parentnik.pl

I stało się…

Są takie rzeczy, które wiadomo czy prędzej czy później nastąpią. Oczywiście, udajemy, że w naszym przypadku będzie inaczej… Ale  nawet gdybyśmy bardzo się starali, mieli oczy dookoła głowy, nie odstępowali dziecięcia na krok, one i tak staną się, w najmniej spodziewanym momencie. Wezmą nas z zaskoczenia, bo przecież w przeciwnym razie byśmy się nie dali. No i ten… u nas stało się to dziś – Szymek wyczyścił kocią miskę swoją szczoteczką do zębów…

A wczoraj… ech, no bądźmy szczerzy… spróbował kociej karmy. Suchej. Z jego miny wynikało, że była niczego sobie.

Kocie miski od jakiegoś czasu w ogóle są niesamowicie pociągające. Można klepać ręką w miskę z wodą i rozchlapywać ją po całej kuchni, można stukać czymkolwiek twardym w miskę z suchą karmą i zobaczyć jak daleko rozsypią się kawałki. A jak tylko któryś z kotów wejdzie do domu, absolutnie niezbędnym wydaje się by pobiec do kuchni po torebkę z karmą i nałożyć im jedzenie. Bez względu na to czy miska jest pusta czy pełna. Zawsze może być jeszcze pełniejsza 😉

 

Oprócz tego:

– Szymek nauczył się pokazywać „nie ma”, więc wszystko o co zapytamy, a czego akurat nie ma, albo po prostu tego nie widzi, oraz wszystko co przyjdzie mu do głowy, a czego nie ma w zasięgu Jego wzroku, wywołuje ten charakterystyczny przeuroczy gest 🙂

– Nowością jest też głoska „mm!”, która zastąpiła dotychczasowe „e!” służące wyrażeniu wszelkich możliwych próśb, gróźb i nakazów – chcę pójść tam, chodź ze mną tam, chcę dostać to, pokaż mi tamto, co to jest, itd. „Mm” to jednocześnie też kolejna charakterystyczna fantastyczna mina – pełna powagi, z zaciśniętymi ustami, bardzo zdeterminowana.

„- Mm.” – patrzy mi w oczy, łapie za rękę i ciągnie, a drugą pokazuje gdzie chce iść. „Szymon sam, ok?”. „Mm!” – zniecierpliwione już i bardziej zdecydowane. Nieznoszące sprzeciwu. Sam nie. Z mamą. Już. (I choć czasem chciałabym żeby poszedł sam, żebym mogła moment odpocząć, to jednak uwielbiam te momenty, kiedy tak dosadnie widzę, że jestem dla Niego ważna 🙂 )

Ta sama zaciśnięta mina pojawia się też kiedy Misiul się już naje i nie chce więcej. Nie i już. Zdecydowanie nie. Piękne uzewnętrznienie charakteru 🙂

– Wszechzwiedzacz nauczył się też schodzić z kanapy i wychodzić w łóżeczka metodą „najpierw nogi” 🙂 W większości przypadków o tym pamięta i ostrożnie zsuwa się i celuje dupką w dziurę między szczebelkami.

– Co wcale nie znaczy, że jest taki ostrożny i uważny generalnie – nauczył się też wstawać w huśtawce (zawieszonej na wysokości mniej więcej 1 m 😐 ), w krzesełku do karmienia i wszędzie indziej gdzie bezwzględnie należy Go przypinać.

– I coraz częściej usypia z Misionowym Tatą, w swoim łóżeczku. Bez płaczu, marudzenia, czy jakiejkolwiek złości. Leży sobie, Misionowy Tata szeptem opowiada Mu różne historie, głaszcze po głowie, po pleckach, a Misiul usypia. I śpi tak 3-4 godziny, a potem budzi się i dalszą część nocy przesypiamy już we troje 🙂