parentnik.pl

Obserwacji socjologicznych ciąg dalszy

Ponieważ mam ten niebywały komfort*, że większość czasu spędzam w domu, rzadko zdarza mi się korzystać z komunikacji publicznej. A jeśli już się zdarzy, zwykle podróżuję tylko w jedną stronę, tę z ‚końcowego’, w związku z czym nigdy nie mam problemu z miejscem siedzącym i przez co, jednocześnie, nie mam okazji zaobserwować jak ludzie reagują na „ciężarówki”. Naczytałam się wprawdzie mnóstwo o znieczulicy, zobojętnieniu, upadku obyczajów, itd, itd, ale powoli przyzwyczajam się, że ludzie w internecie piszą bardzo różne rzeczy, które to okazują się mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością. A poza tym tak już mam (niestety, jak uważa mój Mąż), że lubię obserwować**. I dziś właśnie nadarzyła się ku temu okazja. Niestety, choćbym bardzo chciała, nie mogę potwierdzić przeczytanych rewelacji – jak tylko wsiadłam, skasowałam bilet i stanęłam sobie spokojnie przy barierce, pan z siedzenia obok spojrzał na mój brzuch (którego już zdecydowanie nie można pomylić z niczym innym, co potwierdzają brakiem idiotycznych pytań nawet panie z laboratorium :P) i natychmiast wstał mówiąc: „proszę, niech pani sobie usiądzie”. Usiadłam więc, mimo że wcale nie czułam się źle/słabo. Uważam, że rezygnując z takich ‚przywilejów’ (z różnych powodów – wstydu, dumy, jakichkolwiek innych***) dajemy społeczny sygnał, że nie są one potrzebne i nie ma sensu ich kontynuować. A przecież ciąża, mimo że to nie choroba, nie bez powodu nazywana ‚stanem odmiennym’, jest często dość nieprzewidywalna i nawet jeśli dziś czuję się świetnie i mogę stać choćby i dwie godziny, jutro (a nawet za 15 minut) mogę czuć się zupełnie inaczej i wtedy bardzo chciałabym, żeby ktoś pomyślał o ustąpieniu mi miejsca. Dlatego uważam, że kobiety, nawet jeśli nie ze względu na siebie, to przez wzgląd na inne ‚ciężarówki’ (te obecne i te przyszłe), nie powinny odrzucać takich (podobno coraz rzadszych) gestów. Zresztą, może właśnie między innymi dlatego są one coraz rzadsze – jeśli ustępuję komuś miejsca, a on raz, drugi, trzeci odmawia, to czwarty raz być może już nie podejmę już kolejnej próby.
Z tego samego powodu korzystam m.in. z kas pierwszeństwa w marketach. Tzn, nie wymuszam pierwszeństwa, „bo mi się należy”, ale jeśli pani kasjerka sama zauważa mojego ‚arbuza’ i prosi mnie o podejście bez kolejki, nie odmawiam. I śmieję się czasem, że Mision już teraz pomaga mamie w zakupach, torując drogę niczym najlepszy bodyguard 😉 Ale w końcu po to te kasy są, jeśli nie będziemy z nich korzystać, to w pewnym momencie znikną i wtedy, bez względu na to, czy będziemy się czuły świetnie, wyjątkowo kiepsko, czy może bardzo-pilnie-i-natychmiast będziemy musiały skorzystać z łazienki po raz 116 tego dnia, i tak będziemy musiały swoje odstać, bo kiedy ktoś kiedyś proponował nam możliwość nieczekania, świadomie z niej rezygnowałyśmy.
I wcale nie chodzi mi o przyjmowanie postawy roszczeniowej i domaganie się jakichś nierealnych i wydumanych specjalnych praw, a o to, byśmy same potrafiły przyznać, że odmienny stan zasługuje na nieco odmienne traktowanie. „Odmienny stan – odmienne traktowanie” – całym sercem popieram tę kampanię.
A do poczytania polecam jeszcze to.

* który de facto komfortem jest tylko do momentu, kiedy trzeba sprawdzić stan konta. Wtedy staje się dość bolesnym dyskomfortem.
** o wcześniejszych obserwacjach można przeczytać o tu
*** Swoją drogą, złapałam się dziś na tym jak bardzo sama jestem uwikłana w takie myślenie. Podświadomie rzecz jasna, wbrew wszystkiemu co tutaj piszę. Wsiadając do autobusu, kasując bilet, cały czas patrzyłam w podłogę, albo na kolana pasażerów, bardzo starając się nie patrzeć nikomu w oczy, żeby nie pomyślał, że przypadkiem próbuję wymusić na nim ustąpienie miejsca. Porażająco schizofreniczne 😛