parentnik.pl

Porażka, albo: kolejna lekcja

Poniosłam dziś moją pierwszą (i oby ostatnią) poważną porażkę rodzicielską. I czuję się z nią paskudnie. Miałam trudny dzień – kilka rzeczy nie wyszło i chyba stały się tą przysłowiową kroplą przepełniającą czarę, powodując że wszystkie stresy minionych tygodni wypłynęły ze mnie strumieniem łez i jeszcze większą falą złości. Na wszystko i na nic konkretnego jednocześnie. Ot po prostu, taka potężna złość, która powoduje, że masz ochotę coś rozwalić, że nie umiesz delikatnie zamknąć szafki, ani lodówki, a każdy, nawet najmniejszy drobiazg „nie tak”, który normalnie nie robiłby na tobie wielkiego wrażenia, teraz powoduje, że cała w środku się gotujesz. I kiedy tak się nieszczęśliwie złoży, że w tej całej złości, której nie potrafisz poskromić, jesteś sama ze swoim najkochańszym przecież maluchem, to wiedz, że już jest o krok od porażki.

Starałam się poodkurzać. Szorowałam tą rurą po dywanie z całej siły, żeby fizycznie spalić złość, skoro psychicznie nie bardzo sobie radziłam. To czasem działa – kiedy człowiek porządnie się zmęczy, już nie ma siły się złościć. Szorowałam więc, aż do bólu ramion. I wtedy On podszedł i wyłączył odkurzacz. Tak po prostu, jak zazwyczaj. Jak 15 razy prawie zawsze kiedy próbuję odkurzać. Zwykle nie złości mnie to wcale, rozumiem Jego ciekawość świata, chęć eksperymentowania i sprawdzania czy za każdym razem naciśnięcie przycisku spowoduje tę samą reakcję, czyli wyłączenie odkurzacza. Tym razem nie było tak samo. Tym razem to był bardzo nieodpowiedni moment na takie eksperymenty i przekroczyłam pewną granicę. Nie, nie uderzyłam Go (i, mam wielką nadzieję, nigdy tego nie zrobię). Krzyknęłam. Głośno i nieprzyjemnie.

Szymon!!!!

I już w tej samej sekundzie, w której to zrobiłam, zaczęłam żałować. Oboje spojrzeliśmy na siebie przerażonym wzrokiem. I co zrobił On – mój półtoraroczny Synek? Zrobił najmądrzejszą rzecz na świecie. Zareagował tak, jak nie potrafimy zareagować my jako dorośli, kiedy druga strona popełni błąd, zblokowani przez swoje głupie uprzedzenia, oburzenia i tym podobne bzdury. On po prostu podszedł i wtulił się we mnie tak mocno jak chyba jeszcze nigdy. A ja rozpłakałam się kiedy tak podszedł i rozpłakałam się teraz, kiedy o tym piszę. Wymamrotał coś po swojemu, wbijając brodę w moje ramię. Trwaliśmy tak przez moment w mocnym uścisku, a potem On odsunął się, spojrzał mi w oczy, jakby pytając „już ok?” i wrócił do swoich zajęć.

To nieprawda, że to dzieci powinny się uczyć od dorosłych. To dorośli bardzo wiele mogą nauczyć się od dzieci. Kocham te Jego lekcje – miłości, radości i niczym nieskrępowanego cieszenia się życiem. A Jego samego kocham nad życie.

  • rodzic3kidzieci

    o rwa….

    zalamka, czytajac ten post dochodze do wniosku ze niektore osoby faktycznie nie powinny miec dzieci.

    • http://www.parentnik.pl Tatuś

      Czy mógłby Pan rozwinąć tę myśl? Bardzo mnie to ciekawi dlaczego pragnienie, by dziecko otaczać stuprocentową miłością i troską miałoby być powodem do tego typu osądów. Może Panu nie zależy na tym, by dziecko czuło się przy Panu kochane i szanowane, to proszę bardzo – droga wolna, może Pan sobie krzyczeć ile wlezie. My mamy inne podejście i mamy nadzieję, że tym blogiem dotrzemy do osób o podobnym nastawieniu.