parentnik.pl

Wyjazdowo

Wyjechaliśmy na długi weekend. Być może ostatni raz przed uzewnętrznieniem się Misiona, ale również pierwszy raz od dłuższego czasu. Pierwsze wnioski z podróży – 300 km (i ponad 4-godzinne) wycieczka polskimi liniami kolejowymi w siódmym miesiącu ciąży zdecydowanie nie należy do najbardziej komfortowych momentów mojego życia. Byłam zdecydowanie najbardziej wiercącą się pasażerką naszego przedziału, a kto wie, może nawet wagonu. Absolutnie, w żaden sposób nie mogłam sobie znaleźć wygodnej pozycji i musiałam wybierać pomiędzy alternatywą bólu nóg, pleców, albo brzucha. Również doświadczenie puchnięcia nóg zyskało wyższy level. A gdyby wciąż było mi mało tych masochistycznych przyjemności – rano, przed wyjazdem obudziłam się z opuchniętym i bolącym gardłem, w związku z czym w pociągu było mi dodatkowo duszno i drapiąco.

Ale dojechaliśmy, jest fajnie i na razie staram się nie myśleć o powrocie 😛

Z myśleniem zresztą też mam mały kłopot, ze względu na permanentne zmęczenie i niewyspanie. Tak wyszło, że ostatnie dni były bardzo intensywne, przespacerowałam mnóstwo kilometrów (co zresztą zajęło mi dwa razy więcej czasu niż zazwyczaj i, przynajmniej częściowo, było skutkiem mojego ciążowego zapominalstwa), załatwiałam mnóstwo ważnych spraw i właściwie nie zdążyłam odpocząć i wyspać się, a teraz, ze względu na ograniczony czas naszego wyjazdu (i dużą liczbę osób do odwiedzenia 🙂 ) wciąż brakuje czasu na to, by odespać. To znaczy, prawdę mówiąc, żeby było precyzyjnie, powinnam napisać – „brakowało”, bo zaraz idę odsypiać i nie zamierzam wstawać, zanim mój poziom regeneracji nie osiągnie 100 % 😛

W czwartek 5 maja idziemy na nasze pierwsze w życiu KTG 🙂 Trochę szybciej niż się spodziewałam, ale skoro pani lekarka uznała, że możemy już, to nie będę się sprzeczać, zwłaszcza że to kolejna okazja do bardziej ‚namacalnego’ kontaktu z Misionem 🙂 Chociaż nie będzie to chyba bardziej namacalne niż Jego ostatnie popisy, które zdecydowanie przybierają na sile 🙂

I żebym nie zapomniała – wczoraj wieczorem dowiedzieliśmy się też, że przyszła już na świat koleżanka Misiona – Julia 🙂 Rodzicom Julii serdecznie gratulujemy! 🙂

Wiadomość ta uświadomiła nam chyba jeszcze bardziej jak niewiele czasu zostało nam na cieszenie się brzuchem i jak niedługo już spotkamy się z naszym Misionem „oczy w oczy” 🙂 Pierwsze słowo jakie przychodzi mi do głowy na myśl o tym wszystkim to – „kosmos!”. Wciąż czasem ciężko mi uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę i że jest aż tak fajnie 🙂

A co do cieszenia się brzuchem – przy okazji tych ostatnich kilometrowych spacerów i załatwiania mnóstwa spraw odkryłam jeszcze jeden wielki plus ciąży – na ulicy uśmiechają się do mnie zupełnie obcy ludzie, a stojąc na przejściu tylko raz zdarzyło mi się czekać na ustąpienie pierwszeństwa – zazwyczaj zatrzymuje się pierwszy przejeżdżający samochód. I nie ma znaczenia czy za kierownicą siedzi kobieta czy mężczyzna – na to też zwróciłam uwagę. Ot takie socjologiczne obserwacje 😛

W każdym razie – cudownie jest być w ciąży 🙂 Kochanie, chcę więcej! 😛