parentnik.pl

Żele na ząbkowanie

Jeżeli ktoś podczytuje prasę parentingową, głównie te tytuły mainstreamowe, to na stówę zdarzyło mu się choć raz natknąć na reklamę jakiegoś ‚cudownego’ remedium na bolesne ząbkowanie. Tu również producenci zadbali o to, żeby nie było nam najłatwiej i możemy wybierać spośród kilku przynajmniej produktów: Dentinox N, Bobodent, Calgel, Dentibaby. Teoretycznie obojętne który z nich zastosujemy, ponieważ we wszystkich środkiem znieczulającym jest lidokaina (różnić się mogą zastosowanymi substancjami pomocniczymi o działaniu przeciwzapalnym i odkażającym takimi jak: wyciąg z rumianku, wyciąg z ziela tymianku), ale w praktyce wygląda to pewnie tak jak ze środkami na kolkę – we wszystkich środkiem czynnym jest symetykon, ale powszechnie wiadomo, że najlepiej działa ten, który ma na opakowaniu wszystko po niemiecku 😉 Podobnie jest z żelami na ząbkowanie – zapytajcie konkretnego rodzica a usłyszycie, że tylko środek X jest skuteczny, pozostałe nie działają wcale. Problem w tym, że w przypadku każdego rodzica to X będzie oznaczało inny środek.

Ok, powiedzmy, że zdecydowaliśmy się już na któryś z tych środków. I w końcu, po dwóch miesiącach ślinienia się i tygodniu kataru nadszedł własciwy moment, żeby go zastosować. Ponieważ chcemy wiedzieć co zapodajemy swojemu potomstwu, najpierw rzecz testujemy na sobie. „Pasek żelu – wielkości ziarna grochu rozprowadzić i wsmarować w bolesne miejsce za pomocą czystego palca lub wacika”. Ok, bolesnych miejsc nie mamy, wsmarowujemy więc w pierwsze lepsze (acz swoje, rzecz jasna 😉 ) dziąsło.  Smak wprawdzie nie powala, ale jakiś efekt jest , trochę jakby nas zmroziło. Potem, empatycznie wczuwając się w swoje dziecko, dłuższą chwilę wywalamy jęzor i dokładnie oblizujemy posmarowane miejsce. Możemy mieć trochę problemu z obfitymś ślinieniem się na zawołanie (chyba że przypomnimy sobie te nieszczęsne gryzaki materiałowe :/), ale i bez tego wcześniejszy efekt po chwili jakby znika. Po kilku minutach nasze dziąsła nie pamiętają już żadnego zmrożenia, ani żadnych innych dodatkowych atrakcji. I teraz możemy rozpatrywać dwie możliwości – albo a./ nasze ślina ma inny skład/kwasowość/cośtamtakiego, że działa inaczej/mocniej i dlatego po efekcie ani śladu, albo b./ producent naprawdę uważa, że rodzic jest w stanie posmarowawszy dziąsła niemowlakowi powstrzymać go przez dłuższą chwilę od zeżarcia tego, co właśnie mu zapodał, aby lek zdążył zacząć działać.

W każdym razie cudów spodziewać się nie należy, warto natomiast uważać trochę i nie dać się ponieść emocjom nakładając 20 porcję żelu na obolałe dziąsła kiedy efektów brak. Nasza osobista dentystka stwierdziła, że wprawdzie środki te stosowane w ilościach zgodnych z zaleceniami są bezpieczne, to przedawkowanie lidokainy może mieć mało przyjemne skutki. Znów korzystając z uprzejmości Wikipedii uprzejmie donoszę, że:

„Zatrucie, po przedawkowaniu lidokainy objawia się nudnościami, wymiotami, obniżeniem ciśnienia i drżeniem mięśni. W ciężkich zatruciach pojawiają się drgawki, zaburzenia widzenia, zapaść i porażenie ośrodka oddechowego. U osób z zaburzeniami przewodzenia impulsów w sercu, może wystąpić zatrzymanie akcji serca.”

! Środków z lidokainą nie powinno się stosować również u dzieciaków z niektórymi problemami z serduchem.