parentnik.pl

Si!

Czasem pewne osiągnięcia przychodzą zupełnie niespodziewanie i tylko od naszej uważności, od tego czy jesteśmy, bardzo modnie ostatnio, mindfulness zależy czy je dostrzeżemy.

Ostatnio miałam okazję uchwycić dwa takie… A właściwie jedno, w dwóch różnych sytuacjach…

Szymek pod względem werbalnym jest typowym chłopcem (choć na ogół staram się nie generalizować i raczej unikam takich uogólnień) – to znaczy, że jego język receptywny (czyli rozumienie tego, co ktoś do niego mówi) jest znacznie lepiej rozwinięty niż język ekspresywny (czyli to, co sam potrafi powiedzieć). Przynajmniej pod względem stricte werbalnym.

Od jakiegoś czasu tłumaczymy mu, że piekarnik jest gorący, czyli „si„. Jestem wielką zwolenniczką nauki przez doświadczenie, więc póki nie jest bardzo gorący, pozwalam mu doświadczać tego, co to znaczy. Bo niby jak inaczej miałby się przekonać co znaczy ‚gorący’..? Po lekturze „W głębi kontinuum” ufam Jego wewnętrznej mądrości i wiem, że raczej nie zrobi sobie krzywdy. W praktyce wygląda to tak, że ja mówię „uważaj, bo piekarnik jest ‚si’ „, a on wyciąga łapkę, żeby to sprawdzić. Czasem dotknie i przytrzyma, czasem tylko zbliży paluszki i, instynktownie chyba, wie, że nie powinien zbliżać ich bardziej. Dopóki nie grozi mu niebezpieczeństwo poparzenia nie powstrzymuję jego prób poznawania świata.

Jakieś dwa tygodnie temu nauczył się mówić „si”. To znaczy, wypowiadać tę konkretną sylabę. Potem powtarzał ją sobie, czasem bez kontekstu, ćwicząc po prostu.

W ubiegłą środę jadłam na śniadanie bagietkę z masłem czosnkowym, taką na ciepło. Szymek, rzecz jasna, koniecznie chciał spróbować. Razem przyglądaliśmy się jak podgrzewa się w piekarniku, a kiedy była już gotowa usiedliśmy przy stole i odłamałam kawałek dla niego. Trochę zdążył przestygnąć, ale niecierpliwe łapki już nie mogły się doczekać i ze wszystkich sił próbowały dosięgnąć kromki. Podałam mu więc taką, nie gorącą, ale wyraźnie ciepłą jeszcze. A on wziął ten kawałek w rączkę, popatrzył… uśmiechnął się i „Si!” powiedział 🙂 I razem z dumną matką rozpoczął konsumpcję 😉

**

Dziś byliśmy na spacerze. Huśtaliśmy się właśnie na huśtawce i Szymul zaczął nagle coś pokazywać. Przez chwilę nie wiedziałam co znaczy ten gest otwieranej i zamykanej piąstki dopóki nie zobaczyłam dwóch wron siedzących na latarni na wprost nas. I nagle stało się jasne, że pokazywał przecież, że tam siedzą ptaszki.

Ten gest sam wymyślił kiedy byliśmy oglądać gąskę, indyki, kurki i kaczki, w naszym magicznym miejscu. W pewnym momencie gęś rozłożyła skrzydła i zatrzepotała nimi przez moment. Zapytałam Szymka „jak gąska zrobiła skrzydełkami?” a on wykonał dokładnie ten sam tego jak dzisiaj na spacerze – otwierał i zamykał piąstki obu dłoni 🙂

 

Obie te sytuacje to tak naprawdę to samo, pozornie błahe, osiągnięcie – ot potrafi zakomunikować coś, czego doświadcza. Pokazuje to, czego się wcześniej nauczył, można by pomyśleć. Ale tylko do momentu, w którym zdamy sobie sprawę jak skomplikowanych operacji umysłowych to wymaga. To nie jest po prostu powtórzenie czynności, czy czyjegoś gestu. To osiągnięcie, które wymaga zrozumienia pewnego schematu (gorące = si!, gąska = ‚machanie skrzydełkami’), a następnie uogólnienia go na inne, podobne sytuacje (czyli umiejętności dostrzeżenia ich cech wspólnych i sklasyfikowania ich jako tej samej kategorii, a więc nie tylko piekarnik, ale bułka też może być gorąca; nie tylko gąska ale i wrona jest ptaszkiem, który ma skrzydełka i może nimi machać) !

To bardzo skomplikowane operacje, które np w przypadku komputera (który, wykorzystując określone algorytmy potrafi np wyszukać podobne obrazki) uznajemy za bardzo znaczące osiągnięcie, a w przypadku dziecka wydają nam się czasem oczywiste. I takie po prostu.

Naprawdę, zdecydowanie nie doceniamy tych Małych Głów.