parentnik.pl

Pieluchowo

No to tak. Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami znalezionymi tu i ówdzie (zarówno t, jak i ówdzie znajduje się w internecie; na forach, blogach i w tzw. gdziebądź) na temat biedronkowych pieluszek Dada Premium postanowiłam sprawdzić je na pupie mojego osobistego Dziecia. Bo skoro miały być taką doskonałą ‘podróbką’ Pampersów, to czemu nie. Wszak prawie 3 dychy oszczędności na paczce to całkiem niezły argument. Zakupiłam więc, przy okazji, całą paczkę dadowych „trójek” i już w głowie przeliczałam ile zaoszczędzimy i na co wydam te miliony… dopóki nie dotarłam do domu i nie otworzyłam opakowania. Entuzjazm mój natychmiast oklapł i pewnie to samo stałoby się z nosem, gdyby potrafił taką sztuczkę wykonać. Powiedzmy sobie wprost – te pieluchy po prostu śmierdzą. Chemią, taką, że oMatkoPolko. Nie jestem w stanie przyzwyczaić się do tego zapachu, ani tym bardziej polubić go. I mam mocne wyrzuty sumienia za każdym razem, kiedy zakładam je Misiulowi na tyłek. Z utęsknieniem czekam aż ta kurde-zdecydowanie-za-duża paczka (64 sztuki!) się skończy. I już więcej raczej nie kupię. Głównie ze względu na ten, tfu, zapach. Ale i do chłonności mogłabym się poprzyczepiać, gdybym akurat miała gorszy nastrój 😉 Bo wytrzymują zdecydowanie krótszy czas Misiulowych testów niż Pampersy, w związku z czym zdarzają nam się czasem nieplanowane wycieczki (zawartości na zewnątrz), głównie górą. Nie jestem ekspertem pieluchowym wprawdzie, ale śmiem twierdzić, że to nie kwestia złego założenia, bo w przypadku Pampersów takich ‘przygód’ nie miewamy. W każdym razie na noc Dady nie odważyłabym się założyć, gdyż moglibyśmy popłynąć i to bynajmniej nie z sennym fantazjowaniem. W nocy, jako łóżkowy bodyguard nieodmiennie panuje Pampers PremiumCare, który rzeczywiście potrafi wytrzymać, i tu ze wstydem, jako wyrodna matka, przyznaję, nawet 12 godzin. Zdarza nam się to sprawdzać w praktyce, bo niestety skończyły się czasy, kiedy można było zmienić pieluchę w środku nocy, bez wybudzania i nie kończyło się to albo a. wielkim płaczem, albo b. wielkim uśmiechem i szeroko otwartymi oczami pytającymi „no to w co się bawimy?”. Z izolacją wilgoci od ciała jest trochę lepiej, ale… tu miałam ochotę napisać, cytując Chylińską, „dupy nie urywa”, ale w tym wypadku nie byłoby to chyba najlepsze określenie 😉
Żeby jednak nie wyjść na totalnego malkontenta, muszę uczciwie przyznać, że, jeśli nie są przepełnione, Dady całkiem nieźle zatrzymują wilgoć (nawet jeśli w tak dyplomatyczny sposób nazwiemy luźną kupę) wewnątrz, czyli że falbanki są całkiem spoko. I tak też można określić ogólny design – całkiem fajnie narysowane lwy, zarówno z przodu jak i z tyłu pieluchy (inne rozmiary mają chyba małpeczki i jeszcze insze zwierzę, które akurat mi umknęło), którym, moim zdaniem, wygrywają z Pampersami, no ale w przypadku pieluch jednorazowych wygląd to akurat rzecz chyba najmniej istotna.
O, i przypomniała mi się jeszcze jedna zaleta (bo jak człowiek chce, to potrafi 😉 ) – Dada Premium są bardzo cienkie (myślę, że nawet równie cienkie co Pampers PremiumCare), co wbrew pozorom jest dość ważne, zwłaszcza dla kręgosłupa dziecka, bo maluch, który większość czasu spędza jednak w pozycji na plecach i nie musi leżeć z pupą w górze, na grubej warstwie pieluch i odzieży wszelakiej (napisała matka, która zamiennie z pampersami stosuje pieluchy wielorazowe, w których jak powszechnie wiadomo, dupka zyskuje jakieś 2-3 rozmiary w każdą stronę).
Tak czy inaczej odechciało mi się trochę testować dalej. Miałam ochotę sprawdzić jeszcze rossmanowe Babydreamy i Lidlowe Toujours, ale żal mi trochę tej małej dupki.