parentnik.pl

Hardkorowa masakra

Wylał pół kubka herbaty, na kanapę. Całe szczęście prawie wszystko przyjęła na klatę narzuta, w związku z czym kanapa pozostała nietknięte.

Jakieś pół godziny później z drugiej strony łóżka, sięgając po coś, przewrócił szklankę z sokiem. Z resztką soku właściwie, która to resztka rozpłynęła się malowniczo po półce.

Potem wyrwał mi zasilacz z laptopa, tak spektakularnie, że rozerwał się lut. Kabelki przestały stykać, komputer przestał żreć.

Chciałam być sprytna i naprawić to samodzielnie, podgrzewając pozostałą na kabelkach cynę wypalarką do drewna. Jasne, odłączyłam kabel, ale prąd jeszcze w nim siedział, co poczułam jak tylko spróbowałam ustawić druciki we właściwej pozycji. W efekcie naprawa udała się tylko połowicznie , w sensie – działało dopóki nie próbowałam przesuwać/podnosić/jakkolwiek poruszać komputera. I tak oto laptop stał się bardzo stacjonarny.

Potem jeszcze przewrócił się i znów nabił guza na czole.

Wyrzucił wszystkie pieluchy z koszyka na podłogę.

Ja w tym czasie próbowałam umyć okno w naszym pokoju. I pierwszy raz w życiu umyło się w taaaakie smugi. Bez względu na to jak długo wycierałam i pomimo użycia trzech różnych środków. W efekcie wyglądało znacznie gorzej niż przed myciem.

Wysypał kocie jedzenie na środek dywanu.

Próbował zamieszać moją szczotką do włosów w sedesie.

I potłukł kubek.

 

A teraz poszedł spać. I znów wygląda jak maleńki nieporadny niemowlak.

Taaaak Go kocham!

(i korzystając z okazji też idę spać, po tym ciężkim dniu 😛 )