parentnik.pl

Mały Kucharz

Jedną z ulubionych ostatnio zabaw naszego Prezesa (poza robieniem nieziemskiego bałaganu gdzie tylko się da) jest gotowanie. Gotować lubił od zawsze. Zaczął od prostych rzeczy – jako całkiem jeszcze mały człowiek dostawał garnuszek i łyżkę i mieszał. Mieszał i mieszał, a jak Mu się znudziło to uderzał… ekhm, no dobra – walił w garnek ile tylko sił miał w rękach. Mniej więcej w tym czasie zaczął też ujawniać swoje fascynacje muzyczne, a konkretnie – perkusyjne. W ruch poszły wszelkie pokrywki, którymi można fantastycznie trzaskać o siebie robiąc przy tym nieziemski hałas (to zdecydowana zasługa Prababci, która odkryła przed Nim fascynujący świat bolącego-w-uszy-trzaskania, a która, jako że ma dość słaby słuch i trzaski te koszmarne są dla Niej tylko jakimś delikatnym stukaniem, nie umiała nigdy zrozumieć naszego braku entuzjazmu dla tej rozrywki). Niedługo później Prezes wykazując się wrodzonym sprytem (po mamusi, no przecież 😉 ) odkrył jeszcze jeden sposób dręczenia naszych uszu – metalowa pokrywka rzucona na podłogę wydaje megafajny i megagłośny dźwięk, zwłaszcza jeśli wspomniana podłoga to gres, tudzież inne płytki. A jak jeszcze upadnie tak, że przez dłuższy czas się kręci i hałas trwa i trwa, to już w ogóle pełna euforia. No ale nie o zdolnościach muzycznych naszego dziecka miało być (tym razem 😉 ).

Wraz z rozwojem umiejętności manipulacyjnych, poza mieszaniem zaczął dodawać różne tajemne składniki – a to przypadkowo napotkany klocek, a to chrupka, która akurat znalazła się pod ręką, a to gumowy smerf… Potrawy zaczęły być urozmaicone.

Później przyszedł czas na degustację – każdy, absolutnie każdy, włączając to obecne na swoje nieszczęście psy i koty, musiał spróbować przygotowanej potrawy.

Od niedawna centrum eksperymentów kulinarnych Prezesa przeniosło się z przypadkowo napotkanych ‚składników’ na równie przypadkowo łączone elementy prawdziwego jedzenia. Należało więc sprawdzić co się stanie gdy:

– nalejemy napój z jednej szklanki (sok pomarańczowy) do drugiej (herbata). Wynik: mina matki wskazuje, że error.

– nasypiemy matce soli do herbaty, bardzo intensywnie potrząsając solniczką, żeby na pewno zdążyć zanim się zorientuje. Wynik: ponownie error, sądząc po minie: większy niż poprzednio.

– wrzucimy kawałek bułki do przypadkowo napotkanej szklanki z jakimś napojem. Wynik: lekki error, ale nic specjalnego.

– wrzucimy szklanego kabaszona do herbaty. Wynik: brak reakcji, więc chyba spoko, choć matka popsuła eksperyment, bo wyjęła zanim się rozpuściło.

– rozmażemy po stole wszystko, co uda nam się napotkać w okolicy (przykładowo: sos do spaghetti, resztka kaszki, herbata, sól). Wynik: error ze względu, że matka się wtrąciła i znów popsuła

I tym podobne.

Chcąc mieć choć odrobinę kontroli nad zachowaniem Prezesa (a może bardziej nad wyglądem kuchni) wystarczy zaproponować Mu własną małą patelnię, albo garnek i kilka składników, które będzie sobie mieszał. Najlepiej jeśli są to te same składniki, z których akurat przygotowuje się obiad, wtedy Prezes jest szczęśliwy, że ma to samo, czyli traktuje się Go poważnie.

(Drobna dygresja niemal na temat – od dłuższego czasu, kiedy potrzeba przygotować sos czosnkowy, Prezes obiera a później wyciska z Tatą czosnek. Prawie prawdziwy, bo chiński (albo wietnamski?). Radzi sobie świetnie. I tylko bardzo zdziwiony i rozczarowany był, kiedy któregoś dnia znalazł w zabawkach filcowy czosnek z zestawu warzyw z IKEA. Mimo olbrzymich nerwów Prezesa nijak nie dał się obrać :P)

 

Od kilku dni Prezes wszedł na jeszcze wyższy szczebel kulinarnych umiejętności – zaczął piec. Wszystkie potrawy jakie przygotuje wkłada do piekarnika, zamyka drzwiczki, w sobie tylko wiadomych konfiguracjach naciska przyciski do ustawiania czasu pieczenia, po czym otwiera piekarnik i wyjmuje gotową potrawę (w tym cudnym świecie fantazji nie ma czegoś takiego jak czas pieczenia – pieczenie trwa dokładnie tyle ile życzy sobie Prezes. Ach jakże Mu tego zazdroszczę 🙂 ). Często zaznacza od razu, że potrawa jest gorąca i trzeba podmuchać. Ale nie ma to tamto – trzeba dmuchać i jeść. Nie można odmówić. A żeby było jeszcze straszniej, za jednym razem trzeba zjeść 6-7 świeżo przygotowywanych potraw. Bez marudzenia!

 

(Żeby nie było zbyt idealnie – jak każdy Szef Kuchni Prezes miewa też wpadki – przedwczoraj na przykład chciał wyciągnąć garnek. Chciał tak bardzo, że razem z garnkiem wyciągnął niechcący 3 duże porcelanowe misy. Ponieważ jednak nie uwzględnił ich w swoich planach, misy znalazły się na podłodze. Nie wyszły z tego spotkania zwycięsko – zamiast 3 mis nagle zrobiło się dużo różnej wielkości kawałków. I tym sposobem w szafce zrobiło się znacznie więcej miejsca, a matka uznała, że jeszcze chwila i czeka ją wypoczynek na oddziale zamkniętym…)