parentnik.pl

Marzę sobie…

Mam takie marzenie, bardziej z kategorii tych nierzeczywistych. I kiedy mam wolną chwilę na zamyślenie, wyobrażam sobie co musiałabym zrobić, żeby je spełnić. I wychodzi mi, że musiałabym wygrać w jednej z tych rekordowych kumulacji Lotto, albo być kimś bardzo ważnym, kto ma decydujący głos w sprawach polityki społecznej w tym kraju. Zarządziłabym wtedy, by wszyscy ci, którzy otrzymują jakiekolwiek świadczenia pieniężne z tytułu urodzenia dziecka (a ideałem byliby wszyscy nowi rodzice) przechodzili wcześniej coś w rodzaju kursu przygotowującego do rodzicielstwa. Obowiązkowego, kończącego się egzaminem sprawdzającym wiedzę, aby można było mieć pewność, że coś z tego kursu wynieśli. Gdybym skreśliła te sześć właściwych liczb założyłabym fundację organizującą takie kursy nieodpłatnie, a motywacją do uczestnictwa byłaby wyprawka dla dziecka po zdaniu egzaminu, roczny zapach pieluch, albo coś, co skłoniłoby do udziału ludzi, którzy nie mają specjalnych refleksji nad istotą rodzicielstwa.
Cały ten kurs miałby jedno proste zadanie: uświadomić ludziom, że ten mały człowiek, który pojawia się w ich życiu nie jest „przyszłym człowiekiem”, wyłącznie „uroczym bobasem”, czy „wpadką, która skoro się pojawiła, to niech już sobie będzie”, tylko pełnoprawną, odrębną i indywidualną istotą, zasługującą na szacunek, opiekę i troskę.
Chciałabym żeby absolutnie każdy, kto planowo lub przypadkiem, chcąc lub nie chcąc zostaje rodzicem miał świadomość tego z jak wielką miłością i zaufaniem przychodzi na świat jego dziecko. I że ono nie staje się dopiero człowiekiem, który będzie myślał i czuł – Ono już jest człowiekiem, który myśli i czuje, dokładnie tak, jak jego rodzice.
Chciałabym aby każdy nowy rodzic, zanim jego dziecko pojawi się na świecie, dostawał za darmo emocjonalną ‚szczepionkę’ w postaci wiedzy na temat tego, jak wiele potrafi jego dziecko już w momencie przyjścia na świat. I że wcale nie jest tylko takim nieporadnym zawiniątkiem na jakie wygląda.
Zupełnie nie rozumiem czemu tej absolutnie fantastycznej i rewolucyjnej przecież (w kontekście popularnych przekonań) wiedzy na temat umiejętności i rozwoju noworodka nie przekazuje się w szkole, na lekcjach biologii (np zamiast jakże praktycznych lekcji o budowie pantofelka), czy choćby w szpitalach, na oddziałach położniczych.
Mam wrażenie, że gdyby świadomość tego, o czym pisałam wyżej była równie powszechna jak to, że ciąża trwa 9 m-cy, a dziecko zaczyna chodzić ok. 1 roku życia, uniknęlibyśmy wielu z tych strasznych tragedii, o których wciąż trąbią media.
Myślę, że tego hasła brakuje w głowach wielu ludzi – „Twoje dziecko od początku jest dokładnie takim samym człowiekiem jak ty. I kocha cię bezgranicznie, cokolwiek zrobisz i ufa ci, jak nikomu na świecie”. Hasła, które powinno być oczywiste jak „dzień dobry” i które bardzo wiele mogłoby zmienić na świecie.