parentnik.pl

Błąd?

Szymek ma dziś wyjątkowo dużą potrzebę bliskości. Dziś zupełnie niefajne okazuje się leżenie na plecach, leżenie na brzuchu, czy siedzenie w bujaczku. Zupełnie nieatrakcyjne są wszystkie zabawki, mata edukacyjna też okazuje się do bani. Właściwie jedyną pozycją, która mu odpowiada jest mocne przytulenie do mamy – brzuch do brzucha, głowa wtulona z moje ramię, jedna ręka pod moją brodą, druga zupełnie bezwładna. I jest nam absolutnie przepięknie. Przez jakieś 10 minut. Dopóki moje ręce nie zaczynają prosić o litość, a kręgosłup grozić uszczerbkiem na zdrowiu. Misiul nie należy do kategorii tych najmniejszych maluchów, wg siatek centylowych jest taki „akurat”, co jednak w tłumaczeniu na kilogramy, daje już konkretną wartość. Wartość, która zdaje się jeszcze wzrastać, kiedy mały pasażer usypia ci na rękach. Bo usypiać w ten sposób się nauczył i o oduczeniu się nie chce słyszeć. Ab-so-lut-nie. No, chyba że mamy ochotę sprawdzić jak długo potrafi marudzić przy innych formach usypiania. Napisałam gdzieś kiedyś, że załapaliśmy się na ten podstawowy błąd wychowawczy, który człowiek uświadamia sobie dopiero przy 9 kg bardzo żywej i gibającej się na wszystkie strony wagi. Ale teraz sama nie wiem czy można to nazwać błędem. Jak mówi Misiulowy Tata – w tym przypadku nie mamy już możliwości sprawdzić innego rozwiązania, więc nie dowiemy się, czy gdybyśmy zdecydowali się na usypianie Go w łóżeczku, głaszcząc po głowie i śpiewając kołysanki, Misiul byłby równie pogodnym, uśmiechającym się 1000 razy na minutę chłopcem. No właśnie – czy jeśli dzięki temu nasz Syn jest szczęśliwy, to nadal można mówić o błędzie..?