parentnik.pl

O świetnym wózku wpis niesponsorowany

Zbieram się do tego wpisu już od szalenie długiego czasu. I wraca do mnie przy każdym spacerze. I na każdym spacerze obiecuję sobie napisać zaraz po powrocie, bo a nuż się komuś kiedyś przyda. A potem zapominam, jak zawsze.

Jakiś czas temu w konkursie organizowanym przez magazyn GAGA wygrałam wózek. Całkiem fajny – Quinny Yezz:

Yezz

 

To ten sam model, który można dostać czasem w promocji za 1 zł przy zakupie innego wózka, albo kupić samodzielnie za jakieś 6 stówek.

Wygrałam go jakoś niedługo po tym jak kupiliśmy innego Quiniacza – Zapp Xtra, jako docelową spacerówkę. Yezz miał więc być takim kołem zapasowym, na wypadek gdyby gdzieś coś – Zapp się zepsuł, został u babci, czy coś. Szybko okazało się jednak, że to Zapp jest taką ‚zapasówką’, która jeździ w samochodzie, a Yezz stał się moim wielkim przyjacielem.

Nie chcę przez to powiedzieć, że Zapp jest gorszym wózkiem – pod wieloma względami jest właściwie znacznie lepszy – poczynając od takich drobiazgów jak koszyk na zakupy na dole, przez dodatkowe ‚bajery’ w stylu przekładanego siedziska (to akurat ‚bajer’ z serii tych, z których naprawdę się korzysta, zwłaszcza w przypadku młodszych maluchów), skończywszy na możliwości rozłożenia go do pozycji leżącej. Yezz nie ma żadnej z tych cech (no ok, zamiast koszyka na dole, ma kieszeń z tyłu – małą i  o tyle niefunkcjonalną, że wszystkie kanciate rzeczy wbijają się małemu pasażerowi w plecy), ma jednak trzy inne zasadnicze zalety, które zdecydowały o jego miażdżącej przewadze, jeśli chodzi o codzienne wykorzystywanie w naszym domu. Jest megalekki (waży tylko 5 kg), megazwrotny (próbowałam prowadzić go dwoma palcami – da się 🙂 ) i składa się niemal jednym ruchem tak, że można go bez problemu zarzucić na ramię (ma nawet specjalny, przewidziany właśnie w tym celu, pasek).

yezz2

Dla mnie osobiście to właśnie jest jego największym plusem. W każdej chwili na spacerze mogę go złożyć i wejść do sklepu, w którym nie ma miejsca na wózek, z dzieckiem za rękę. Kiedy Szymek nie chce już siedzieć w wózku, tylko biegać po trawie, zarzucam Yezza na ramię i biegam z nim (no prawie, bo jednak 5 kg na plecach nie da się zupełnie nie odczuwać :P). Nie muszę się martwić, że zostawiłam wózek na chodniku i czy ktoś mi go przypadkiem nie gwizdnie. Nie ma też problemu z niedostępnymi miejscami – stromymi górkami podjazdami, schodami nie do przejścia – w każdym przypadku opcje są dwie – albo Szymek na nogach a ja z Yezzem na plecach, albo – i tu znaczenia nabiera pierwszy z wymienionych wcześniej argumentów – dźwigam Yezza z zawartością, co przy takiej wadze wózka nie jest jakimś wielkim wyczynem.

Znika również problem znoszenia/wnoszenia wózka po schodach, dla osób mieszkających w bloku. My wprawdzie mieszkamy na parterze, więc nigdy nie był to jakiś szczególny hardkor, niemniej znacznie przyjemniej jest zejść po prostu z dzieciem po schodach (Yezz znów siedzi na plecach) i wyjść na spacer, niż kombinować strategicznie jaka jest właściwa kolejność – dziecko – wózek, czy wózek  – dziecko, przy czym ta pierwsza tylko z pozoru wygląda na bezpieczniejszą, bo w przypadku starszych, już dwunożnych osobników umiejących się posługiwać klamką, akcja najpierw dziecko, potem wózek w części drugiej oznacza dziecko spitalające na ulicę czym prędzej się da (a czym prędzej to w tym przypadku: znacznie szybciej niż matka zdąży wrócić po wózek i starabanić się z nim po schodach).

Argumenty takie jak łatwość przechowywania, transportu i obsługi, miękkie rolkowe kółka, czy wytrzymała tapicerka wydają się już w takiej sytuacji mało znaczące.

Yezz3

 

 

Ale żeby nie było, że jest tak całkiem różowo (czy, jak w naszym przypadku, fioletowo 😉 ) – Yezz, jak wszystko, ma też wady. Oprócz wspomnianych wcześniej – czyli braku koszyka na zakupy i możliwości rozłożenia oparcia (no ale coś za coś, co nie? wszystkiego mieć się nie da podobno) jego główną wadą jest to, że jest stanowczo kiepskim wózkiem na zimę i śnieg. Małe kółka, które są bardzo spoko na chodnikach i ulicach niespecjalnie radzą sobie ze śniegiem. W zasadzie nie radzą sobie wcale i jazda przez duży śnieg wygląda jak pchanie tępych sanek.

Mało komfortowa jest też jazda po nierównej kostce i tzw. kocich łbach, których w centrum naszego miasta jest akurat sporo.

No, ale Yezz z większymi/dużymi kołami nie byłby już Yezzem. I nie dałby się pewnie tak łatwo zarzucić na plecy. Niech więc będzie jak jest – i tak go uwielbiam i uważam za genialny wynalazek 🙂