parentnik.pl

Kot z torebką

Szymek od jakiegoś czasu lubi obdarowywać wszystkich, którzy mu wpadną w oko wszystkim, co wpadnie mu w ręce. Obojętne, czy będzie to kubek z herbatą, zabawka, pęknięty balonik, czy znaleziony na podłodze paproch. Wszystko można ofiarować, a obdarowany nie ma możliwości odmówić 🙂

Dziś znalazł moją torebkę. Malutką, czarną, z długim paskiem. Chodził z nią po domu z tę i z powrotem, bardzo uradowany. W pewnym momencie zauważył śpiącego w fotelu kota. Kot, a właściwie to oba koty, każdorazowo wywołują szeroki uśmiech, a od czasu do czasu również niepohamowaną chęć mocnego uściśnięcia i/lub wyrwania przy okazji garści sierści, ewentualnie włożenia im palca w oko/nos celem pokazania „gdzie kotek ma” owe narządy zmysłów.  Poza tym są traktowane jak wszyscy pełnoprawni mieszkańcy domu, a zatem ich również obejmuje zwyczaj obdarowywania. Kiedy więc kot został przyłapany na drzemce, Szymek stanął przy fotelu, wyciągnął przed siebie rączkę z torebką i stwierdził: „yy!”, co miało znaczyć: „proszę, Rudziku, oto prezent dla ciebie”. Ponieważ kot niekiedy wykazuje się haniebnym brakiem ogłady, zupełnie nie zareagował na otrzymany prezent, nie mówiąc już o jakimkolwiek okazaniu wdzięczności. Leniwie uniósł tylko prawe oko, po czym zamknął je i udawał, że wcale go tu nie ma. Czy wspominałam już, że Szymkowych prezentów się nie odmawia? Skoro kot nie potrafił się zachować, Szymek wziął sprawy w swoje ręce – jedną rączką złapał kocią łapę, drugą wcisnął mu w nią torebkę i zadowolony poszedł szukać następnych łupów.

A kot, jak to kot, upewniwszy się, że już nic mu nie grozi, z powrotem położył głowę na łapach, zamknął oczy i dalej udawał, że wcale go tu nie ma. I tej torebki pod jego głową też nie.