parentnik.pl

Refleksje poszpitalne

Kiedy wychodziliśmy ze szpitala i odbierałam te wszystkie niezbędne papiery, pani położna spojrzała w moje dokumenty i stwierdziła:
– Ojej, a ja myślałam cały czas, że pani jest nieletnia. A tu widzę, że pani jest jednak całkiem letnia…
I wtedy uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie wszyscy (a przynajmniej zdecydowana większość) tak myśleli – lekarze w trakcie obchodów, pielęgniarki, położne. Kiedy tak leżałam, nieumalowana, bardzo pobieżnie uczesana, pewnie nie wyglądałam na osobę, która 18 lat skończyła już ładnych pare lat temu. Więc stąd to z lekka protekcjonalne podejście zarówno lekarzy na obchodzie, jak i części położnych. Zabawne w zasadzie 🙂 A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest chyba to, że zmianę w podejściu mogłam dość wyraźnie zaobserwować w czasie porannego obchodu w dniu wypisu, kiedy miałam starannie wyprostowane, rozpuszczone włosy i zrobiony makijaż 🙂
Może też z racji tej mojej potencjalnej „nieletności” duże zdziwienie i jednocześnie zainteresowanie wzbudzała ceglasta książka („Dzieciozmagania” Kaz Cook; 773 strony robi wrażenie 😉 ) na mojej szpitalnej szafce. Interesowały się zarówno położne, jak i, ze dwa razy, lekarze w czasie obchodu 🙂
Na samą opiekę w szpitalu absolutnie nie mogę narzekać – mimo że szpital jest duży, więc położnych i pielęgniarek sporo, spotkałam tylko jedną taką, którą możnaby określić jako wyjątek potwierdzający regułę (a może po prostu miała zły dzień?). Mam wrażenie, że wszystkie pozostałe panie wybrały swój zawód z powołania – zawsze pomocne, uśmiechnięte, troskliwe, wprowadzały taką atmosferę, że można było zapomnieć, że jest się w szpitalu. Pomimo naprawdę dużego ‘ruchu’ starały się zapamiętywać pacjentki, dbały aby mimo całej tej fizjologii poporodowej nikt nie czuł się skrępowany, ani pozostawiony sam sobie. Pomimo ogromu pracy (sala pooperacyjna, w której spędza się pierwszą dobę po cc znajduje się na wprost dyżurki pielęgniarek, miałam więc okazję poobserwować 🙂 ) pamiętają o takich ‘drobiazgach’ jak np. to, że:
– kiedy mnie jeszcze zszywali, a Mision był już ‘gotowy’ to Misionowy Tata dostał do przewiezienia na salę pooperacyjną misiowe ‘akwarium’ na kółkach, położna natomiast transportowała łóżko z moimi rzeczami (co wbrew pozorom wcale takie oczywiste nie jest, bo kiedy poród nie jest rodzinny, to właśnie zadaniem położnej jest dostarczenie ‘akwarium’ do sali docelowej);
– kiedy przyszedł czas na ‘pionizację’ i pójście pod prysznic, to pani położna poszukiwała w naszych torbach wszystkich potrzebnych rzeczy, wiedząc że pionizacja pionizacją ale kucać to nam jeszcze dość ciężko będzie;
– w miarę możliwości wszystkie sale (również dwuosobowe) były obsadzane najpierw pojedynczo, aby zapewnić wszystkim pacjentkom możliwie jak największą intymność (choć mi akurat trochę pusto było samej, no i Misiona nie było z kim zostawić, żeby pójść do łazienki 🙂 )
I bardzo, bardzo podoba mi się system rooming-in 🙂 Mision ani razu nie został nigdzie zabrany, wszystkie zabiegi, szczepienia, badania wykonywane były przy mnie, bezpośrednio w sali. Co więcej – panie położne nie miały nic przeciwko, a nawet zachęcały, aby dzieci spały razem z mamami, a nie w akwariach. To jeden z elementów, na których bardzo mi zależało kiedy ‘wybierałam’ szpital.
Pierwszy raz byłam w szpitalu. Cieszę się, że tak to mogło wyglądać.