parentnik.pl

Pamięć absolutna

Myślę, że często zupełnie nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wiele rzeczy nieustannie zapisuje się w tych małych głowach. Wiele codziennych, zwykłych rzeczy, które są, a po chwili już ich nie ma, po prostu się dzieją i nie zwracamy na nie specjalnie uwagi. A małe głowy siedzą i obserwują. Nic nie mówią, bo jeszcze nie umieją, ale śledzą każdą, najdrobniejszą rzecz. Nic nie dają po sobie poznać, ale zapamiętują wszystko. WSZYSTKO. Absolutnie.

I czasem, zupełnie niespodziewanie, dają nam odczuć, że wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewaliśmy – byliśmy obserwowani.

Śmiałam się kiedyś do Misionowego Taty, żeby uważał co do Niego mówi, nawet zanim się urodził, bo On wszystko sobie notuje w głowie. W pliku tekstowym, transkrypcje robi, bo zajmują mniej miejsca i więcej ich może się zmieścić. Dzisiaj już nie uważam tego za żart – On naprawdę notuje w głowie wszystko, co się do Niego mówi, wszystko co się robi, pokazuje, wszystko, co widzi. I zapamiętuje w absolutnie niesamowitym tempie. Bez żadnego wspomagania: mnemotechnikami, systemami typu SITA, tabletkami na koncentrację. Ot tak, po prostu. Mała głowa pracuje perfekcyjnie.

 

Kiedy jechaliśmy do lekarza, na konsultację kardiologiczną, tłumaczyłam Mu, że pani doktor założy słuchawki i będzie słuchać Jego serduszka. Pokazałam Mu „gdzie Szymon ma serduszko” i potem zapytany, pokazywał paluszkiem na swoją klatkę piersiową. Po wizycie więcej nie pytałam o to, bo i nie było specjalnie okazji. Jakieś dwa dni później przeglądaliśmy książeczkę. Z różnymi obrazkami, bardzo edukacyjną taką. Na jednej ze stron pokazane były różne kształty. Szymek pokazywał paluszkiem kolejne obrazki, a ja je nazywałam. Było koło, był owal,  kwadrat, gwiazdka. „A to jest serduszko” – pokazałam czerwony kształt pomalowany w jakieś zawijasy. A On? A On pokazał palcem środek swojej klatki piersiowej. „Mm?” – zapytał, jakby chciał powiedzieć: „takie jak mam tu?”. A ja się popłakałam 😛

**

Jakiś czas temu Szymek miał ‚mały’ wypadek. Potknął się i, nie upadając nawet, przejechał buzią po dywanie tak nieszczęśliwie, że naderwał sobie wędzidełko wargi górnej. Krew się lała strumieniami, do dziś wspominam to wydarzenie jako jedno z najtrudniejszych w moim życiu. Długi czas nie mogliśmy opanować krwawienia i już mieliśmy jechać do szpitala, na szycie i tym podobne straszne rzeczy, kiedy Mama (a Szymkowa Babcia) zupełnie przypadkiem odkryła genialne rozwiązanie – przytknęła Mu mokrą, materiałową kolorową chusteczkę do ust, uciskając lekko wargę. On zaczął ją ssać i w ten sposób jakoś tam zablokował sobie ten potok krwi, dzięki czemu obyło się bez wizyty w szpitalu i bez szycia. Ale nie o tym miało być. Całe wydarzenie miało miejsce jakieś 5 miesięcy temu, czyli prawie w prehistorii. I wydawało by się, że wszyscy zdążyliśmy już o tym zapomnieć. Cóż, wydawało się, dopóki dziś, przy okazji sortowania prania Mamie (a Szymkowej Babci) nie spadła z pralki na podłogę kolorowa materiałowa chusteczka. Misiul podniósł ją, przyłożył do ust… i zaczął ssać. Sięgnął pamięcią 5 miesięcy wstecz! Niesamowite. I tylko mam nadzieję, że nie pamięta już jak to bolało… 🙁

A żeby nie kończyć notki takim smutnym akcentem:

– uwielbia wyciągać wagę spod wanny w łazience, a zapytany „jak Szymon się waży?” staje na niej i czeka aż waga wyświetli wynik 🙂

– Babcia nauczyła Go bujania na swojej nodze, założonej „noga na nogę”, więc teraz jak tylko zobaczy, że ktoś siedzi w takiej pozycji, natychmiast wskakuje na stopę i każe się bujać 😛

– coraz częściej biega, niż chodzi

– uwielbia kiedy Tata udaje, że Go goni, głośno tupie i próbuje złapać, a On ucieka na ręce, piszczy, wtula się cały w moje ramiona i śmieje w głos 🙂

– dziś nauczył się robić „a sio!” 😉