parentnik.pl

Archive of ‘Zębach i ząbkowaniu’ category

Profilaktyka próchnicy

– Należy unikać kontaktu śliny dorosłego z jamą ustną malucha, czyli nie oblizywać smoczków, łyżeczek, nie całować w usta, itd itd. ze względu na ryzyko przeniesienia bakterii odpowiedzialnych za przenoszenie próchnicy

– Zęby malucha czyścimy od momentu pojawienie się pierwszego ząbka, a wielu stomatologów zaleca nawet wcześniejsze czyszczenie dziąseł za pomocą mokrej gazy lub

– Istotne jest również czyszczenie języka ze względu na ilość znajdujących się na nim bakterii

– Stomatolodzy zalecają przecieranie jamy ustnej dziecka wilgotną gazą po każdym posiłku, w tym po każdym karmieniu piersią, ale bądźmy uczciwi – ile osób rzeczywiście tak robi?

– W profilaktyce próchnicy istotne jest również jak najszybsze odzwyczajenie dziecka od smoczka, oraz od picia z butelki ze smoczkiem, w tym przede wszystkim od nocnego popijania (to główna przyczyna tzw. próchnicy butelkowej

– O ograniczeniu słodyczy i dosładzania pokarmów wspominać chyba nie trzeba

– Po wypiciu kwaśnych soków czy napojów gazowanych dobrze jest przepłukać usta czystą wodą, aby usunąć nadmiar kwasów z jamy ustnej. Nie zaleca się natomiast mycia zębów bezpośrednio po spożyciu kwaśnych pokarmów czy napojów, gdyż może to powodować powstawanie mikroubytków w szkliwie.

– Spożywanie kilku porcji warzyw i owoców dziennie jest istotne nie tylko na konieczność dostarczenia do organizmu odpowiedniej porcji witamin, ale również ze względu na to, że podczas spożywania surowych warzyw i owoców wydzielane są większe ilości śliny (niektórym może w tym zakresie wystarczyć pomyślenie o materiałowych gryzakach 😉 ). Ślina natomiast, poza wypłukiwaniem resztek pokarmowych i kwasów z jamy ustnej, dostarcza również minerałów, które są wbudowywane w strukturę szkliwa wzmacniając je. Prawda jak pięknie to wszystko pomyślane? 🙂

 

Pierwszą wizytę u dentysty, w zależności od źródła, zaleca się między 12. a 18. m-cem życia dziecka.

U kilkulatka warto wykonać zupełnie bezbolesny zabieg lakierowania zębów

 

 

Źródło:

http://www.dentysta.eu

Diastema i przerost wędzidełka wargi górnej

Jeżeli martwi Cię diastema  (przerwa między zębami jak u Karolaka, Madonny, Kate Moss, Brigitte Bardot, Vanessy Paradis, Lary Stone czy Anny Paquin 😉 ) u Twojego malucha, to może pocieszy Cię fakt, że, u zupełnych maluchów, które nie mają więcej zębów duża przerwa między zębami to norma i, przynajmniej w przypadku mleczaków prawdopodobnie nie jest to cecha stała i zniknie wraz z wychodzeniem kolejnych zębów (dwójek, trójek itd). Wg niektórych lekarzy może być też pożyteczna, ponieważ oznacza więcej miejsca dla zębów stałych, które z reguły są większe i nie będą musiały się rozpychać.

Przyczyny diastemy mogą być różne – od obecności nadliczbowego zęba, przez brak zawiązka siekaczy bocznych (diastema rzekoma) aż po nieprawidłowy przyczep bądź przerost wędzidełka wargi górnej (wtedy mówimy o diastemie prawdziwej). Tę ostatnią czasem trzeba korygować chirurgicznie (jednak jeśli wędzidełko nie powoduje problemu parodontozy, to nie wcześniej niż po wyrżnięciu się stałych „trójek”, które są szerokie i często właściwie „ustawiają” zęby w szczęce) podcinając wędzidełko, ale często zdarza się też, że maluchy załatwiają to we własnym zakresie np podczas nauki chodzenia. Niefortunny, nawet niekoniecznie jakiś widowiskowy upadek może spowodować zerwanie wędzidełka. Jest wtedy dużo krwi trudnej do zatrzymania (bo to bardzo ukrwione miejsce) i jeszcze więcej strachu.

Tak mniej więcej było u nas kiedy dzień po wizycie u dentysty i rozmowie na temat wędzidełka Misiul lekko tylko przejechał buzią po dywanie i za moment bardzo spektakularnie zalał się krwią. Próbowaliśmy zatamować krwawienie kostkami lodu zawiniętymi w chusteczkę, obmywaniem zimną wodą… I niewiele to dawało. Każda próba jedzenia czy ssania powodowała ponowne zalanie krwią. Poszliśmy na spacer żeby go czymś zająć, żeby usnął a sytuacja miała czas okrzepnąć. Nie wyszło i biegiem lecieliśmy do przychodni. I trzeba było widzieć minę wszystkich mijanych przechodniów kiedy biegłam z wózkiem trzymając w ręku megazakrwawione chusteczki, a w wózku dziecko z buzią pełną krwi. Do tej pory dziwię się, że nikt nie wezwał policji 😛

W przychodni była tylko nasza nieulubiona pani doktor, która początkowo stwierdziła, że pewnie przygryzł wargę, a później spojrzał na niego, zrobiła przerażono-zdegustowaną minę i stwierdziła, że musimy zgłosić się do dentysty, lub do szpitala i że trzeba będzie szyć. Na szczęście Misionowa Babcia wpadła na sposób i obyło się bez szycia (wizja narkozy, szycia i zdejmowania szwów powodowała, że byłam bliska omdlenia, za to na Misiulu, z racji niewiedzy, nie robiło to najmniejszego wrażenia i kiedy już przestał płakać znów uśmiechał się szeroko do wszystkich buzią pełną krwi). Okazało się, że wystarczy zmoczyć materiałową chusteczkę zimną (!) wodą i dać poszkodowanemu do ssania jednocześnie w miarę możliwości uciskając krwawiące miejsce. Od tej pory takie upadki kończące się rozwaleniem dzioba zdarzyły nam się kilkukrotnie i sposób ten za każdym razem okazywał się skuteczny. Teraz reagujemy już mniej emocjonalnie (no ok, staram się przynajmniej :P), od razu sięgając po chusteczkę.

Inne rady dla ząbkujących

– pamiętaj, że maluch w tym trudnym dla Was obojga czasie bardzo potrzebuje Twojej bliskości i jest na pewno bardziej zmęczony całą sytuacją niż Wy, a jednocześnie jego jedynym sposobem radzenia sobie z sytuacją jest płacz i pakowanie do paszczy wszystkiego, co się do niej zmieści. Ty masz znacznie szerszy repertuar środków zaradczych – od utulania, przez zabawianie, po leki

– jeśli tak jak my masz „szczęście” trafić na egzemplarz z wbudowanym mechanizmem częstego zakrztuszania się, pamiętaj żeby w czasie wzmożonego ślinienia się Dzieć w nie leżał całkiem płasko – to rada z jaką nigdzie do tej pory się nie spotkałam, ale z własnego doświadczenia wiem, że przy takich specyficznych egzemplarzach może być ważna

– ząbkujące dziecko powinno więcej pić – malucha karmionego piersią należy częściej przystawiać, młodzieży karmionej sztucznie można podać chłodną wodę

– potrawy podawane dziecku w czasie bolesnego ząbkowania powinny być nieco chłodniejsze niż zwykle i mieć postać półpłynną

– objawy takie jak zasinienie błon śluzowych, wysoka gorączka, silna biegunka są wskazaniem do niezwłocznej wizyty u lekarza – nie muszą być objawem ząbkowania a np choroby

– wielkie ślinienie w 2.-3. m-cu życia niekoniecznie oznacza, że zęby już są na wylocie – to raczej sygnał, że pracę rozpoczęły ślinianki – do tej pory bezczynne, teraz zaczynają przygotowywać malucha do przyjmowania w niedalekiej przyszłości stałych posiłków.

– w czasie ząbkowania należy szczególnie uważać, aby dziecko nie złapało jakiejś infekcji. Infekcja dodatkowo może nasilić nieprzyjemne objawy ząbkowania

Inne środki stosowane przy bolesnym ząbkowaniu

Być może poszukując wiedzy na temat wszystkiego, co związane z dzieckiem, byciem rodzicem, itd, przeczytasz lub już przeczytałaś/-łeś, że dziecka nie należy faszerować lekami. To prawda. Jest wiele sytuacji, w których warto dać szansę zadziałać naturze, jak np w przypadku gorączki niższej niż 38 stopni, która jest reakcją obronną organizmu i ułatwia mu walkę z chorobą. Są jednak sytuacje, kiedy nie warto tylko w imię idei skazywać dziecka na niepotrzebny (czyli nie służący żadnemu pozytywnemu celowi) ból i cierpienie.

Jeśli już zdecydujesz się na podanie środków ułatwiających Tobie i maluchowi poradzenie sobie z bolesnym ząbkowaniem, oprócz wspomnianych żeli masz do dyspozycji również środki przeciwbólowe/przeciwgorączkowe/przeciwzapalne w syropie (z ibuprofenem, np.: Ibum, Ibufen) stosowane doraźnie, nie jako stały środek zaradczy, oraz środki homeopatyczne, takie jak:

Camilia – roztwór wyłącznie z naturalnych składników, stosowany doustnie, w pojemnikach jednodawkowych (minimsach), zawierający: rumianek pospolity (działanie przeciwbólowe i delikatnie uspokajające), szkarłatka (działanie łagodzące stany zapalne dziąseł), rzewień (o działaniu przeciwbiegunkowym) (źródło). Na różnych forach i w innych tego typu złych miejscach można przeczytać wiele pozytywnych opinii o tym środku, jednak należy zwrócić uwagę na to, czy dziecko nie jest uczulone na rumianek, który niestety dość częstym alergenem jest.

Viburcol  C – czopki homeopatyczne, w związku z regulacjami unijnymi od pewnego czasu dostępne wyłącznie na receptę

Osanit – granulki homeopatyczne dostępne wyłącznie na rynku niemieckim (czyli z pewnością skuteczne, jak słynny SabSimplex 😉 ), ale do dostania również w Polsce

Anbesol – dostępny w UK

Znam też osoby, które stosowały bardziej „profesjonalne” środki stomatologiczne, takie jak Sachol, ale nie wiem czy sama bym się odważyła, więc raczej nie polecam.

W przypadku wszystkich leków należy stosować się do zaleceń zamieszczonych w ulotce, nie stosować ich dłużej ani w większych dawkach niż jest to zalecane.

Żele na ząbkowanie

Jeżeli ktoś podczytuje prasę parentingową, głównie te tytuły mainstreamowe, to na stówę zdarzyło mu się choć raz natknąć na reklamę jakiegoś ‚cudownego’ remedium na bolesne ząbkowanie. Tu również producenci zadbali o to, żeby nie było nam najłatwiej i możemy wybierać spośród kilku przynajmniej produktów: Dentinox N, Bobodent, Calgel, Dentibaby. Teoretycznie obojętne który z nich zastosujemy, ponieważ we wszystkich środkiem znieczulającym jest lidokaina (różnić się mogą zastosowanymi substancjami pomocniczymi o działaniu przeciwzapalnym i odkażającym takimi jak: wyciąg z rumianku, wyciąg z ziela tymianku), ale w praktyce wygląda to pewnie tak jak ze środkami na kolkę – we wszystkich środkiem czynnym jest symetykon, ale powszechnie wiadomo, że najlepiej działa ten, który ma na opakowaniu wszystko po niemiecku 😉 Podobnie jest z żelami na ząbkowanie – zapytajcie konkretnego rodzica a usłyszycie, że tylko środek X jest skuteczny, pozostałe nie działają wcale. Problem w tym, że w przypadku każdego rodzica to X będzie oznaczało inny środek.

Ok, powiedzmy, że zdecydowaliśmy się już na któryś z tych środków. I w końcu, po dwóch miesiącach ślinienia się i tygodniu kataru nadszedł własciwy moment, żeby go zastosować. Ponieważ chcemy wiedzieć co zapodajemy swojemu potomstwu, najpierw rzecz testujemy na sobie. „Pasek żelu – wielkości ziarna grochu rozprowadzić i wsmarować w bolesne miejsce za pomocą czystego palca lub wacika”. Ok, bolesnych miejsc nie mamy, wsmarowujemy więc w pierwsze lepsze (acz swoje, rzecz jasna 😉 ) dziąsło.  Smak wprawdzie nie powala, ale jakiś efekt jest , trochę jakby nas zmroziło. Potem, empatycznie wczuwając się w swoje dziecko, dłuższą chwilę wywalamy jęzor i dokładnie oblizujemy posmarowane miejsce. Możemy mieć trochę problemu z obfitymś ślinieniem się na zawołanie (chyba że przypomnimy sobie te nieszczęsne gryzaki materiałowe :/), ale i bez tego wcześniejszy efekt po chwili jakby znika. Po kilku minutach nasze dziąsła nie pamiętają już żadnego zmrożenia, ani żadnych innych dodatkowych atrakcji. I teraz możemy rozpatrywać dwie możliwości – albo a./ nasze ślina ma inny skład/kwasowość/cośtamtakiego, że działa inaczej/mocniej i dlatego po efekcie ani śladu, albo b./ producent naprawdę uważa, że rodzic jest w stanie posmarowawszy dziąsła niemowlakowi powstrzymać go przez dłuższą chwilę od zeżarcia tego, co właśnie mu zapodał, aby lek zdążył zacząć działać.

W każdym razie cudów spodziewać się nie należy, warto natomiast uważać trochę i nie dać się ponieść emocjom nakładając 20 porcję żelu na obolałe dziąsła kiedy efektów brak. Nasza osobista dentystka stwierdziła, że wprawdzie środki te stosowane w ilościach zgodnych z zaleceniami są bezpieczne, to przedawkowanie lidokainy może mieć mało przyjemne skutki. Znów korzystając z uprzejmości Wikipedii uprzejmie donoszę, że:

„Zatrucie, po przedawkowaniu lidokainy objawia się nudnościami, wymiotami, obniżeniem ciśnienia i drżeniem mięśni. W ciężkich zatruciach pojawiają się drgawki, zaburzenia widzenia, zapaść i porażenie ośrodka oddechowego. U osób z zaburzeniami przewodzenia impulsów w sercu, może wystąpić zatrzymanie akcji serca.”

! Środków z lidokainą nie powinno się stosować również u dzieciaków z niektórymi problemami z serduchem.

Gryzaki

Skoro o gryzakach mowa, to warto na początku zaznaczyć, że duża część Małych Ekspertów odmawia używania tego, co zdaniem nas i producentów dzieciowego osprzętu (czy może nawet bardziej tych drugich) ma im przynieść ulgę. Niestety nie ma sposobu pozwalającego przed zakupem stwierdzić co będzie, a co nie będzie pasowało Twojemu osobistemu dziecku, więc jesteś skazana/-y na stosowanie metody prób i błędów. I tu wspomniani wcześniej producenci szyderczo się uśmiechają, bo w końcu od rana do późnej nocy myślą nad tym jak zapewnić Tobie i Twojemu dziecku jak największy wybór (a sobie, przy okazji, jak największy zysk, ale to, naprawdę, tak tylko przy okazji 😉 ). Mamy więc:

– silikonowe gryzaki wodne

gryzaki wodne

Producent: Tommee Tippee  

Natural TouchProducent: Nuby

które przed użyciem najlepiej schłodzić w lodówce (ale nie zamrażać!)

 

– gryzaki kauczukowe

Kauczukowy Hevea  Producent: Hevea

Podobno kauczuk ma inny posmak, podobno Maluchy lubią. Podobno, bo sama nie próbowałam, Misiul też nie miał okazji.

No i, dla tych, dla których ważna jest ekologia istotny może być fakt, że kauczuk jest biodegradowalny, silikon niekoniecznie.

 

– gryzaki w formie smoczków

Gryzak 2

            Producent: Tomme Tippee

Gryzaki RazbabyProducent: Razbaby

– gryzaki przypominające raczej zabawkę dla psa niż produkt dla dziecka:

gryzak 3

  Producent: Tomme Tippee

 

I znacznie wyżej cenowo:

– gryzaki drewniane:

Ważne żeby były z surowego drewna, a więc bez użycia farb i lakierów. Mogą być z drewna klonowego lub jesionowego, niektórzy producenci impregnują je naturalnymi środkami, np oliwą z oliwek.

Co istotne, drewno ma właściwości antybakteryjne i nie uczula, co istotne zwłaszcza w przypadku małych alergików.

O.B. DesignsProducent: O.B. Designs

Ten konkretny model jest jednocześnie gryzakiem, grzechotką i przytulanką. Występuje w różnych wersjach zwierzaczkowych

Kaszubebe2

Producent: Kaszubebe

Ten z kolei może służyć również jako naszyjnik dla mamy. Naszyjnik, który w razie potrzeby można ‚podgryźć’. O:

Kaszubebe

 

 

Little Sapling

Producent: Little Sapling

Koukku

Producent: Koukku

Tu z kolei jest część drewniana i część ‚obszydełkowana’ dla uzyskania dwóch różnych faktur, czyli dla każdego coś miłego.

– gryzaki materiałowe

U nas pewnie by się nie sprawdziły, bo na sam widok mam galopujący ślinotok, więc gdybyśmy z ząbkującym Misiulem połączyli siły moglibyśmy utonąć, ale jak widać są entuzjaści (w myśl hasła: jest popyt, jest podaż):

DandelionProducent: Dandelion

Under The Nile

Producent: Under The Nile

Tak, proszę państwa, to też są gryzaki. Wykonane z organicznej egipskiej bawełny.

I koniec na temat pluszowych gryzaków, bo będę musiała pójść po ścierkę i powycierać ten ślinotok z podłogi 😛

– gryzakowa biżuteria

Jeśli komuś spodobała się propozycja gryzakowej biżuterii od Kaszubebe, może znajdzie coś dla siebie u Teething Bling produkującej alternatywę z silikonu (dla ekoentuzjastów – nietoksyczne, 100% bezołowiowe, wolne również od ftalanów, BPA, PCV i lateksu)

Teething Bling

Producent: Teething Bling

Dla chcących podążać za trendami w ekorodzicielstwie – gryzak i naszyjnik bursztynowy jednocześnie (w rozmiarze dla malucha):

Naszyjnik Bursztynowy

Producent: Tula?

I tu warto podkreślić przeciwzapalne i antytoksyczne właściwości bursztynu, oraz długą listę innych jego zdrowotnych zalet (jak wydzialenie jodu i kamfory, co powoduje łagodzenie podrażnień i  ułatwia gojenie na przykład otarć w okolicy fałd skórnych; zwiększanie odporności na czynniki chorobotwórcze; pobudzanie systemu nerwowego, regulowanie pracy nerek i jelit dzięki kwasowi bursztynowemu; wszystkie informacje za: http://www.babytula.pl/)

( Ważna informacja na marginesie: bursztynu nie wolno wyparzać ponieważ pod wpływem wysokiej temperatury pęka)

A gdyby ktoś jednak był zwolennikiem raczej bransolet niż naszyjników oto ma możliwość nabycia Oh Plah! czyli gryzakowej bransolety wykonanej z nietoksycznego, bakterioodpornego plastiku jakości medycznej, wolnego od ołowiu, BPA, PCV, ftalanów i farb. O:

OhPlahProducent: Roundhouse Design Collaborative

I na koniec nieśmiertelna, zawsze modna, w niektórych kręgach absolutny must-have – żyrafka Sophie:

Żyrafa Sophie

Producent: Vulli

 

Jak widać jest w czym wybierać. Mimo to nasz Misiul póki co dał radę w zasadzie bez gryzaków (choć próbowaliśmy różnych). Najbardziej odpowiadały mu jednak nasze palce (nam niekoniecznie, ale to bez znaczenia chyba), choć był czas, że pomagał również masaż dziąseł szczoteczką nakładaną na palec:

Szczoteczka na palec

Producent: Canpol

Teraz, kiedy nasz osobisty tester ma już 11 zębów szczoteczka przeżywa swój renesans, z tym że teraz potrafi już zainstalować ją na swój własny palec 🙂

Schemat wyrzynania się zębów mlecznych

Schemat jest mniej więcej taki:

wyrzynanie się zębów

Źródło: czarodziej.pl

czyli (najczęściej) najpierw dolne, potem górne jedynki, potem dwójki (najczęściej górne), czwórki i dopiero trójki. Piątki, czyli ostatnie zęby mleczne pojawiają się zwykle dopiero po 1. urodzinach.

Co nie oznacza jednak, że jest to jedyna obowiązująca i właściwa wersja. Są dzieci, które już rodzą się z zębami (zdaniem specjalistów stan taki jest zaburzeniem i nosi nazwę dentes natales), lub u których zęby pojawiają się w okresie noworodkowym (dentes neonatales). Żeby nie było, że tacy mają łatwiej – zęby takie najczęściej mają niedorozwinięte korzenie  i najczęściej są usuwane przez ekstrakcję (czyli wyrywane po prostu) ze względu na to, że utrudniają karmienie i mogą stanowić zagrożenie dla malucha. Są też takie dzieci, które pierwszy ząb dostaną dopiero w prezencie na pierwsze urodziny. Niektórzy badacze wyróżniają aż 56 (!) różnych schematów wyrzynania się zębów mlecznych.

– Pełen zestaw mleczny to 20 zębów: 8 siekaczy, 4 kły i 8 trzonowców.

– Pierwsze objawy ząbkowania mogą pojawić się już w 3.-4. m-cu

– Cały proces kończy się około 30. m-ca życia (2,5 roku)

– Nie jest prawdą, że „im dalej tym łatwiej”. Za najbardziej bolesne uważa się wyrzynanie tzw. zębów „ocznych” czyli kłów górnych, inaczej „trójek”. Nazwa „ząb oczny” wiąże się z tym, że procesy zapalne korzenia wywołują objawy ze strony oka

– Wyrzynaniu się zębów trzonowych może towarzyszyć ból ucha, który czasem może być trudno rozróżnić z zapaleniem ucha środkowego.

– „W wieku około 5-7 lat rozpoczyna się okres wymiany uzębienia mlecznego na zęby stałe. Korzenie zębów mlecznych ulegają resorpcji (wchłanianiu) na kilka lat przed wymianą uzębienia, dlatego zęby mleczne ulegają rozchwianiu i w końcu wypadają ustępując miejsca zębom stałym. Kości szczęki i żuchwy intensywnie wzrastają, w związku z czym przestrzenie pomiędzy zębami mlecznymi powiększają się – okres ten nazywany jest często okresem ‚brzydkiego kaczątka).” (źródło)

– „Na kilka miesięcy przed pojawieniem się w jamie ustnej odpowiedniego zęba stałego dochodzi do wypadnięcia zęba mlecznego. Najczęściej pierwszymi zębami mlecznymi, które ulegają rozchwianiu i eksfoliacji są dolne siekacze przyśrodkowe – pomiędzy 5 a 7 rokiem życia. Kolejno rozchwianiu i wypadnięciu ulegają zęby sieczne przyśrodkowe górne (u dziecka w wieku 6-7 lat), a następnie zęby sieczne boczne dolne i górne, na ogół w wieku 7-8 lat. Pomiędzy 9. a 11. rokiem życia dochodzi do rozchwiania i wypadania pierwszych górnych i dolnych zębów trzonowych oraz dolnych kłów. Dziecko traci górne mleczne kły oraz górne i dolne zęby trzonowe drugie w wieku 10-12 lat. Należy pamiętać o tym, że przed pojawieniem się stałych zębów trzonowych, które najczęściej pojawiają się jako pierwsze, nie dochodzi do rozchwiania się i wypadania zębów mlecznych, ponieważ ich wyrzynanie ma miejsce za zębami trzonowymi mlecznymi. Często obecność ‚szóstek’ jest w związku z tym przeoczana przez rodziców.” (źródło)

– Twoje dziecko ząbkuje później niż jego rówieśnicy? Należy się tylko cieszyć – zdaniem specjalistów im później wyrżną się zęby, tym będą mocniejsze.

– Wcześniaki ząbkują średnio miesiąc później niż dzieci urodzone w terminie.

Objawy ząbkowania

Niniejszym rozpoczynamy cykl postów na temat ząbkowania. Czyli wszystko co o zębach chcemy, albo i nie chcemy ale powinniśmy, wiedzieć.

 

O ząbkowaniu można przeczytać różne rzeczy. W zależności od tego kto będzie udzielał nam rad możemy usłyszeć: „przereklamowane. wcale nie jest tak strasznie jak mówią, my nawet nie zauważyliśmy, prawdę mówiąc„, albo:  „masakra. kilka prawie nieprzespanych nocy, ciągły płacz i nie wiadomo jak mu pomóc„. I tylko z pozoru ta pierwsza wersja wydaje się fajniejsza. Bo może się okazać, że nastawisz się na totalny lajt, scenariusz, że któregoś dnia Twoje dziecko uśmiechnie się do Ciebie promiennie, a tu w bezzębnej dotąd paszczęce błyśnie bielą nowiutka lewa, dolna jedynka… a w praktyce okaże się, że dostaliście egzemplarz z upgradem zębowym w wersji hard. Czyli pobudki co pół godziny przez kilka nocy z rzędu i sen w trybie stand-by, dziamlanie dziąsłami wszystkiego co się nawinie (naprawdę mocne dziamlanie, dodajmy), ślinienie się hektolitrami śliny, a do tego biegunka, odparzona pupa i katar. No i marudzenie. Tzn, MARUDZENIE, jeśli już chcemy być precyzyjni. Czyli full zestaw. No i poczujemy się oszukani, bo przecież mówili, że nie będzie tak strasznie, a tu nie wyobrażamy sobie, żeby mogło być gorzej.

gauss ząbkowanie

O, krzywa Gaussa i post od razu bardziej naukowo i wiarygodnie wygląda, prawda? 😉

 

W większości przypadków jest jednak, zgodnie z krzywą Gaussa, pośrodku. Czyli coś tam się dzieje, Młodzież ślini się na potęgę więc myślisz, że to już prawie, to na pewno ząb i lada dzień wyhynie z dziąsła i uśmiech Dziecięcia Twojego Ukochanego już nigdy nie będzie taki sam. No i myślisz tak sobie od jakichś, mniej więcej, dwóch miesięcy.

A później pojawia się jeszcze katar. No i teraz to już, myślisz, nie ma bata – to musi być ząb. Mimo protestów zaglądasz Młodzieży w dziób, opukujesz łyżeczką.. A tu nic! Ani widu, ani słychu. A na domiar złego ten cały katar okazuje się zwykłym nieżytem nosa, co, jak powszechnie wiadomo, u maluchów jest dolegliwością nader nieprzyjemną.

Obrażasz się zatem, strzelasz focha na tego zęba, skoro tak robi Cię w balona i zupełnie przestajesz się nim przejmować. Ignorujesz kolejne ostrzeżenia, że oto nadchodzi, w postaci zalewającego Cię ślinotoku. Katar, jako że nie daje się ignorować, leczysz objawowo, czyli maść majerankowa pod nos, sól morska/fizjologiczna do nosa i, jak już się w końcu złamiesz, ta słynna Frida. O zębie zapominasz. I często dokładnie wtedy kiedy już zupełnie uda Ci się zapomnieć, on się pojawia. Nagle i niespodziewanie. Wstajecie rano, Młodzież się wyszczerza i… już nigdy więcej nie będziesz się cieszyć tym w pełni bezzębnym uśmiechem.

( Bardzo początkującym rodzicom spieszę donieść, że opisane wyżej nagłe pojawienie się zęba jest celowym uproszeniem i skrótem. W rzeczywistości wygląda to mniej więcej tak, że najpierw dziąsło czerwienieje, potem bieleje (albo odwrotnie), potem pojawia się cieniutka kreska, a potem już możesz obserwować jak mały ząbek z dnia na dzień staje się bardziej widoczny. Czasem zanim ząb się przebije, na dziąśle robi się krwiak – czerwona lub ciemna plamka. Może być też wynikiem uderzenia w dziąsło czymś twardym. To też z reguły nie jest powodem do niepokoju i oznacza, że Sprawca Całego Zamieszania jest już blisko 🙂 Niemniej tego typu krwiaki czy ranki bardzo łatwo zainfekować, dlatego jeśli się pojawią trzeba zintensyfikować wysiłki higieniczne 😉 )