parentnik.pl

Klaps z miłości?

Byłyśmy z Mamą w sklepie. Wielkim hipermarketowym molochu, który w teorii oszczędza czas, zaś w praktyce pożera go niezauważenie razem z portfelem. Gdzieś przy majonezach zauważyłam śliczną pyzatą blondyneczkę, z kucykiem na czubku głowy. A ponieważ moja ukochana siostra (cioteczna), z którą właściwie się wychowałam, a przez pierwsze 5 lat nawet mieszkałyśmy razem, była w dzieciństwie właśnie takim słodkim blondpyzolkiem, mam wdrukowaną olbrzymią słabość do tego typu dziewczynek. Rozpłynęłam się więc cała, obserwując jak podskakuje wesoło przy regałach, śmiejąc się i krążąc wokół prowadzonego przez ojca wózka z zakupami. „Alicja, nie biegaj” – zawołał do niej tata.

W okolicy batoników, czekolad i takich tam, zauważyłyśmy, że Alicja już nie biega, tylko chodzi wokół regału ze spuszczoną głową i pochlipuje (dość niecodzienny widok jeśli chodzi o dziecko i stoisko ze słodyczami). Nigdzie wokół nie widać było ani taty, ani dziadka, z którymi widziałyśmy Alicję wcześniej. No to wszystko już było jasne.

– Hej, nie płacz… Zgubiłaś się?

Kiwnięcie głową, bez podnoszenia załzawionych oczek.

Po chwili zgodziła się pójść z nami do pani w kasie, żeby pani mogła poprosić przez mikrofon rodziców, a my tam z nią poczekamy.

– A jak masz na imię, rybko?

Cisza.

– Słyszałam, że tata mówił do ciebie: Ala. Masz na imię Ala?

Kiwnięcie głową.

– A z kim jesteś tu w sklepie? Kogo ma poprosić pani w kasie? Mamę?

Cisza.

– Widziałam, że byłaś z tatą i… yy… chyba z dziadkiem, tak?

Kiwnięcie głową.

Pani w kasie centralnej podała przez mikrofon, że „mała Ala czeka na tatę i dziadka przy punkcie obsługi”. Alicja już nie płakała, chyba udało się ją trochę uspokoić. Stała z poważną miną i patrzyła już przed siebie, nie na swoje stopy. I nagle w głębi sklepu dostrzegła dziadka. W pół sekundy uśmiechnęła się szeroko, tak naprawdę od ucha do ucha, rozłożyła ręce i pobiegła w jego stronę. Zdążyłam pomyśleć sobie: „Jaka piękna scena”, kiedy zza regału wyłonił się tatuś i dostrzegłszy swoją zgubę, zamierzył się i przylał jej klapsa, zanim jeszcze szczęśliwa Alicja zdążyła dobiec do dziadka. Dziewczynka znów płakała ze spuszczoną głową.

Zszokowane spojrzałyśmy na siebie z Mamą, wymieniłyśmy spojrzenia z równie skonsternowaną panią z kasy centralnej i jeszcze jedną, akurat przechodzącą klientką sklepu…

– Chodź, powiemy jej, że była bardzo dzielna, a temu panu, że nie powinien jej bić. – stwierdziła Mama.

 

– Jesteś bardzo dzielną dziewczynką Alu. Powiedziałaś jak masz na imię i z kim przyszłaś i spokojnie czekałaś z nami na tatę i dziadka. Super, naprawdę świetnie się spisałaś. Niech pan jej nie bije, ona i tak już wystarczająco się przestraszyła…

– To powinna się pilnować – powiedział nieco zawstydzony tatuś, niewiele starszy chyba ode mnie, spuszczając głowę (więc wiemy już po kim odziedziczyła to Ala 😉 )

– To ty powinieneś jej pilnować – odpowiedział dziadek dziewczynki, a potem zaczął tłumaczyć, że właśnie próbowali jej szukać.

 

Kilka minut później znów spotkałyśmy Alę. Maszerowała z podniesioną głową, trzymając dziadka za rękę 🙂

 

Jestem pewna, że ta przygoda była dla niej wystarczającą lekcją.

Jestem pewna, że klaps nie był potrzebny (tak jak nigdy nie jest). I jeśli czegokolwiek ją nauczył, to na pewno nie tego, co zamierzał przekazać jej w ten sposób tatuś.

Marzy mi się, aby wszyscy ludzie, potrafili słowami, nie ręką, przekazać to, co wydaje mi się, chciał tym nieszczęsnym klapsem powiedzieć tatuś Alicji: „martwiłem się o ciebie, bo jesteś dla mnie ważna”.