parentnik.pl

Stomatologicznie

Byliśmy dziś u dentysty. Szym był, znaczy się. Miał mieć naprawiane jedynki. W sedacji, bo podobno inaczej się takim młodym ludziom nie da. To znaczy, wszyscy dentyści z którymi rozmawiałam do tej pory (poza dr ‚ciocią’ Dorotą i tym dzisiejszym dentystą) twierdzili, że w tym wieku w ogóle się nie da. Bo młodzi ludzie za młodzi, bo nie współpracują, bo nie potrafią utrzymać otwartej buzi. Lapisowanie i koniec.
Wcale, że nie mają racji.
Uparliśmy się, że Szym nie będzie miał czarnych zębów; uparliśmy się, że potrafi współpracować… Cały tydzień ćwiczyliśmy z maseczką sedacyjną przed dzisiejszym zabiegiem. Okazało się, że nie zadziałało – nie zsedował się. Nie wiadomo dlaczego, czasem tak podobno bywa. Za to ‚na żywca’, z totalnym luzem dał sobie oczyścić zęby wiertłem, założyć wypełnienie, utwardzić, opracować. Przez cały czas siedział sam na fotelu. Kiedy doktor skończył i pozwolił Mu zejść z fotela powiedział: „Dzienty badzio!” i uśmiechnął się szeroko swoim nowym, przepięknym uśmiechem. Do tej pory jestem w mega szoku.
Kiedy widziałam, że z sedacji nici, a doktor sięga po wiertło i pyta Szyma czy wie, co będzie robił, przez moment myślałam, że zemdleję 😛 Albo ucieknę z gabinetu jak zacznie płakać, bo nie dam rady na to patrzeć 😛 A jak okazało się, że strach był tylko mój, a Szym z pełnym spokojem i ogromną cierpliwością przyjmuje to, co się dzieje, patrzyliśmy na siebie z Panem Tatą i z niedowierzaniem kręciliśmy głowami. Absolutny megamistrz!
Jedyny problem podczas wizyty, to niezbywalna potrzeba podzielenia się z doktorem wszystkim, co Mu przyszło do głowy:
– A ja mam w domu plakat z Parauszkiem.
– A lubię układać puzzle. 
– Mam mamusię i tatusia. I babusię. I Adasia.
– Jestem Szymon K.
– I mam w domu chipsy ( Doktor: ‚No to lepiej mi o tym nie mów.‚ :P)
– A potem pójdę na lody. Smerfowe. I nawet do galerii.
Itd, itd 😛
Ale jak poprosiliśmy, przy zakładaniu wypełnienia, żeby przez chwilę nie mówił, tylko otworzył szeroko buzię, to też wiedział o co chodzi. Tylko na moment przerwał odpowiadając, że: „Dobzie” i tym samym zmuszając doktora do ponownego osuszenia już częściowo wykonanej plomby 😛

Czemu to wszystko piszę? Bo jestem mega, mega, mega dumna z mądrości mojego Dziecka. I po to, żebyście nigdy nie słuchali, kiedy ktoś powie, że małym dzieciom nie da się leczyć zębów, a jeśli już, to tylko ‚na siłę’. Dzieci naprawdę wiele potrafią zrozumieć i na wiele się zgodzić jeżeli wytłumaczy im się co i dlaczego trzeba zrobić. A nasze strachy są tylko naszymi strachami.

Szymowi pewnie w ogóle nie przyszło do głowy, że można bać się dentysty. I mam nadzieję, że tak już zostanie.. 🙂