieć co lubi moje dziecko, chcę być dla niego wzorem, by nie sugerowało się tym co niesie świat, a tym co będzie ważne w naszym domu. Chcę znajdować dla niego czas nawet, gdy go nie będę miał. Nie będę szedł na łatwiznę.