parentnik.pl

Zaplanować płeć?

Są ludzie, którzy lubią mieć zaplanowane wszystko, od początku do końca. Są też tacy, którzy wolą niespodzianki.

Bez względu na to jednak do której grupy należy, prawie każda przyszła mama chciałaby wiedzieć jakiej płci jest jej Maluszek. Choćby po to, żeby wiedzieć jak się do niego zwracać, jeszcze w brzuchu.

Jeśli natomiast czeka na kolejne Maleństwo, sprawa jest jeszcze bardziej złożona. Są przecież takie mamy, które chciałyby aby drugie dziecko było przeciwnej płci niż pierwsze, inne z kolei wolałyby Malucha tej samej płci („bo zostały jeszcze ubranka”; „bo lepiej się dogadają”; „bo ja generalnie wolę chłopców” 😉 ).

Czy płeć dziecka można zaplanować?

Podobno nie, a przynajmniej nie tak do końca, ze 100% pewnością. Coraz częściej jednak można natknąć się na wyniki badań, które wskazują na różne czynniki mogące mieć wpływ na płeć przyszłego potomka. Wiele jest również przesądów związanych z tym tematem. I tak na przykład:

– ważną kwestią jest podobno dieta – kobieta planująca chłopca, powinna jeść potrawy z dużą zawartością sodu i potasu (np. banany, owoce cytrusowe, ziemniaki, słonecznik, pomidory, pietruszka), dziewczynkom natomiast sprzyja dieta bogata w wapń i magnez (np. czekolada i miód, brokuły, ryby, orzechy, soja, fasola, warzywa liściaste, pełnoziarniste pieczywo, produkty mleczne). Metoda ta została opracowana przez prof. Josepha Stolkowskiego i wg jego zaleceń dietę należy rozpocząć nie wcześniej niż 6 m-cy i nie później niż 6 tygodni przed poczęciem. Metoda ta podobno jest skuteczna w 76%.

– przyjmuje się również, że poczęciu chłopca sprzyja dieta ‚na słono’, dziewczynki zaś – ‚na słodko’ (metoda również nie potwierdzona naukowo)

– na podstawie badań przeprowadzonych na Uniwersytetach w Exeter i Oxford zauważono również, że częściej (65%) chłopców rodzą kobiety o diecie wysokalorycznej. Wykazano też związek pomiędzy jedzeniem płatków śniadaniowych (59% chłopców wśród kobiet, które jadły śniadania bogate w różnego rodzaju ziarna codziennie) a urodzeniem syna 🙂

Wg Fiony Mathews z University of Exeter w Wielkiej Brytanii, która od wielu lat zajmuje się badaniem zależności pomiędzy dietą matki a płcią przyszłego dziecka, podobne zależności można zaobserwować również w świecie zwierząt – samice, które mają dostęp do wielu źródeł jedzenia albo wysoką rangę w stadzie częściej rodzą samców. Wynika to z faktu, że samce rodzą się zazwyczaj większe (średnio o 100 g) niż samice, co oznacza że matka musi mieć możliwość zapewnić im bardziej kaloryczne posiłki.

– można spotkać również teorię, że szanse na dziewczynkę rosną wraz z wiekiem matki;

– popularną metodą jest również chiński kalendarz płodności, który, w formie tabelki, wskaże nam, na podstawie wieku matki (spotkałam dwie wersje – jedna dotyczyła wieku matki w chwili poczęcia, druga – wieku matki w momencie porodu), w którym miesiącu mamy szansę na chłopca, a w którym na dziewczynkę. Podobno w Chinach ta metoda okazuje się skuteczna w 99% przypadków, w USA w 85%. Zastanawia mnie tylko – czy w tej metodzie ojciec dziecka jest zupełnie bez znaczenia? Od niego nic nie zależy?

Dla zainteresowanych:

Albo tu:

http://www.chineseastrology.com/ancientbirthchart.html

– przeszukując internet można natknąć się również na teorie mówiące o tym, że płeć dziecka zależy od fazy księżyca w chwili poczęcia

– coraz częściej pojawia się również temat metody cyklicznej (Selnas – Selekcja Naturalna Płci), która wg francuskiego biologa Patricka Shouna ma 98,7% skuteczności. Bazuje ona na odkryciu, że plemniki z chromosomem X i Y różnią się potencjałem elektrycznym – X (żeńskie) są naładowane dodatnio, natomiast Y(męskie) – ujemnie. Potencjał elektryczny komórki jajowej natomiast zmienia się cyklicznie, czasem więc przyciąga plemniki X, a odpycha Y, czasem natomiast odwrotnie. Na tej podstawie można stworzyć indywidualny kalendarz płodności (koszt to ok 400 dolarów; na stronie http://www.babychoice.com można wypełnić specjalny formularz i przesłać go na adres koncesjonowanego eksperta, który opracuje indywidualny kalendarz), wykorzystując informacje o dacie urodzenia matki, jej grupie krwi, dacie pierwszej miesiączki i przebiegu cyklu. Warto jednak zauważyć,  że metoda ta jest ‚aktualna’ tylko przez 120-140 dni w roku (rozłożonych w czasie), ze względu na to, że w pozostałym okresie komórka jajowa jest pozbawiona ładunku elektrycznego, w związku z czym nie sposób przewidzieć, który rodzaj plemnika przyciągnie. Ponadto metoda ta sprawdza się wyłącznie u kobiet o regularnych cyklach.

– nieco podobnie funkcjonuje metoda laboratoryjna (metoda dra Ericssona), polegająca na wyselekcjonowaniu odpowiednich plemników przez odwirowanie (wykorzystuje się tu różnice w ciężarze i wielkości plemników w chromosomem X i Y – plemniki męskie są większa i cięższe), a następnie sztucznym zapłodnieniu plemnikiem określonego rodzaju. Ta metoda jednak, bardzo kosztowna i skomplikowana, stosowana jest wyłącznie wtedy, gdy płeć dziecka ma istotne znaczenie, tzn może np zapobiec dziedzicznym chorobom sprzężonym z płcią (np hemofilii pojawiającej się wyłącznie u chłopców, lub Zespołu Turnera pojawiającego się tylko u dziewczynek). Używania jej do innych celów zabrania konwencja o prawach człowieka i biomedycynie, której art. 14 zakazuje wykorzystywania metod sztucznej prokreacji w celu wyboru płci mającego się narodzić potomstwa oraz dyrektywa unijna 2004/23 WE. Metoda ta jest skuteczna w 85% dla dziewczynek i ok. 65% dla chłopców (wg innych źródeł odpowiednio 88% i 74%).

– z metodą Selnas koreluje nieco metoda polskiego lekarza Franciszka Benendo (w innych źródłach występuje jako metoda dra Landruma B. Shettlesa) mówiąca o tym, że szansę na chłopca zwiększa współżycie w czasie owulacji, tuż przed nią, lub tuż po niej (ze względu na to, że plemniki męskie, jako bardziej ruchliwe, szybciej tracą żywotność). Szansę na dziewczynkę z kolei zwiększać ma zbliżenie na 2-3 dni przed owulacją (plemniki żeńskie, mimo że nieco wolniejsze, potrafią dłużej przetrwać w sprzyjającym środowisku). Metoda została zweryfikowana przez zespół badaczy z Akademii Medycznej w Warszawie, badania kliniczne potwierdziły jej skuteczność – w 90% dla chłopców, w 60% dla dziewczynek (! warunkiem jej stosowania jest jednak duża regularność cykli, wymaga bowiem możliwości dokładnego określenia dnia owulacji). Z drugiej zaś strony Allan Pacey z University of Sheffield w Wielkiej Brytanii w rozmowie z „New Scientist” uważa, że „Nie ma żadnych prac naukowych potwierdzających tezę, że męskie i żeńskie plemniki płyną w różnym tempie. Nie ma też badań, które by dowodziły, że ich możliwości przeżycia zmieniają się w zależności od cyklu miesięcznego kobiety”, w związku z czym nie poleca stosowania tej metody przy planowaniu płci dziecka.

– najbardziej kontrowersyjną metodą jest tzw. diagnostyka preimplantacyjna (PDG), która polega na pobraniu materiału genetycznego od kilkudniowego zarodka (powstałego w wyniku sztucznego zapłodnienia) i sprawdzeniu jego chromosomów płciowych, a następnie wszczepieniu tylko zarodka wybranej płci (podobnie można selekcjonować zarodki pozbawione wad genetycznych, oraz niektórych nowotworów). W Europie metoda ta jest zakazana ze względów etycznych, jednak w USA została dopuszczona i jest wykonywana przez lekarzy w prywatnych klinikach (mimo, że kosztuje ok. 20 tyś dolarów a jej efektywność sięga 30-40%).

 

W internecie spotyka się również zupełnie absurdalne przesądy, jak ten, że poczęciu chłopca sprzyja spanie z siekierką (!, to podobno wierzenie starożytnych Germanów).

Podobną ciekawostkę serwował Arystoteles twierdząc, że ustawienie małżeńskiego łóżka w kierunku północ-południe zwiększa szanse na syna, oraz Anaksagoras, który jako metodę na spłodzenie chłopca, zalecał mężczyznom seks na lewym boku.

Hipokrates z kolei uważał, że: „Mężczyzna, który pragnie mieć córkę, musi zbliżać się do żony po ustaniu miesiączki i traktować ją codziennie czule, aż do utraty swych sił witalnych. Mężczyzna, który pragnie mieć syna, winien zbliżać się do swej żony, gdy ona ma na to ochotę”.

Jeszcze na początku XX wieku uważano, że aby kobieta urodziła syna, mąż powinien po stosunku poczytać jej żywoty sławnych mężów 🙂

W 1917 roku angielski lekarz Dawson stwierdził, że płeć dziecka zależy od tego, z którego jajnika pochodzi komórka jajowa. I tak – komórka z lewego jajnika miała ‚skutkować’ dziewczynką, z prawego natomiast – ‚chłopcem’.

Z bardziej współczesnych naukowych obserwacji wynika natomiast, że:

– synów mają częściej mężczyźni reprezentujący wyższy status materialny (badania naukowców w Uniwersytetu w Liverpoolu)

– możnaby powiązać to z badaniami dr Kathreen Ruckstuhl z University of Calgary w Kanadzie, wg których płeć dziecka ma związek również z poczuciem bezpieczeństwa przyszłej matki – kobiety o wysokim poczuciu bezpieczeństwa, tzn. te, które wiedzą, że partner zapewni rodzinie odpowiednie warunki materialne, częściej rodzą synów.

– szanse na syna rosną również przy dużej różnicy wieku (5-15 lat) między potomstwem

– chłopców rodzą częściej również kobiety o cechach dominujących, zaradne i osiągające sukcesy zawodowe (hipoteza V. Grant z Uniwersytetu Auckland w Nowej Zelandii)

– kobiety zestresowane, mające stresującą pracę, częściej rodzą córki (badania dr Kathreen Ruckstuhl) (synów doczekało się 54% kobiet, które miały mało stresujące zawody, np zajmowały się sztuką, przy 46% kobiet, które przyznały, że mają stresującą pracę, np. w biznesie lub budownictwie)

– mężczyźni pracujący w trudnych warunkach (wysoka temperatura, promieniowanie, substancje toksyczne, przeciążenia grawitacyjne) częściej mają córki, gdyż plemniki z chromosomem X są bardziej odporne na szkodliwe czynniki

– z tego samego powodu ‚dzieci z próbówek’ to najczęściej dziewczynki

 

A tak naprawdę – czy to nie wszystko jedno? Przecież i tak będzie najfajniejsze na świecie 🙂

 

Źródła:

http://mediweb.pl/

http://www.baby-shower.pl/

http://www.newsweek.pl/

http://www.macierzynstwo.inspirander.pl/

http://www.edziecko.pl/

Piękna tradycja

Podobno w krajach hinduskich praktykuje się tradycję, że matka, wraz z nowonarodzonym dzieckiem przenoszą się do jej domu rodzinnego, gdzie spędzają wspólnie pierwsze 40 dni. W tym czasie świeżo upieczona mama, może poświęcić całą swoją uwagę maleństwu, ponieważ opiekę nad nimi sprawuje jej mama (i jednocześnie babcia malucha). Uważam, że to bardzo piękna tradycja, ponieważ z jednej strony na pewno umacnia więzi rodzinne, a z drugiej – pozwala młodej mamie i jej dziecku łagodnie rozpocząć ich wspólną podróż.

Ktoś może powiedzieć, że od zajmowania się rodziną jest ojciec dziecka.. Oczywiście, też uważam, że tak byłoby świetnie i szczerze zazdroszczę tym rodzinom, które mogą sobie pozwolić na to, aby oboje rodzice przez ponad miesiąc stale przebywali z dzieckiem w domu. Ale nie oszukujmy się – ile jest takich rodzin? Młody tata pełni szalenie ważną rolę i jego udział w życiu nowonarodzonego maleństwa powinien być możliwie jak największy. Ale z czysto praktycznego punktu widzenia, młodej mamie, czasem bardziej pomocna może okazać się babcia, bądź inna bliska osoba, która ma za sobą doświadczenie macierzyństwa i może w razie potrzeby służyć radą i pomocą.

„W ciągu tych paru tygodni byłyśmy sobie z matką tak bliskie jak nigdy wcześniej. Zadziwiła mnie jej mądrość, umiejętność zaspokajania potrzeb moich i mego dziecka, nieustająca gotowość do niesienia pomocy i nade wszystko – jej wyczucie. Jeśli w środku nocy Tara marudziła przy karmieniu, matka w okamgnieniu była przy nas. Z niespotykaną u niej delikatnością pozwalała mnie i Sumantowi wypełniać nasze rodzicielskie obowiązki, przejmując pałeczkę przy najlżejszej oznace, że sobie z czymś nie radzimy, bez słowa skargi czy uszczypliwego komentarza, dając nam tym samym czas, byśmy oswoili się z nową rolą.”

Mallika Chopra, 100 obietnic złożonych mojemu dziecku, Wydawnictwo Książnica, Listopad 2008

My Babcię (Maleństwa 🙂 ) będziemy mieć na miejscu i dla mnie to duży komfort. Na pewno będę się czuła bezpieczniej, zwłaszcza w tych pierwszych dniach. Będę też mogła więcej czasu poświęcić sobie i Maluszkowi, nie musząc martwić się np. o jedzenie. A później w razie czego zawsze będzie można zostawić Maleństwo z Babcią i wyjść, np. na kolację, żeby przypomnieć sobie, że w tym wszystkim mamy jeszcze siebie i o to też musimy dbać.

Pierwsza reakcja Ojca

Teoria teorią, a praktyka praktyką. Wiem coś o tym, bo mam to już za sobą i z perspektywy czasu wiem, że nie zareagowałem jak powinienem.

W umyśle mężczyzny w takiej chwili wszystko buzuje. Czy dam radę wyżywić rodzinę? Czy stanę na wysokości zadania? Czy będę umiał zmienić pieluchę? Czy płacz dziecka i absorbowanie przez Nie czasu przypadkiem nie sprawi, że będę przemęczony? A gdzie tu jeszcze praca, domowe obowiązki, gdzie hobby i rozwijanie pasji? Jak to wszystko ze sobą pogodzić…

Kobieta myśli inaczej: cieszy się, bo oto doczekała cudownej chwili i nic oprócz tego nie jest istotne.

Teraz wiem, że powinienem zareagować tak samo. Praca? Dam radę, jeśli będzie potrzeba – poszukam innej. Hobby? Dziecko podrośnie, będzie mogło zająć się sobą, a ja znowu będę miał czas dla siebie. Wszystko da się ułożyć jeśli tylko się bardzo chce. Nie twierdzę, że będzie łatwo – być może będzie to tak intensywny czas, że będę go wspominał jako nieprzerwane pasmo pracy zawodowej i domowej – ale za to jakie cudowne pasmo 🙂

Jest jeszcze jeden aspekt pierwszej reakcji Ojca: uczucia Żony. Jeśli jest Ona dla nas tą jedyną, kochamy Ją i chcemy dla Niej jak najlepiej – należy zrobić wszystko by Jej to okazać. A egoistyczne, chmurne lub nerwowe przyjęcie wiadomości o Dziecku, które właśnie zaczęło w Niej rosnąć na pewno tego nie pokazuje…

Od serca więc radzę wszystkim przyszłym Ojcom: cieszcie się ze swoich Pociech 🙂

Istota macierzyństwa

Przeczytałam kiedyś, że:

„ Macierzyństwo nie ma nic wspólnego z listą zadań do wykonania, odhaczonymi na niej kolejnymi  wspólnymi zajęciami, ścisłym trzymaniem się harmonogramu, wzajemną oceną, nadawaniem tytułów i stopni. Kwintesencją macierzyństwa jest miłość, troska, umiejętność słuchania i podanie pomocnej dłoni wtedy, kiedy trzeba. Macierzyństwo to opieka nad dzieckiem, obserwowanie jego rozwoju, uczenie go i radowanie się każdym spędzonym razem momentem, posłanym w powietrzu całusem, szczerym uśmiechem, drobiazgiem, jakim dziecko zechciało się z tobą podzielić. Aby zasłużyć na miano matki, należy być z dzieckiem zarówno ciałem, jak i duszą: należy samej być szczęśliwą, spełnioną pod każdym względem, żeby i ono mogło promieniować radością, dumą, poczuciem spełnienia i bezpieczeństwa.”

Mallika Chopra, 100 obietnic złożonych mojemu dziecku, Wydawnictwo Książnica, Listopad 2008

I mam nadzieję, że uda mi się o tym pamiętać podczas naszej wspólnej przygody.

Do Ciebie, Kimkolwiek jesteś, Kimkolwiek będziesz

Tak się cieszę, że jesteś.   Że pojawiłeś (-aś?) się właśnie teraz, dość nieoczekiwanie, jakby wiedząc, że gdyby nasze starania się przedłużały, ja zaczęłabym się stresować i niepotrzebnie martwić, że na pewno coś jest nie tak. Zupełnie jakbyś znał (a?) mnie już wcześniej. Zresztą kto wie… To wszystko jest tak niesamowite, że chyba nic by mnie już nie zdziwiło 🙂

Przez najbliższe kilka miesięcy będziemy się siebie uczyć i przygotowywać na Wielkie Zmiany. 9 miesięcy to z jednej strony dość długo, z drugiej zaś bardzo niewiele. Ktoś kiedyś powiedział: „Twoje życie się nie zmieni. Ono rozpocznie się na nowo.” i pewnie już wkrótce przekonam się jak wiele miał racji.

„Martwisz się czy wszystko ok?” – zapytał ktoś inny – „To uczucie będzie towarzyszyć ci już na zawsze.” I on też miał rację. Od chwili kiedy dowiedziałam się, że jesteś, będziesz w moim życiu już zawsze. Już zawsze będę martwić się czy na pewno wszystko u Ciebie w porządku. Mimo to, mam nadzieję, że będę umiała dać Ci tę wolność samodzielnego poznawania świata, że pozwolę Ci na błędy, które pomogą Ci nauczyć się tego, czego nie będę mogła przekazać Ci sama.

Już zawsze będę się starać abyś był(a?) szczęśliwy(-a?) w życiu i żeby niczego Ci nie brakowało. Mimo to, mam nadzieję, że będę umiała pozwolić Ci na samodzielność  a sama nauczę się szanować Twoje wybory i priorytety, nawet jeśli nie zawsze będą się zgadzać z moimi.

Mam nadzieję, że, oprócz wielu codziennych umiejętności będę umiała nauczyć Cię:

– szacunku do innych i do życia w ogóle, ale również do samego siebie;

– wrażliwości na krzywdę;

– słuchania innych i liczenia się z ich potrzebami;

– pewności siebie i zaufania do swoich myśli, uczuć i zasad;

– wolności od nadmiernego przejmowania się tym, co mówią i myślą o Tobie inni;

– odpowiedzialności za swoje decyzje i wybory;

– wolności od osądzania i oceniania;

– patrzenia na jedną sytuację z różnych stron;

– tego, że „inny” wcale nie znaczy gorszy; że ‘inność’ jest piękna i wzbogacająca;

– sięgać tak wysoko jak zechcesz i wierzyć w swoje marzenia;

– tego, że szczęście jest kwestią wyboru, nie okoliczności;

– że zawsze, w każdej sytuacji możesz znaleźć oparcie w rodzinie i nigdy nie będziesz sam(a?);

– że warto rozwijać swoje pasje i robić w życiu to, co się kocha;

– że miłość naprawdę potrafi wszystko.

A więc jestem Matką. Wciąż jeszcze trochę dziwnie i nieprawdopodobnie to brzmi. Jakby dotyczyło kogoś innego, nie mnie. Oto coś, na co czekałam, czego bardzo pragnęłam, a co jednak zawsze było jeszcze odległe i przez tę swoją odległość bardzo bezpieczne, nagle po prostu się stało. Popatrz jak Natura wspaniale to pomyślała – przez te 9 miesięcy rośniesz i rozwijasz się Ty, ale również ja – mam czas aby ochłonąć, przyzwyczaić się i ‘dorosnąć’ do tej najważniejszej roli w moim życiu. Bardzo się z tego cieszę, ale też trochę się boję. Czy wystarczy mi siły i cierpliwości, aby być taką matką jaką bym chciała? Czy będę umiała poradzić sobie w trudnych sytuacjach? Czy będę umiała wychować Cię tak, abyś był(a) szczęśliwym człowiekiem, który będzie mógł powiedzieć o sobie, że miał piękne dzieciństwo?

Obiecuję, że będę się starać i jeśli tylko pomożecie mi z Tatą, to wspólnie wszystko nam się uda 🙂

Kocham Cię.

Geneza Parentnika

Od zawsze wiedzieliśmy, że chcemy mieć dziecko. A nawet dzieci 🙂

Dlatego było to dla nas dość oczywiste, że gdy w końcu nadejdzie ten czas, trzeba będzie robić wszystko, by jak najwięcej z niego zapamiętać. By wszystkie miłe chwile utrwalić, by ciekawostki wyszukane tu i ówdzie spisać, by móc do nich wrócić. Żeby problemy znalazły swoje rozwiązanie i nie zniknęły w zakamarkach pamięci.

Cóż może być lepszego od bloga? 🙂

Po pierwsze, dzięki niemu sami będziemy mogli wrócić do własnych przemyśleń z tego cudownego okresu. Po drugie, dzięki temu, że sami szukamy odpowiedzi na wiele pytań, będziemy się mogli podzielić odpowiedziami z wszystkimi, którym ten temat jest równie bliski…

Dlatego zapraszamy do lektury, komentowania wpisów i wspólnego cieszenia się z Naszych Szkrabów 🙂