parentnik.pl

Diastema i przerost wędzidełka wargi górnej

Jeżeli martwi Cię diastema  (przerwa między zębami jak u Karolaka, Madonny, Kate Moss, Brigitte Bardot, Vanessy Paradis, Lary Stone czy Anny Paquin 😉 ) u Twojego malucha, to może pocieszy Cię fakt, że, u zupełnych maluchów, które nie mają więcej zębów duża przerwa między zębami to norma i, przynajmniej w przypadku mleczaków prawdopodobnie nie jest to cecha stała i zniknie wraz z wychodzeniem kolejnych zębów (dwójek, trójek itd). Wg niektórych lekarzy może być też pożyteczna, ponieważ oznacza więcej miejsca dla zębów stałych, które z reguły są większe i nie będą musiały się rozpychać.

Przyczyny diastemy mogą być różne – od obecności nadliczbowego zęba, przez brak zawiązka siekaczy bocznych (diastema rzekoma) aż po nieprawidłowy przyczep bądź przerost wędzidełka wargi górnej (wtedy mówimy o diastemie prawdziwej). Tę ostatnią czasem trzeba korygować chirurgicznie (jednak jeśli wędzidełko nie powoduje problemu parodontozy, to nie wcześniej niż po wyrżnięciu się stałych „trójek”, które są szerokie i często właściwie „ustawiają” zęby w szczęce) podcinając wędzidełko, ale często zdarza się też, że maluchy załatwiają to we własnym zakresie np podczas nauki chodzenia. Niefortunny, nawet niekoniecznie jakiś widowiskowy upadek może spowodować zerwanie wędzidełka. Jest wtedy dużo krwi trudnej do zatrzymania (bo to bardzo ukrwione miejsce) i jeszcze więcej strachu.

Tak mniej więcej było u nas kiedy dzień po wizycie u dentysty i rozmowie na temat wędzidełka Misiul lekko tylko przejechał buzią po dywanie i za moment bardzo spektakularnie zalał się krwią. Próbowaliśmy zatamować krwawienie kostkami lodu zawiniętymi w chusteczkę, obmywaniem zimną wodą… I niewiele to dawało. Każda próba jedzenia czy ssania powodowała ponowne zalanie krwią. Poszliśmy na spacer żeby go czymś zająć, żeby usnął a sytuacja miała czas okrzepnąć. Nie wyszło i biegiem lecieliśmy do przychodni. I trzeba było widzieć minę wszystkich mijanych przechodniów kiedy biegłam z wózkiem trzymając w ręku megazakrwawione chusteczki, a w wózku dziecko z buzią pełną krwi. Do tej pory dziwię się, że nikt nie wezwał policji 😛

W przychodni była tylko nasza nieulubiona pani doktor, która początkowo stwierdziła, że pewnie przygryzł wargę, a później spojrzał na niego, zrobiła przerażono-zdegustowaną minę i stwierdziła, że musimy zgłosić się do dentysty, lub do szpitala i że trzeba będzie szyć. Na szczęście Misionowa Babcia wpadła na sposób i obyło się bez szycia (wizja narkozy, szycia i zdejmowania szwów powodowała, że byłam bliska omdlenia, za to na Misiulu, z racji niewiedzy, nie robiło to najmniejszego wrażenia i kiedy już przestał płakać znów uśmiechał się szeroko do wszystkich buzią pełną krwi). Okazało się, że wystarczy zmoczyć materiałową chusteczkę zimną (!) wodą i dać poszkodowanemu do ssania jednocześnie w miarę możliwości uciskając krwawiące miejsce. Od tej pory takie upadki kończące się rozwaleniem dzioba zdarzyły nam się kilkukrotnie i sposób ten za każdym razem okazywał się skuteczny. Teraz reagujemy już mniej emocjonalnie (no ok, staram się przynajmniej :P), od razu sięgając po chusteczkę.