parentnik.pl

Zaskakiwacz

Czasem jest tak, że przez pewien czas Twoje dziecko nie czyni żadnych spektakularnych postępów, nie nabywa nowych, zupełnie zaskakujących umiejętności (poza wciąż zaskakującą umiejętnością robienia coraz większego bałaganu) i wydaje Ci się, że się nie zmienia. Mój wniosek po blisko dwuletnim doświadczeniu z jednym z takich małych kolesi jest taki – niechybnie oznacza to, że lada moment zrobi coś, po czym wyskoczysz z butów z wrażenia.

Od poniedziałku mamy wakacje. Siedzimy sobie od rana do wieczora u Pradziadków Prezesa, a właściwie w Ich ogromnym ogrodzie. Jesteśmy na powietrzu jakieś 6-7 godzin dziennie i nie nudzimy się ani ciut-ciut. Ja nie mam kiedy biegając za Prezesem, a Prezes dlatego, że:

– codziennie czeka na Niego Jego osobista piaskownica z czystym piachem i mnóstwem zabawek

– oraz basenik z wodą (i, z incjatywy Prezesa, odrobiną piasku i kilkoma liśćmi, dla urozmaicenia krajobrazu)

– jest też huśtawka, a w zasadzie dwie – jedna plastikowa, druga drewniana -jedna służy do bujania rekreacyjnego, druga do usypiania w niej

– są dwa psy

– jest dwóch Wujków, popołudniami Ciocia, a przede wszystkim Dziadzio i Babcia, czyli fantastyczna publiczność, przed którą można się popisywać w nieskończoność i do utraty tchu – tańczyć, śpiewać, podskakiwać, rzucać się na ziemię, śmiać się głośno, kopać piłkę, zakładać Dziadziowe kapcie i szusować w nich jak na nartach, trąbić na lejku i robić mnóstwo niestworzonych rzeczy

– są poziomki, maliny, agres i porzeczki a wszystko dosłownie na wyciągnięcie ręki. Można wreszcie nauczyć się jeść owoce a nie pluć nimi na odległość.

Są też desery z owocami, bo grzech nie skorzystać i nie dorzucić kilku świeżych malin do jabłek z biszkoptami.

 

Jest więc słońce, woda, piasek, są wspaniali ludzie – czego nam chcieć więcej? 🙂

I takie właśnie warunki są idealne do eksplozji nowych umiejętności.

 

Siedzimy sobie dziś po południu w kuchni a Prezes bawi się w pokoju kubkami po jogurtach. Nagle słyszę jak mówi do siebie: „Mama-mama, baba-baba, dziadzia-dziadzia”. Zanim zdążyłam się zastanowić, o co może chodzić, przybiega i ciągnie mnie za rękę do pokoju. Po drodze łapie też Babcię. W pokoju każe nam usiąść na krzesłach (każdy ma wyznaczone miejsce) i biegnie po Dziadzia. Na stole, przy każdym krześle ustawiony jest jeden kubeczek po jogurcie. Kiedy już wszyscy siedzimy, zadowolony Prezes przynosi sobie z drugiego końca pokoju mały stołeczek i również siada przy stole, choć nieco z boku. Bierze jeden z kubeczków i pokazuje nam, że mamy pić. Przygotował dla nas popołudniową herbatkę :))

Zaskoczyła mnie mocno ale i ucieszyła ogromnie ta Jego absolutnie własna inicjatywa, zainspirowana podpatrzonym najwyraźniej niedzielnym zwyczajem, kiedy to Dziadzio po obiedzie przygotowuje dla wszystkich herbatę i zwykle pijemy ją przegryzając ciastem. Zachwycona Babcia natychmiast pobiegła ukroić ciasto. Dumny z siebie Prezes dalej dzielnie sprawował swoją funkcję i nie pozwolił nikomu wstać od stołu przed zjedzeniem kawałka ciasta i wypiciem swojej ‚herbatki’.

Nie spodziewałam się, że już tak wspaniale potrafi bawić się w udawanie. Ale to kolejny argument za tym, że dzieci nie trzeba uczyć bawić się, bo świetnie radzą sobie same i tylko czasem potrzebują pokazania jeszcze innych możliwości 🙂