parentnik.pl

Mr „No”

No to weszliśmy w ten szczęśliwy, optymistyczny, niezwykle pozytywny czas sponsorowany przez słowo „nie„. O cokolwiek byśmy zapytali, poprosili, ba, cokolwiek byśmy powiedzieli, reakcja jest niezwykle przewidywalna – „nie„.

Nie„, wbrew temu co mogłoby się wydawać, wcale nie jest jedno. O nie! Jest co najmniej kilka różnych „nie„, w zależności od pytania/nastroju/sytuacji.

Najpopularniejsze „nie” Pana Prezesa to „nie-e„, z „e” przeciągniętym z zawadiackim uśmiechem. „Nie”, które, gdyby je trochę rozwinąć brzmiałoby „nie, ale ponegocjujmy, chcę zobaczyć jak będziesz reagować i może zmienię zdanie„, a gdyby chcieć oddać tę intonację, brzmiałoby to dokładnie tak jak w „Naprawdę!” kiedy próbujemy przekonać kogoś, kto nie do końca nam wierzy . Kiedy Prezes mówi „nie” w ten sposób, ma uchylone usta i uniesioną górną wargę, jak pierwszej klasy cwaniak zza rogu; zadziera głowę lekko do góry, a w jego oczach widać wyzwanie. To oznacza raczej początek zabawy w „podroczmy się” niż koniec dyskusji

Drugi rodzaj nie, to „niee” bardzo uprzejme, takie jakby „nie, kochana, nie zrobię tego, o co prosisz, ale popatrz jaki mamy ładny dzień„. Gdyby chcieć to przełożyć na codzienne dorosłe sytuacje, to byłoby to dokładnie to samo nie, które słyszymy np w sytuacji typu: „Obraziłeś się?”/ „Niee, no coś ty.”. Czasem towarzyszy mu rzucanie się na szyję i przytulanie.

Odmianą zasługującą na osobną wzmiankę jest „double-no„, czyli „nie” podwójne, ale podwójne nie dla wzmocnienia efektu, tylko z uprzejmości. Coś jak w sytuacji, kiedy ktoś nadgorliwie częstuje nas czwartką herbatką: „nie nie, dziękuję” 😉

Trzecie „niee„, proszące, z pozoru jest identyczne jak „niee” poprzednie. Brzmi dokładnie tak samo, ale zamiast rzucania się na szyję jest zalotne mrużenie oczu, marszczenie noska i składanie ust w dziubek, przez co „niee” zamienia się w „nołł„. Takie „nie” stosuje się w sytuacji, kiedy chce się negocjować pójście (czy może raczej niepójście) do wanny, albo niejedzenie obiadu. Jeśli samo „nołł” z dodatkami mimicznymi nie działa, można podkręcić efekt marszcząc nosek jeszcze bardziej i ‚zasysając’ powietrze przez ten świnkowy dziubek. To trik saperski tak zwany, bo rozbrajający niemożebnie 🙂

No i jest jeszcze czwarte „nie.” – absolutne, stanowcze i bezdyskusyjne, takie właśnie z kropką na końcu. „Nie.” i już. Acz w 90% przypadków z uśmiechem na ustach. A odkąd okazało się, że „nołł” jest bardzo skuteczne, absolutne „nie” też czasem brzmi jak „noł”. „Noł.”, z kropką na końcu, rzecz jasna 😉

 

Nie ma za to u nas wcale „NIE!” wrzeszczącego, tupiącego, czy jakkolwiek agresywnego. Może jeszcze nie przyszedł na nie czas, a może po prostu nie potrzebujemy takiego.

 

Co ciekawe, „niee„, „nie.” i „noł” nie zawsze znaczą, że Prezes czegoś nie chce/nie zgadza się/odmawia.

Szymon, jedziemy do babci?

Niee.. (#2) – odpowiada przynosząc buty.

 

– Szymuś, pozbieraj proszę zabawki.

– Nie-e. (#1)

Wyszłam na chwilę z pokoju. Wracam – wszystkie zabawki powkładane do pudła 🙂

 

Nie” służy wypróbowywaniu naszych reakcji, sprawdzaniu granic, manifestowaniu własnej niezależności, sprawdzaniu jak to jest mieć własne zdanie i móc decydować o własnych sprawach.

I wciąż bardzo bardzo dużo się od siebie uczymy. Chociaż nie wiem kto, od kogo więcej 🙂