parentnik.pl

Czy cesarka jest łatwiejsza niż poród naturalny?

Znów gdzieś przeczytałam, że ‚a, ty to miałaś łatwo, bo miałaś cesarkę’. Zżymam się strasznie kiedy czytam takie rzeczy (choć na ogół staram się omijać, bo po co się denerwować).

Nienawidzę kiedy ktoś mówi, że to takie lekkie i przyjemne. Że pół godziny i człowiek się nie namęczy. Gucio prawda. Znieczulenie, samo cięcie to też olbrzymi wysiłek dla organizmu. Odczuwany wprawdzie w inny sposób, nieangażujący mięśni, ale chyba po prostu ten, kto nie ‚odpływał’ na sali w trakcie cięcia; kto nie poczuł tej delirki nie do opanowania zaraz po; kto nie wie jak to jest leżeć plackiem przez 8-12 h i cieszyć się jak głupek kiedy zaczyna się znów móc poruszać dużym palcem u nogi; kto nie liczył kolejnych minut, kiedy zejdzie wreszcie kroplówka z oxy, żeby móc poprosić o coś przeciwbólowego, bo rana na brzuchu boli, jakby ktoś ją przypalał ogniem; kto nie modlił się, żeby przez te pierwsze dni nie musieć kichnąć ani kaszlnąć… ten nie zrozumie.

Cesarka nie jest łatwą alternatywą dla porodu naturalnego. Jest przecięciem wszystkich powłok ciała, na których zawsze już pozostanie ślad. Jest operacją, po której organizm dochodzi do siebie nie tydzień czy dwa, nawet nie sześć. Tylko znacznie dłużej.

A oprócz śladów fizycznych w postaci blizny, zostawia też głęboki ślad w głowie, zwłaszcza jeśli ktoś wcześniej mocno nastawiał się na inne rozwiązanie.

Dlatego nigdy nie mów żadnej matce, która miała cesarkę, że ona przecież nie rodziła, tylko wyjęli jej dziecko z brzucha; że przecież jej nie bolało; że miała łatwiej. Takim jednym zdaniem możesz ją bardzo zranić.

Wiesz czego jeszcze nie mówić? Albo właśnie co mówić?

Gosia Borecka pięknie o tym napisała TU.