parentnik.pl

Gadu-gadu

Odkąd się urodził czekałam na ten czas. Oboje czekaliśmy – i ja i Pan Tata. Na czas, kiedy już będziemy mogli sobie pogadać. Na fascynujący etap: „A co to jest?„, „A dlaczego?„, „A po co?„. Na przeurocze przekręcanie słów i wymyślanie nowych. Czekaliśmy długo, bo Prezes wcale nie był taki chętny, żeby komunikować werbalnie (bo pozawerbalnie to zupełnie co innego 😉 ). Jakąś taką blokadę miał i nie chciał powtarzać słów, nie chciał mówić, dopóki nie miał pewności, że będzie umiał powiedzieć wyraźnie i tak, że na pewno zostanie zrozumiany. Do tej pory zresztą jak powie coś niewyraźnie i dopytujemy: „Mógłbyś powtórzyć?„, zawstydza się i mówi „Yyy na na na… nic” 😛
Od jakiegoś czasu jednak tak rozpędził się z mówieniem, że przestałam zapisywać nowe słowa. Bo mówi już wszystko. I mówi zdaniami. Rozmawia z nami jak kilkulatek i prawie codziennie rozkłada nas jakimś tekstem na łopatki. Zachodzę wtedy w głowę: „skąd On zna takie słowa/zwroty/wyrażenia??„. I nieustannie jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak szybko udaje Mu się opanować tak zupełnie abstrakcyjne słowa jak „zaraz„, „wczoraj„, „za minutę„, „rzeczywiście„, „to niesamowite„, „na przykład„, „zapomniałem/już pamiętam„.
Jak łatwo przychodzi Mu używanie takich niuansów językowych, które trudno wytłumaczyć. Opowiada mi, że „nie czuje się najlepiej„, albo „nie może się doczekać”.

Jest w przeuroczo prosty sposób szczery:
– Co to jest? Nie mam pojęcia?

Coraz częściej zamiast imion, zaczyna używać zaimków: ja, ty:
Zamienimy się? Ty układasz Miki, a ja Donalda. Może być taka zamiana?

Wspaniale radzi sobie z modulowaniem głosu, z wyrażaniem przez samą tylko intonację całej gamy uczuć.

Potrafi być cudownie stanowczy:
– Szymuś, zjesz jeszcze kaszki?
– Nie.
– A może trochę?
– Mamuś, posłuchaj: nie.

I wspaniale motywujący:
– Babuś, posłuchaj: umiesz! Mamuś, posłuchaj: też umiesz!

Kiedy coś Go naprawdę zachwyci, mówi:
– Mamuś, w życiu takiego nie widziałem! Ani w życiu!
albo
– W całym swoim życiu tego nie widziałem!

Tak też odpowiada kiedy zapytam kto np zrobił dziurę w drzwiach (dziura powstała jeszcze przez Prezesem, kiedy panowie od naprawy lodówki wynosili ją do serwisu 😉 ):
– To nie wina Sinisia. Ani w życiu!

Do tej pory nie mamy pojęcia gdzie poznał słowo „nuda”:
– Mama zaraz przyjdzie i pojedziecie wózeczkiem do miasta.
– Wózeczkiem? To będzie nudaa…

A najbardziej chyba lubię, kiedy mówi tak jak wczoraj, jak wychodziłam do sklepu:
– Siniś przytula mamusię. Będę tęsknił za mamusią…

A ja wiem, że już za chwilę będę tęskniła za tym czasem…