parentnik.pl

Dobry żal?

Nie chciałam cesarki. Mimo jej walorów ‘estetycznych’ i tego, że się człowiek nie namęczy, nie spoci nawet, a efekt teoretycznie  jest ten sam (które to argumenty nieustannie przekonują tłumy kobiet, walczących o wolność wyboru i możliwość ‘cesarki na życzenie’). Za dużo się naczytałam o korzyściach płynących z porodu naturalnego (i, nie ma co ukrywać, o wadach cesarskiego cięcia), zarówno dla dziecka jak i dla matki; o sile, którą czuje w sobie kobieta, po urodzeniu dziecka; o więzi która się tworzy zaraz po porodzie; o tym, że cesarka to pójście na skróty.

I źle mi było strasznie z tą całą wiedzą już po fakcie, kiedy okazało się, że Mision przyszedł na świat „na skróty”. Swoją drogą, bardzo nie lubię tego określenia i boli mnie, kiedy ktoś określa to w ten sposób, nawet w żartach. Bo nasza droga wcale nie była „na skróty”. Powiedziałabym nawet, że była raczej „naokoło”.

W szpitalu nie miałam czasu, żeby o tym myśleć, ale po powrocie do domu musiał w którymś momencie przyjść czas na konfrontację tego jak miało być, z tym jak rzeczywiście było. No i wypadło kiepsko. Pojawiły się myśli, że co ze mnie za matka, skoro nie potrafiłam urodzić własnego dziecka. Gdzie w takim razie ta pierwotna siła kobiety, o której tyle czytałam? Czemu u mnie się nie pojawiła? A później, za każdym razem kiedy płakał, marudził, w głowie kiełkowało zaraz: „To wszystko przez cesarkę, nie zdążył się odpowiednio przystosować i teraz masz”. Nawet krostki na buzi tłumaczyłam w ten sposób. Głupie niby, ale niesamowicie ciężko wygonić takie myśli z głowy, pozbyć się tego szalenie dojmującego poczucia winy i przestać traktować jako osobistą porażkę. A najgorsze, że przy całym tym podłym samopoczuciu, traci się jeszcze zupełnie poczucie kompetencji macierzyńskich i wiarę we własną intuicję i w to, że będziesz potrafiła zrozumieć swoje dziecko i zaspokoić jego potrzeby.

Któregoś dnia natknęłam się, dość przypadkowo, na artykuł „Dobry żal po porodzie”. Czytając go, miałam wrażenie, że czytam o sobie. I (jakkolwiek nieco niepoprawnie to brzmi) ucieszyło mnie bardzo, że to, co czułam, to nie tylko mój problem, że nie tylko ja tak czuję.

Brakuje mi większej ilości artykułów na ten temat. Mam wrażenie, że dziś, kiedy tak bardzo propaguje się porody sn, zapomina się o tej (coraz większej, jak wynika ze statystyk na temat ilości cięć cesarskich) grupie kobiet, które dały się ponieść idei powrotu do natury, a którym ostatecznie nie dane było doświadczyć porodu fizjologicznego. Brakuje mi w tych wszystkich, coraz liczniej pojawiających się artykułach choćby wzmianki o tym, że poród naturalny jest super, ale jeśli musiałaś/będziesz musiała urodzić w inny sposób, to wcale nie znaczy, że jesteś gorszą/leniwą/egoistyczną matką. Że ważniejsze od tego czy możesz, jest to że chcesz. I że najważniejsze, żeby wszystko odbyło się w sposób bezpieczny – i dla ciebie i dla Maleństwa, a to nie zawsze jest możliwe w sposób, jaki sobie zaplanowałyśmy.

Nie na wszystko mamy wpływ. I czasem jedyne co możemy zrobić, to przyjąć sytuację taką, jaką ją dostajemy.

Nawet jeżeli bywa to bardzo trudne.

 

„Jak pisze Ananda Lowe, KAŻDY poród jest wejściem w macierzyństwo, niezależnie od tego w jaki sposób się potoczył. KAŻDE wejście w macierzyństwo należy świętować. Istnieje tylko jedna społeczność matek i każda z nas, niezależnie od tego, w jaki sposób została matką i czy jest razem z dzieckiem czy też nie – jest jej częścią!”

źródło