parentnik.pl

Leniwa matka

Są takie zdania, które ktoś powie może bez zastanowienia, może trochę złośliwie, a których później nie sposób zapomnieć, choćby się bardzo chciało. I tak ktoś kiedyś zarzucił mi, że niby czytam tyle książek o wychowaniu, a i tak kiepska ze mnie matka, bo moje dziecko nie posługuje się jeszcze sztućcami, nie przepada za pokarmami, które trzeba gryźć, nie bawi się klockami i nie rysuje. Moje dziecko miało wtedy niecałe dwa lata. Dziś ma prawie dwa lata i umie budować piękne wieże z klocków, wspaniale bawi się w sklep, świetnie parkuje autka w garażach z pudełek, cudnie opiekuje się swoimi pluszowymi przyjaciółmi karmiąc ich, czytając im książeczki, pokazując jak się buduje z klocków, całując w nosek i przytulając. Nadal raczej rzadko je używając sztućców, ale świetnie radzi sobie ze wszystkim, co można zjeść trzymając to w ręku. Wtedy to po prostu nie był Jego czas. Potrzebował jeszcze chwili. Niektórym dzieciom pewne rzeczy przychodzą szybciej, a innym szybciej przychodzi co innego. Po prostu na czym innym koncentrują swoją uwagę, co innego ma dla nich priorytet. Uważałam, i nadal uważam, że dziecko nie jest naszym projektem, który można zrealizować wg przyjętych założeń. Nie warto forsować jakichś swoich pomysłów, założeń, nie warto mieć z góry przyjętych oczekiwań, tylko dlatego, że inne dzieci w tym wieku już coś robią. Każde dziecko jest indywidualnością, jedyną i wyjątkową osobą z własnym tempem i programem rozwoju. Możemy je wspierać, pokazywać różne możliwości, ale jednocześnie pamiętając cały czas o tym, aby szanować Jego aktualne potrzeby, pomysły i ograniczenia i akceptować Je takim, jakim jest. Nawet jeśli nie mówi tyle, ile byśmy się spodziewali, nie bawi się tak spokojnie, jak na to liczyliśmy, nie umie liczyć do dwunastu jak sąsiadka z podwórka. Jego czas też nadejdzie. We właściwym (dla Niego) czasie.

Dlatego przeciwna jestem uczeniu dziecka ‚sztuczek’, którymi można pochwalić się przed rodziną i znajomymi, a które tak naprawdę mają niewielkie znaczenie dla Jego aktualnego rozwoju. Dziecko to nie małpka w cyrku, którą hoduje się, żeby bawiła publiczność. Ufam tym przekonaniom, wedle których natura wie, co robi i  dziecko, które znajduje się w odpowiednio bogatym (w bodźce) środowisku, samo potrafi wybrać z niego to, co jest mu aktualnie potrzebne, a forsując własne pomysły i wyprzedzając tę naturalną kolejność, możemy uczynić więcej szkody niż pożytku, gdyż młody umysł zajęty spełnianiem naszych oczekiwań i uczeniem się nowych ‚sztuczek’, pominie coś, co jest naprawdę istotne.

 

I niby to wszystko wiem i wiem, że moje dziecko potrafi wszystko, co jest Mu aktualnie niezbędne do szczęścia, a mimo to, po tych kilku zdaniach zrobiło mi się tak strasznie przykro jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Niewiele potrafię sobie wyobrazić zdań, które potrafiłyby mnie tak zranić…