parentnik.pl

Historia drugiego fotelika, czyli jak bezpiecznie przewozić trochę większe dziecko

Do zakupu nowego fotelika, z wyższego przedziału wagowego przymierzaliśmy się od dłuższego czasu. Od baardzo dłuższego czasu. W tym czasie przeszłam małą ewolucję – od podejścia: ‚ten mi się podoba’, przez podejście: ‚ten ma najwięcej gwiazdek w testach’ aż po zgłębianie opinii biomechaników i praw fizyki, jako najbardziej obiektywnych wyznaczników poziomu bezpieczeństwa. Ponieważ fotelik to bardzo istotny zakup, w zasadzie znacznie ważniejszy niż wybór łóżeczka, bujaka czy krzesełka do karmienia, chciałam podejść do niego jak najbardziej świadomie i wybrać to, co zapewni rzeczywiście jak największe bezpieczeństwo mojemu dziecku.

Zaczynałam właściwie z punktu ‚0’, czyli nie wiedząc o fotelikach prawie nic, poza tym, że są podzielone na grupy wagowe i że przechodzą niezależne testy, w których oceniany jest między innymi poziom bezpieczeństwa jaki zapewniają. Starałam się więc jak najwięcej dowiedzieć, przeczytać, zobaczyć. I za każdym razem miałam wrażenie, że im więcej czytam, tym mniej wiem. Kolejne fora, opinie, komentarze, wyniki testów… wcale nie miałam wrażenia, że zbliżam się do momentu, w którym będę umiała podjąć decyzję, wręcz przeciwnie – czułam się coraz bardziej zdezorientowana. Nawet kiedy myślałam, że udało mi się już wybrać modele, które by mi odpowiadały i pozostaje podjąć decyzję, który z nich kupić, okazało się, że nawet wtedy nie jest to proste. Przymierz fotelik do dziecka, bo nie każdemu dziecku każdy fotelik odpowiada; przymierz fotelik do samochodu, bo nie w każdym aucie da się każdy z nich zamontować; zwróć uwagę na łatwość montażu; zwróć uwagę na sposób montażu; na ilość ruchomych części fotelika, które w newralgicznym momencie mogłyby się urwać/uszkodzić i stworzyć dodatkowe zagrożenie; zastanów się nad tym, nad tamtym, nad milionem różnych rzeczy, o których jeszcze rok temu nie miałam pojęcia. Okazuje się, że istotne są takie, pozornie banalne szczegóły jak: nachylenie kanapy, czy to na ile centymetrów wystaje z kanapy zapięcie pasa. Pełen kosmos. Więc jaki fotelik wybrać?

Decyzji nie ułatwiało również to, że w naszym mieście w większości sklepów asortyment stanowią produkty ‚fotelikopodobne’, tzw. ‚antymandaty’, czyli coś, co bezpieczeństwa nie zapewnia prawie wcale, ale pozwala uniknąć mandatu za niestosowanie się do przepisów o przewożeniu dzieci. Któregoś dnia, zaraz na początku naszej ‚fotelikowej’ drogi, pojechaliśmy do jednego z takich sklepów. Pani pokazała nam kilka modeli, zaproponowała nawet żeby Szymek sobie w nich usiadł żeby sprawdzić czy jemu będą odpowiadać, a kiedy zapytałam czy mogłaby mi zanotować nazwy modeli, żebym mogła sprawdzić w domu jakie mają oceny w testach, stwierdziła: „Proszę pani, to nie ta kategoria, te które mają dobre wyniki w testach mają zupełnie inne ceny, tych nawet nie ma co sprawdzać… no ale za to kosztują znacznie mniej. Tych drogich w ogóle nie sprowadzamy, bo nikt o nie nie pyta.” Aha. To już wiedziałam, że tam nic nie kupimy. Bo nawet na początku, kiedy nie wiedziałam prawie nic, było dla mnie oczywiste, że nie chodzi o to, żeby uniknąć mandatu, tylko zapewnić naszemu dziecku jak największe bezpieczeństwo. I że ‚poniżej 3 gwiazdek’ nie zejdę, a jeśli tylko damy radę finansowo, to i 4 będą dla mnie niezbędnym minimum.

Czytałam więc dalej. A przy okazji dowiadywałam się m.in. że:

– miejsce za kierowcą, powszechnie uważane za najbezpieczniejsze wcale takim nie jest. Że najbezpieczniej jest umieścić fotelik na środkowym siedzeniu, a jeśli z jakichś powodów jest to niemożliwe – za siedzeniem pasażera

– że mama (jadąca jako pasażer) powinna siedzieć z przodu, ponieważ siedząc z tyłu, w razie wypadku może stanowić zagrożenie dla dziecka w foteliku

– że to, że nóżki dziecka w foteliku 0-13 (popularnej ‚kołysce’, bądź „węglarce” jak gdzieś przeczytałam :P) dotykają oparcia kanapy w żadnym razie nie powinno być kryterium zmiany fotelika na większy (kryteria właściwe to: przekroczona dopuszczalna waga dziecka, niedające się poprawnie zapiąć pasy uprzęży fotelika, głowa dziecka wystająca ponad fotelik)

– że posiadanie przez fotelik Europejskiego Certyfikatu Bezpieczeństwa, czyli homologacji wcale nie oznacza, że jest on bezpieczny, ponieważ ECE oznacza wyłącznie zgodność wyrobu z obowiązującymi obecnie w Europie wymaganiami technicznymi, które to wymagania określają tylko minimum, nie nadążając za rozwojem współczesnych systemów bezpieczeństwa

– że warto zwrócić uwagę na dodatkową ochronę głowy – niektóre foteliki posiadają dodatkową wkładkę, która redukuje siłę uderzenia i oprócz tego utrzymuje głowę dziecka w możliwie bezpiecznej pozycji (najbezpieczniejsza pozycja to pozycja idealnie na wprost, każdy, minimalny nawet skręt szyi w momencie uderzenia może być niebezpieczny)

Przeczytałam też, że dzieci powinny najdłużej jak to możliwe jeździć tyłem do kierunku jazdy. Nawet przez chwilę rozważałam takie rozwiązanie, ale uległam tym popularnym argumentom – że niewygodnie, że będzie mu niedobrze, że nic nie widzi. Tym samym stanęło na dwóch modelach: Roemer King Plus i Cybex Pallas (ten zachwalany, innowacyjny, z osłoną tułowia, jedyny który dostał 5 gwiazdek w testach w kategorii bezpieczeństwa). Pojechaliśmy do innego miasta, całe 70 km od nas, żeby obejrzeć oba i ewentualnie któryś z nich kupić. Na miejscu okazało się, że ceny mają o prawie 150 zł wyższe niż sklepy internetowe, w związku z czym kupować nie będziemy i tylko obejrzymy. Szymek na oba zareagował bardzo pozytywnie, w obu siedział spokojnie (być może po części dlatego że większość drogi przespał i obudził się chwilę przed wejściem do sklepu, w związku z czym nie zdążył się jeszcze rozkręcić 😉 ), ale w Pallasie wydawał się jakiś taki przygnieciony tą poduchą, właściwie bez możliwości ruchu, z rączkami cały czas lekko w górze, położonymi na osłonie. Wyglądało to na średnio komfortowe, zwłaszcza na dystansie 300 km, który od czasu do czasu mamy do pokonania. No i teraz dylemat – komfort czy bezpieczeństwo..? Jak wybrać czy wolisz, żeby Twoje dziecko, mocno ściśnięte, z rączkami wciąż ułożonymi w jednej pozycji, na ‚półce’ przetrwało bezpiecznie podróż, czy może lepiej (teoretycznie, bo przecież te gwiazdki…) mniej bezpiecznie jednak przypiąć go pasami i pozwolić poczytać ksiażeczkę, lub przytulać misia..? Na szczęście brak isofixu w naszym aucie pozbawił mnie tego nierozwiązywalnego chyba dylematu, bo Pallas nie mógłby być zamontowany na stałe, tylko przypinany doraźnie pasem (taka konstrukcja po prostu), więc bez pasażera ‚latałby’ swobodnie po całym aucie.

Później gdzieś na jakiejś stronie przypadkiem zupełnie znalazłam informację, która podobno jest tajemnicą poliszynela wśród specjalistów od fotelików – że foteliki z ochroną tułowia to tzw. hacking manekinów. W praktyce oznacza to, że foteliki te robione są pod manekina, na którym będą testowane i dla takich warunków mają idealne parametry, stąd też wysokie oceny w testach (pominę milczeniem paskudną nieetyczność takiego podejścia 😐 ). A manekin nigdy nie będzie idealnie odwzorowywał dziecka, które, jak wiadomo, nieustannie się porusza, nie siedzi nieruchomo w foteliku jak manekin; czasem waży więcej niż średnia dla jego grupy wiekowej, czasem mniej; czasem jest wyższe, a czasem niższe niż jego rówieśnicy; nieustannie przecież rośnie i zmienia się. Poza tym, jak zauważają eksperci z fotelik.info – energia kinetyczna przy zderzeniu jest większa dla górnych części ciała w przypadku osłony, niż w przypadku uprzęży (czyli standardowego mocowania w większości fotelików).

Czasem wierzę w znaki i w to, że pewnych rozwiązań nie ma co forsować na siłę. I że jeśli te zakupy nam się nie udały, to znaczy, że potrzebujemy jeszcze trochę czasu na podjęcie decyzji. Czyli powinnam czytać dalej…

Czytałam więc i znów powracał do mnie temat fotelików z grupy 9-18 montowanych tyłem do kierunku jazdy. Wciąż jednak trochę go ignorowałam.

Następnym typem poza krowią wersją King Plusa Roemera był Tobi z Maxi Cosi. Któregoś dnia, przy okazji innych zakupów w Smyku, zauważyliśmy, że akurat oba te modele są dostępne, więc znów przymierzyliśmy Szymka. I znów nie umieliśmy się zdecydować. Za to dowiedzieliśmy się przy okazji, że eksperci Maxi Cosi zalecają, żeby co jakiś czas wypiąć fotelik i położyć go np w bagażniku, na noc, żeby dać ‚odpocząć’ tym mechanizmom, które przy zamontowanym foteliku cały czas pracują, co ma wpływ na wytrzymałość konstrukcji, a tym samym bezpośrednio również na bezpieczeństwo.

Szukając w internecie opinii na temat obu modeli zauważyłam, że wiele osób miało podobny dylemat jak my, tzn rozstrzygało pomiędzy tymi dwoma fotelikami. Eksperci z fotelik.info radzą, żeby w przypadku wyboru pomiędzy fotelikami, które mają takie same wyniki w testach wybrać ten, który można bardziej stabilnie zamocować we własnym samochodzie. Ja, jak zwykle, poszukałam trzeciego rozwiązania. Bo czasem jest tak, że rozwiązanie jest nam dane od początku, tylko my nie chcemy go zauważyć. Bo nie patrzymy wystarczająco uważnie, albo upieramy się przy jakichś swoich, niekoniecznie słusznych, wyobrażeniach. A czasem wystarczy być uważnym na informacje, które same gdzieś tam do nas przychodzą i pozwolić sobie na wyjście poza schemat. Taki jak np ten, że większe dzieci jeżdżą przodem. Bo więcej widzą, bo tak im wygodniej, bo tak przecież jeżdżą wszyscy, więc jest bezpiecznie, prawda? Nieprawda. To wcale nie jest kwestia wygody. Tyłem jest równie wygodnie (poza przypadkami, kiedy dziecko cierpi na chorobę lokomocyjną); maluch wszystko widzi, więcej nawet niż jadąc przodem, bo ma do dyspozycji, poza boczną, również całą tylną szybę (w większości przypadków) a przy tym jest znacznie bezpieczniej. I to nie jest czyjaś opinia, podlegająca dyskusji, tylko obiektywny fakt. Bez względu na to jakie jest nasze prywatne zdanie na ten temat, głowa dziecka jest znacznie cięższa w porównaniu do reszty ciała niż w przypadku dorosłego (u 9-miesięcznego niemowlaka stanowi 25% masy ciała, zaś u osoby dorosłej tylko 6%). Oprócz tego małe dzieci, do około 3-4. roku życia mają nie w pełni wykształcone kręgi, mięśnie i więzadła szyjne – szyja jest więc ich słabym punktem. Przy zderzeniach czołowych (a więc najczęstszych i zwykle najpoważniejszych), gdy dziecko zwrócone jest przodem do kierunku jazdy, jego ciało zostaje zatrzymane przez pas bezpieczeństwa, natomiast głowa porusza się do przodu i przeciąża szyję. (źródło: http://www.volvocars.com) Zależnie od siły uderzenia i wielkości dziecka może to mieć różne konsekwencje, z ryzykiem przerwania rdzenia kręgowego włącznie.

Gdy dziecko podróżuje tyłem do kierunku jazdy, siła uderzenia przy takim samym zderzeniu, rozkłada się na całe jego plecy i głowę, co znacznie zmniejsza obciążenie karku. Fotelik stanowi wówczas podparcie dla całego ciała.

Innym czynnikiem, który sprawia, że dziecko jest bardziej podatne na obrażenia, jest nierozwinięta miednica. Kości miednicy dziecka (biodrowa, łonowa i kulszowa) w odróżnieniu od miednicy dorosłego są niezrośnięte. (za: http://www.fotelik.info)

Więcej argumentów? Bardzo proszę:

– Z badań przeprowadzonych przez firmę ubezpieczeniową Folksam wynika, że jazda tyłem do kierunku jazdy jest 5 razy bezpieczniejsza niż przodem

– W krajach skandynawskich istnieje obowiązek przewożenia tyłem do kierunku jazdy dzieci do wieku 4-5 lat (i ok. 25 kg wagi)

– ” Według danych VTI, w latach 2003 – 2010 w Szwecji zginęło 36 dzieci w przedziale 0-10 lat (2003 – 8, 2004 – 8, 2005 – 2, 2006 – 6, 2007 – 2, 2008 – 2, 2009 – 3, 2010 – 5). Dla porównania, w 38,5 milionowej Polsce, tylko w 2011 roku w wypadkach drogowych zginęło 62 dzieci w grupie 0-14 lat (wg. raportów Policji). „ (za: http://fotelik.info/pl/news/inspekcje-fotelikow-dookola-swiata-szwecja,330.html)

– dane na temat obciążeń działających na szyję 3-letniego dziecka w zderzeniu czołowym (wyniki uzyskane w badaniach norweskich):

– fotelik montowany przodem w samochodzie wyprodukowanym w latach 90. lub nowszym – 1700 N (Newtonów)

– fotelik montowany przodem w samochodzie wyprodukowanym w latach 80. (bardziej miękkie zawieszenie, więc mniejszy nacisk) – 950 N

– fotelik montowany tyłem – 250 N

Dane za: http://www.tryggtrafikk.no/

 

Chociaż ja jestem typową humanistką, do mnie liczby nie przemawiają. Do mnie trafiają obrazy, więc tak naprawdę przekonały mnie te filmy:

The Importance of Rear-Facing

Rear facing vs forward facing position in the car

 

Kupiliśmy Maxi Cosi Mobi. Montowany tyłem. Nie jest idealny, bo podobno mały i do 25 kg na pewno nie wystarczy (ale może chociaż do 18..?), tapicerka podobno nieoddychająca, no nie ma tej dodatkowej ochrony głowy… ale już wiem, że nie zamieniłabym go na żaden montowany przodem.

 

Dla Szymka zmiana fotelika miała znaczenie o tyle tylko, że teraz lepiej wszystko widzi, bo siedzi wyżej i może sobie wyglądać przez tylną szybę i przez obie boczne. Zupełnie nie przeszkadza mu to, że siedzi tyłem. Może dlatego, że nie zna innej możliwości, a może po prostu tak też jest spoko 😉 A najważniejsze, że mamy pewność, że jest bezpieczny.

 

Edit:

Byliśmy na inspekcji fotelikowej organizowanej przez ekspertów z fotelik.info. I teraz mamy jeszcze większą pewność, że Szymul jeździ bezpiecznie 🙂 Jeśli ktoś zastanawia się nad wyborem fotelika, albo chce upewnić się, że kupiony już fotelik jest właściwie zamontowany, oraz czy pasuje do samochodu (nie wizualnie 😉 ) to bardzo polecam. Okazuje się, że aż 70 do 85% fotelików jest montowanych nieprawidłowo! I wtedy gwiazdki w testach tracą na znaczeniu, bo fotelik nie spełnia swojej funkcji. Udział w Ogólnopolskich Inspekcjach organizowanych w różnych miastach Polski jest bezpłatny, trzeba jedynie sprawdzić kiedy odbędą się w najbliższym nam mieście, a potem zapisać się na konkretną godzinę na stronie: http://inspekcje-fotelikow.pl/

(W tajemnicy i ‚szeptem’ napiszę, że my naszego Mobi kupiliśmy, wprawdzie w sklepie stacjonarnym, ale w trybie mocno przyspieszonym, bo była sobota, właśnie zamykali, a my jechaliśmy po niego 130 km, tylko droga nam się z różnych względów przedłużyła, więc tylko weszliśmy, zapłaciliśmy i wyszliśmy. Nikt nam nie doradził ani jak zamontować, ani czy ten konkretny model będzie pasował do naszego auta. A i my, jako niedoświadczeni, takiej refleksji jeszcze nie mieliśmy. Na szczęście okazało się, że wszystko jest ok, a Misionowy Tata (to już nie ‚szeptem’ tylko całkiem głośno) został nawet pochwalony na inspekcji za prawidłowy montaż. Zupełnie samodzielny i z intuicyjnym wyborem jedynego słusznego miejsca w samochodzie! O! 😉 )

W czasie inspekcji dowiedzieliśmy się też jak prawidłowo dociągać uprząż, którą to wiedzą niniejszym dzielę się z innymi nieświadomymi rodzicami: pasy należy dociągać najmocniej jak się da! Podobno właściwie nie da się za mocno, a bardzo łatwo jest za luźno. Ten aspekt jest często ignorowany, bo wydaje nam się, że jak pasy nie spadają z dziecka, a zapięcię ‚kliknęło’ to wszystko jest ok. A okazuje się, że to bardzo istotny element bezpieczeństwa i zbyt luźno dociągnięta uprząż również może nam ‚zresetować’ gwiazdki z testów w przypadku kolizji.

– Testem sprawdzającym czy uprząż jest prawidłowo dociągnięta jest na przykład tak zwany test szczypnięcia – poprawnie naciągniętego pasa powinniśmy nie móc ‚uszczypnąć’ tzn złapać pomiędzy palec wskazujący a kciuk.

– Naciągając pasy zbieramy je najpierw z bioder, a dopiero później naciągamy wyżej.

– Ważne jest aby za każdym razem przy wyjmowaniu dziecka luzować uprząż i przy każdym instalowaniu małego Pasażera naciągać ją ponownie. Poza pewnością, że za każdym razem naciąg pasów jest prawidłowy zabieg ten ma jeszcze jedną zaletę – zapewnia prawidłową pracę mechanizmu naciągającego (nieużywany może po jakimś czasie przestać działać prawidłowo).

(Zgroza jak pomyślę jak jeździliśmy wcześniej, bez tej wiedzy…)

 

Nasza droga do wyboru właściwego fotelika była dość długa. Mam nadzieję, że ten post pomoże komuś skrócić jego własną i podjąć tę bardzo ważną decyzję. Bo czy jest coś ważniejszego niż bezpieczeństwo tej najważniejszej dla nas osoby?

  • bitabob

    Tak trzymać!

  • Mamusia/parentnik.pl

    🙂