parentnik.pl

Rytm

Przez jakiś czas, dawno temu, byłam fanką rytmu dnia, ustalonych pór na różne czynności i generalnie takiego porządku organizacyjnego w wychowaniu. Później mi się odmieniło – wolność, równość i niepodległość małych ludzi, nie należy ich ograniczać ani niczego narzucać, niech sami decydują na co mają aktualnie ochotę. I to by było na tyle, jeśli chodzi o teorię, która to, jak wiadomo, ma to do siebie, że w zderzeniu z praktyką czasem okazuje się błędna. Czyli innymi słowy – teoria sobie a praktyka sobie. Bo okazało się, że ja Go chcę uszczęśliwić wolnością, dać Mu prawo do decydowania (w granicach rozsądku, rzecz jasna) o tym, co będziemy robić, dostosować się chcę, a tymczasem Jemu jednak stałe pory, stały rytm, dobrze robią. Że łatwiej nam się razem żyje, kiedy wiadomo, że ok. 14 jest drzemka a o 20 kąpiel, kolacja, buziaczki i czas na sen. Bo wtedy nie ma marudzenia, bo nie wiadomo co by się chciało, nie ma zmęczenia takiego, że nie da się usnąć. Jest czas na wszystko. Właściwy czas. Nie mój, taki który ja wymyśliłam, ustaliłam i próbuję narzucić, bo wydaje mi się właściwy i podręcznikowy, tylko taki, który Misiul sam sobie wypracował. A my przyjęliśmy te jego pory za obowiązujące. Hmm… więc jednak się dostosowaliśmy 😉