parentnik.pl

Klasycznie

G.: Szymek, podnieś proszę te kredki z podłogi.
Sz.: Już podniesełem.
G.: „Podniosłem” 🙂
Sz.: Nie, ja podniosłem!

😀
Taki klasyk gatunku 😀

Dziecięce nvc

Ach, jak przepięknie potrafią się bawić razem 3 i 4-latek.

– Nie chcę się już w to bawić, a ty?
– Ja bym chciał. 
– No dobra, to pobawmy się jeszcze…

***
– Dasz mi Świnię? (AngryBirdsy oczywiście :P)
– No pewnie.
– I Stellę?
– Oczywiście.

***
Szymek potknął się o Zuziowy bujaczek i przewrócił. Hubert przybiega z drugiego pokoju:
– Nic ci się nie stało?

***

I to cierpliwe odgadywanie Huberta (lat 4), co oznacza np Szymkowe „djudy” i cierpliwe tłumaczenie Szymka (lat 3), że to „drugi”, a nie „gruby”, ani „dudy”.

I za każdym razem „słucham„, nigdy „co„.

Ogromnie się cieszę, że Szymek znalazł takiego kolegę.

Komunikacyjnie są fantastyczni. Cały czas język żyrafy; żadnej agresji, bez rywalizacji, egocentryzmu; ogromne nastawienie na współpracę. Chciałabym żebyśmy my – dorośli potrafili tak się ze sobą ‚bawić’.

Czy cesarka jest łatwiejsza niż poród naturalny?

Znów gdzieś przeczytałam, że ‚a, ty to miałaś łatwo, bo miałaś cesarkę’. Zżymam się strasznie kiedy czytam takie rzeczy (choć na ogół staram się omijać, bo po co się denerwować).

Nienawidzę kiedy ktoś mówi, że to takie lekkie i przyjemne. Że pół godziny i człowiek się nie namęczy. Gucio prawda. Znieczulenie, samo cięcie to też olbrzymi wysiłek dla organizmu. Odczuwany wprawdzie w inny sposób, nieangażujący mięśni, ale chyba po prostu ten, kto nie ‚odpływał’ na sali w trakcie cięcia; kto nie poczuł tej delirki nie do opanowania zaraz po; kto nie wie jak to jest leżeć plackiem przez 8-12 h i cieszyć się jak głupek kiedy zaczyna się znów móc poruszać dużym palcem u nogi; kto nie liczył kolejnych minut, kiedy zejdzie wreszcie kroplówka z oxy, żeby móc poprosić o coś przeciwbólowego, bo rana na brzuchu boli, jakby ktoś ją przypalał ogniem; kto nie modlił się, żeby przez te pierwsze dni nie musieć kichnąć ani kaszlnąć… ten nie zrozumie.

Cesarka nie jest łatwą alternatywą dla porodu naturalnego. Jest przecięciem wszystkich powłok ciała, na których zawsze już pozostanie ślad. Jest operacją, po której organizm dochodzi do siebie nie tydzień czy dwa, nawet nie sześć. Tylko znacznie dłużej.

A oprócz śladów fizycznych w postaci blizny, zostawia też głęboki ślad w głowie, zwłaszcza jeśli ktoś wcześniej mocno nastawiał się na inne rozwiązanie.

Dlatego nigdy nie mów żadnej matce, która miała cesarkę, że ona przecież nie rodziła, tylko wyjęli jej dziecko z brzucha; że przecież jej nie bolało; że miała łatwiej. Takim jednym zdaniem możesz ją bardzo zranić.

Wiesz czego jeszcze nie mówić? Albo właśnie co mówić?

Gosia Borecka pięknie o tym napisała TU.

3 (4?) najpiękniejsze lata

Wczoraj minęły 3 lata (a ściśle biorąc – już prawie 4 🙂 ) odkąd nasze życie stało się lepsze. I piękniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.
Nigdy nie miałam lepszego nauczyciela niż mój Syn. Nikt inny nie nauczył mnie tak dużo o tym jak traktować innych, jak być empatycznym i uważnym (moje Dziecko pamięta zawsze kto załatwia jaką sprawę, albo co kogoś boli i przy najbliższej okazji pyta: „Jak było na spotkaniu?/ Jak było na ślubie? Odpoczęłaś na wakacjach? / Jak tam twoja noga – nie boli już?” i robi to o wiele częściej i o wiele uważniej niż ja), jak nie przejmować się głupotami; że można mówić o swoich uczuciach tak po prostu – „jestem zmęczony/ jestem zdenerwowany/ jest mi smutno, bo…”, zamiast owijać w bawełnę; że można powiedzieć „nie chcę/nie lubię/nie podoba mi się” i to też jest spoko; jak wielką moc ma kiedy mówi się komuś tak po prostu, z serca „fajnie, że jesteś / pięknie wyglądasz/ dziękuję za zabawę „, jak wielkie znaczenie ma, żeby docenić czyjś wysiłek „dziękuję, że mi pomogłaś/ świetnie sobie poradziłaś/ dziękuję, że przyjechałaś/ jesteś świetną kucharką, Babuś”. I wiele, wiele innych.
To nie są rzeczy, których my Go uczymy. To rzeczy, których On uczy nas; On je po prostu w sobie ma.
Jest naprawdę przepięknym Człowiekiem.
I nie znam takich słów, którymi umiałabym wyrazić jak bardzo Go kocham.

Więc jeszcze raz – wszystkiego najlepszego, Kochanie! Dziękuję, że już czwarty rok mogę być Twoją mamą  :*

Tak mi dziś pięknie :)

Siedzę i ryczę, jak głupia, bo mój, już prawie-prawie 3-latek, ale wciąż przecież taki maleńki, wspiął mi się nagle na kolana, przytulił do brzucha i powiedział:
Jak wyjdziesz, to będziesz miała różne zabawki, takie śpiewające… i moje zabawki też będziesz miała… i puzzle… Zobaczysz.

I, patrząc już na mnie, dodał:
I jest takie pudło z moimi ubrankami. To też jej pożyczę. I nawet moją babcię Krysię.

No. Więc siedzę i ryczę, jak głupia, bo czuję się jakbym dostała megapremię w najważniejszej pracy świata 🙂

R, jak jowej

Szymek, powiedz „rower” ?
Jowej.
A spróbuj: rrrroo-werrr.

Na co Szym odpala:
A co ty się tak czepiasz !? Tak też można mówić.

Jestem coraz spokojniejsza o to, że poradzi sobie w życiu 😉

Wdzięczność

Dla każdej matki jej własne dziecko jest wyjątkowe i niezwykłe. Nawet jeśli dla wszystkich innych nie jest. I tak to chyba powinno działać. Dla mnie moje Dziecko też jest bardzo wyjątkowe i bardzo niezwykłe. Szym jest jedynym znanym mi trzylatkiem (niespełna trzylatkiem właściwie), a poznałam tych pięknych ludzi w życiu trochę, który potrafi:

– powitać Babcię W. wracającą ze ślubu znajomych (o którym to ślubie nie rozmawiała bezpośrednio z Nim, tylko bardziej z nami) słowami: „no i jak było na ślubie?”. Podobne pytanie zadaje Babci W. wracającej z rehabilitacji – „I jak było na ćwiczeniach?”, Tatusiowi i Babci G. wracającym z pracy: „Jak było dziś w pracy?”, itd itd. Nikt nigdy nie uczył Go takiej uwagi i uważności skierowanej ku drugiemu, po prostu sam tak ma.

– przybiec z płaczem, bo „bawiłem się liną i niechcący uderzyłem Anię i chyba ją zabolało”, podczas gdy Ania niespecjalnie chyba nawet zauważyła, że coś się stało i dalej spokojnie oglądała bajkę

– zapytać po południu jak się czuję, jeśli rano nie czułam się najlepiej; zapytać Babcię W. jak tam jej ręka, jeśli Tatuś opowiadał Mu kilka dni wcześniej, że Babcia ma chorą rękę; zapytać Ciocię A. po kilku dniach czy już jej nie bolą nogi, a skoro bolą, to czy nie wybiera się przypadkiem do lekarza 😛

– powiedzieć mi ot tak, że pięknie wyglądam, albo że „powinnaś cały czas chodzić w tej sukience” 🙂 To też nie jest coś, co mógł przypadkiem usłyszeć i podłapać – to Jego własny pomysł i własna potrzeba

– zwracać się do mnie: „chodź moja Damo”, albo „dobranoc moja Księżniczko albo Królewno” :)) (i znów – nie, nie zwracamy się tak do siebie na co dzień w domu (niestety :P) )

– głośno zachwycić się po wejściu do parku: „Ojej, jak tu pięknie!”

– powiedzieć zaraz po wyjściu z domu: „Piękny dziś dzień, prawda? Taka ładna pogoda”

– troszczyć się i pamiętać absolutnie o wszystkich – żeby nikomu nic nie zabrakło, żeby ze wszystkimi się podzielić, żeby wszyscy dostali swoją część tego, co jest do podzielenia i nikt nie został pominięty. Nigdy nie miał problemu z dzieleniem się, nawet jeśli oznaczało to, że sam dostanie mniej, ani z tym, że kupujemy np zabawkę dla innego dziecka, nie dla Niego.

– powiedziękować za zjedzony obiad

– powiedzieć Babci, która przygotowała dla Niego pyszny rosołek, że jest najlepszą kucharką 🙂

W którym momencie my-dorośli o tym zapominamy? Kiedy i dlaczego to gubimy?
Ucz mnie, ucz, Mały Książe. Tak cudnie, że jesteś 🙂

Pierwsza myśl

Jak dobrze wstać, skoro świt…
Ooo, popatrz – Tatuś zostawił nam wiadomość 
Tak?
Zobacz, jak myślisz, co nam napisał?
Kocham cię?

:))
Przecudnie, że taka jest Jego pierwsza myśl :)))

Dziś trochę szaro za oknem, ale u nas świeci… świeeci tak, że ach! 🙂

pierwsza myśl

tylko w filmach

– Muszę cię skraść, kobieto :>
– Kochanie, a gdzie Ty taki tekst słyszałeś?? 😀
– Maaamoo… przecież kobiety istnieją tylko w filmach…