parentnik.pl

Bałagan?

Szymek uwielbia ryż preparowany (prażony, dmuchany, zwał jak zwał). Ma to po mamie. Po mnie, znaczy się. Jak był jeszcze całkiem malutki i spokojnie siedział w bujaczku, to skubaliśmy sobie razem, z miseczki, ja karmiłam Jego pojedynczymi ziarnkami, On karmił mnie, full romantic. A potem jakoś tak temat upadł, znudziło nam się takie pożywienie, czy coś. W między czasie Misiul urósł, przyjął postawę wyprostowaną, opanował chód dwunożny i chwyt precyzyjny, którą to umiejętność postanowił dalej doskonalić dziś, kiedy przypomniałam sobie o naszym wspólnym jedzeniu ryżu. Nasypałam do miseczki, jak za starych dobrych czasów, postawiłam na kanapie, „no weź, spróbuj” – mówię – „pamiętasz jak jedliśmy kiedyś razem?”. No to wziął i spróbował. Wziął całą garść i spróbował czy się rozsypią jak otworzy dłoń nad podłogą. Eksperyment zakończył się powodzeniem, więc spróbował jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze, dopóki wystarczyło ryżu w miseczce. A ja siedziałam obok i patrzyłam. Zasypana była cała podłoga. A później pozbierałam ryż i powtórzyliśmy tę zabawę od nowa. A później raz jeszcze. I sprawdziliśmy jak słychać kiedy ziarenka upadną na podłogę, jak, kiedy upadną na dywan, a jak kiedy spadną na książeczkę. I w ten sposób znów czegoś się nauczyliśmy. I wiemy więcej o świecie.
Oczywiście, mogłam też natychmiast wyrwać Mu miseczkę i powiedzieć, że tak nie wolno (taka też była moja pierwsza myśl). Bo nie rzuca się jedzeniem, bo bałagan, bo kto to będzie sprzątał. Tyle, że on nie robił tego na złość, czy dlatego, że się nudził. On po prostu się uczył. O sobie i o świecie. A ponieważ niczego w ten sposób nie niszczył, nikomu nie przeszkadzał, mogliśmy sobie pozwolić na tego rodzaju eksperymenty, bo w końcu cóż to za bałagan – kilka(dziesiąt) ziarenek ryżu. Gdybym zabrała Mu miseczkę i nakrzyczała, że bałagani też by się pewnie czegoś nauczył – że ciekawość świata nie jest niczym dobrym i że nie warto eksperymentować. Ale tego akurat nigdy nie chciałabym Go nauczyć.