parentnik.pl

Kontakt

Czuję się nieco dziwnie. To taka mieszanka szoku, zachwytu i zdziwienia. Trochę tak, jakbym nagle nawiązała kontakt z obcą cywilizacją. Albo jakby okazało się, że ktoś mówiący w zupełnie obcym języku, o kim myślałam do tej pory, że nie bardzo rozumie moje próby komunikacji z nim, nagle dał mi znak, że wie o czym mówię. Przedziwne uczucie… Ale do rzeczy.

Mamy z Misiem taką naszą wspólną zabawę, którą dość ciężko opisać. Polega mniej więcej na tym, że ja udaję, że nie zwracam na Niego uwagi i nie patrzę w Jego stronę po to, żeby za moment nagle odwrócić się i powiedzieć na przykład: „A kuku!” i połaskotać brzuszek, albo stopę, albo pocałować w rączkę czy policzek. On się wtedy śmieje, ja znów się odwracam, On cały czas patrzy i czeka na powtórkę. I tak od nowa i od nowa, dopóki Mu się nie znudzi.

Bawimy się tak już od jakiegoś czasu, ale ani razu nie przyszło mi do głowy, że Szymek może rozumieć na czym to polega do tego stopnia, żeby samemu powtórzyć ‚zasady’ tyle, że w drugą stronę. Bo zdążyłam się już nauczyć, że to, co dla nas proste, banalne i oczywiste u takich maluchów, dla których wszystko jest nowe, wymaga nie lada wysiłku. No i właśnie dziś tak bardzo mnie zaskoczył. Podczas karmienia, kiedy już właściwie zaspokoił głód i ciamkał sobie zaspokajając bardziej potrzeby bliskościowe, nagle szybko uniósł głowę, spojrzał mi w oczy z poważną miną i po chwili zawadiacko się uśmiechnął. Nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się w głos, rozbawiona, że tak śmiesznie mu się udało. Szymek uśmiechnął się jeszcze szerzej i wrócił do jedzenia. Za moment powtórzył dokładnie to samo – szybkie uniesienie głowy, poważna mina… i zawadiacki uśmiech. Poczekał aż się zaśmieję i znów wrócił do jedzenia. I od nowa. I jeszcze raz. I jeszcze. I wiedziałam już, że to nie kwestia tego, że „tak mu się udało”, tylko, że robi to specjalnie. Świadomie zainicjował i powtarza naszą zabawę. Próbuje mnie rozśmieszyć. Śmiałam się w głos, w oczach mając łzy wzruszenia i marzyłam o tym, żeby ta chwila nigdy się nie skończyła. To jeden z takich momentów, które chciałabym wspominać za 10-15-20 lat.

I, jak tak sobie pomyślę, jak niewiele tak naprawdę wiemy o tym, co dzieje się w tych maleńkich głowach… Co myślą, o czym śnią… I to nie tak, że chciałabym wiedzieć wszystko. Jemu też należy się prywatność. Ale chciałabym umieć zrozumieć wszystko to, co chce/próbuje mi przekazać. Umieć właściwie odczytywać wszystkie Jego sygnały. Wciąż jeszcze często jest moją Małą Wielką Tajemnicą.