parentnik.pl

„A ja rosnę i rosnę…”

Misiul rośnie niemal książkowo – 7. tydzień sponsorują liczby 58 (cm) oraz 5300 (g) –  zarówno wagowo, jak i wzrostowo znajduje się na 50. centylu i chociaż nie przywiązuję się specjalnie do takich norm, to ucieszyłam się, że nie jest zagłodzony, ani nie zmierza szybkim krokiem w kierunku zostania godnym następcą ludzika Michelin (swoją drogą – dopiero teraz dowiedziałam się, że na imię mu Bibendum :> )

 

Co nie znaczy oczywiście, że nie ma fałdeczek. Fałdeczki są, coraz większe, ale tylko dodają Mu uroku 🙂 W końcu – co to za niemowlak bez uroczych fałdeczek 😉

Misiul powoli wyrasta z przeuroczego rozmiaru 56. Już zdecydowanie nie możnaby Go uznać za noworodka. To już nie jest ten rozkosznie nieporadny Maluszek, znajdujący się jakby jeszcze na granicy pomiędzy bezpiecznym światem brzucha, a nieznaną rzeczywistością na zewnątrz, którego przywieźliśmy ze szpitala. Teraz to Mały (Maleńki 🙂 ) Mężczyzna, zupełnie świadomie rozglądający się po świecie, coraz częściej rzucający kokieteryjne spojrzenia i uśmiechy, coraz częściej próbujący nawiązać również werbalny kontakt, bawiący się swoim nowoodkrytym głosem.

Coraz dłużej nie śpi; coraz lepiej kontroluje swoje rączki; coraz dłużej potrafi skoncentrować wzrok; coraz wyżej unosi głowę leżąc na brzuszku.

Coraz bardziej Go kocham, choć wydawało mi się, że bardziej się już nie da.