parentnik.pl

Dr Google

Znalezione gdzieś w sieci:

Pacjentka: Czy komputer w ciąży może być groźny?
Lekarz: Tylko jeśli jest podłączony do internetu.

Bardzo mi się spodobało, bo jest w tym sporo mądrości. Od jakiegoś czasu staram się nie czytać forów (for?) ciążowych i nie sugerować zawartą tam wiedzą na temat możliwych chorób, czychających zewsząd niebezpieczeństw i prawidłowości rozwojowych, których często nie sposób spełnić. Prawie nigdy nie kończyłam takiej lektury zbudowana, najczęściej było wręcz przeciwnie. I owszem, wciąż zdarza mi się zapytać dr Google o niepokojące mnie objawy, ale nauczyłam się już to, co piszą anonimowi użytkownicy dzielić przez 4 a i do niesprawdzonych źródeł pseudonaukowych podchodzić z dystansem. Bo Internet, z jednej strony jest olbrzymim ułatwieniem i nieocenionym źródłem wiedzy, dostępnej na wyciągnięcie ręki (i boję się nawet myśleć o tym, ile miejsca zajęłyby książki, które musiałabym posiadać, aby móc w dowolnej chwili skorzystać z tej wiedzy, z której skorzystałam choćby do tej pory, za pośrednictwem Internetu), z drugiej natomiast jest też wielkim śmietnikiem, gdzie każdy może, bez żadnej właściwie odpowiedzialności, napisać co mu tylko przyjdzie do głowy. A jednocześnie, ze względu na swój globalny charakter i zaawansowane możliwości wyszukiwania właściwie każdej interesującej nas informacji, sprawia, że często trafiamy na opisy przypadków, które zdarzają się raz na milion (albo i rzadziej) i o których w epoce przedinternetowej usłyszelibyśmy tylko będąc wybitnymi specjalistami w danej dziedzinie i to też raczej w ramach ciekawostki.
Z tego też powodu szukając informacji na temat tego, dlaczego maleństwo mniej się rusza, zaniepokojona mama najprawdopodobniej szybciej trafi na tragiczne historie nagłego obumarcia ciąży, niż na informację, że maluchy też mogą mieć czasem po prostu spokojniejszy dzień, zwłaszcza jeśli poprzedni spędziły z mamą bardzo aktywnie, i że, owszem, należy się temu przyjrzeć i ewentualnie profilaktycznie udać na Izbę Przyjęć najbliższego szpitala, gdzie można upewnić się, że wszystko w porządku, ale też nie ma co panikować i warto wcześniej np wypić mocno posłodzone kakao, albo zjeść coś mocno słodkiego, żeby zmobilizować urwisa do aktywności (to rada naszego ulubionego Pana Doktora; a żeby informacja była pełna – efekty powinny być widoczne po ok. 20 minutach, kiedy ta szalona dawka cukru dotrze do sprawcy/sprawczyni całego niepokoju 🙂 ). Podobnie rzecz ma się w przypadku poszukiwania informacji na temat toksoplazmozy („zachorowałam nagle, nie wiem od czego, konsekwencje są straszne„), badania przezierności karkowej („mam 20 lat, w rodzinie nie było przypadków chorób genetycznych, a przezierność wyszła mi ponad 5 mm, okazało się, że dziecko jest bardzo chore„), a nawet tak pozornie bezpiecznych kwestii jak „waga płodu w XX tygodniu” („podczas badania okazało się, że dzidziuś nie przybiera na wadze, ze względu na jakąś wadę łożyska, lekarz zdiagnozował hipotrofię„). Nie wspominając już o historiach porodowych, bo już po przeczytaniu kilku przypadkowo wybranych, człowiek ma ochotę wydłubać sobie dziurę w brzuchu łyżeczką od herbaty i samodzielnie wyjąć maleństwo, w silnym przekonaniu, że to i tak będzie mniej bolesne i bardziej bezpieczne niż to, co dzieje się na co dzień w szpitalach.
Dlatego, jeśli jesteś na początku swojej ciążowej przygody, dla własnego zdrowia psychicznego, szukaj odpowiedzi na nurtujące Cię pytania dotyczące zdrowia i rozwoju ciąży i maleństwa tylko na wiarygodnych serwisach internetowych, dla których piszą specjaliści danej dziedziny, podpisujący się imieniem i nazwiskiem.
A fora, żeby ich już tak zupełnie nie demonizować, mogą przydać się np przy kompletowaniu wyprawki, znajdowania wiadomości o aktualnych superpromocjach w branży pampersowej i innych informacji, w przypadku których oficjalne serwisy pobierają opłaty za reklamę 😉