parentnik.pl

Posts Tagged ‘badanie’

Nasz Synek w czwórwymiarze

Pamiątka ta jest oczywiście wspaniała, ale każdy osobiście powinien ocenić czy warta swojej ceny. Ułatwimy Wam to wkrótce, gdy otrzymamy płytę z nagraniami i gdy wrócimy z majowego wyjazdu, bo dopiero wtedy będzie czas by się tym zająć. Póki co mogę podzielić się spostrzeżeniami z dłuuugiego seansu jaki sprezentował nam nasz doktor 🙂

Jak już wspominaliśmy, badanie sponsorowała babcia naszego Szkraba, tak więc gdy podwiozła nas do gabinetu od razu wpadłem na pomysł by spytać doktora, czy może wejść z nami. Nie było żadnych przeciwwskazań, więc bardzo zadowolona Babcia przeżyła „swoje pierwsze prawdziwe usg” 😉 Gdy Ona nosiła i rodziła moją Żonę aparaty usg już owszem, istniały, ale badanie trwało zazwyczaj baaaardzo krótko i nie było dodatkowego ekranu do podglądu. A tu proszę, pierwszy wnuk, pierwsze oglądane usg. Było to dla Niej ważne przeżycie, co można było zaobserwować, więc tym bardziej cieszy mnie to, że tak mnie olśniło w odpowiednim momencie 😉

Po raz kolejny nasz Doktor udowodnił jakim jest wspaniałym fachowcem, z sercem do dzieci i z powołaniem, które emanuje z niego i stwarza atmosferę przyjaźni i spokoju. Naprawdę, jeśli komuś zależy by dowiedzieć się co właśnie widać na ekranie, czego można się spodziewać w najbliższych tygodniach oraz żeby cała wizyta nie była prowadzona w atmosferze „rach ciach ciach i nara„, polecamy  mu całym sercem doktora Andrzeja Iwaniuka (dane umieszczamy za jego akceptacją, gdyż nie omieszkaliśmy zapytać, czy możemy go trochę zareklamować ;)). Dostępny jest w warszawskim szpitalu przy ul. Madaliśnkiego, a także w radomskim gabinecie Bat-Med. 100% satysfakcji gwarantowane 🙂

Samo badanie 4D, jak już wspomniałem, nie ma wartości diagnostycznej, ale w naszym przypadku poza kręceniem filmów i strzelaniem fotek jednak coś nam zaoferowało. Jako, że na poprzednim badaniu nie dało się dokładnie zbadać kręgosłupa, bo Bobas ułożył się nie tak jak trzeba, to teraz Doktor zbadał wszystko dokładnie. Sprawdził też wymienione wcześniej rozszczepy, głównie okolice ust. No i potwierdził już na 101%, że to chłopaczek 😉 W dodatku całkiem okazały, bo ważący już całe 1390 gramów 😉

Nie na diagnostykę jednak tam szliśmy. Chcieliśmy po prostu egoistycznie podpatrzeć naszego Syneczka w jego (tymczasowym) środowisku naturalnym, a w tym aspekcie 4D jest całkiem ciekawe. Owszem, zwykłe usg ma swój urok i również uwielbiam na nie patrzeć, ale dzięki 4D można już nawet podejrzeć rysy twarzy – wszystkie 3 osoby w gabinecie (nie licząc mnie) stwierdziły, że „cały tatuś” 😀 Nie mam zamiaru się przywiązywać do tego podobieństwa, bo wszystko jeszcze się okaże, ale ten zgodny chórek był intrygujący 😉 Za to widok Bobasa ssącego kciuk, przecierającego oczy – niesamowity. Napatrzyliśmy się, że hoho – badanie trwało jakieś 1,5h, z drobną przerwą na półmetku, gdy Maluch odwrócił się i nie chciał współpracować, więc Mamusia zrobiła rundkę dookoła gabinetu i kilka wygibasów, by usadowił się inaczej. Pomijając wartość pamiątki jaką będzie płyta z zapiskami tej wizyty, już sam jej przebieg i długość są nie do przecenienia.

Zapraszamy więc wkrótce, wrzucimy jakąś galerię zdjęć jakiś film poglądowy, by każdy mógł stwierdzić, czy chce się przenieść do czwartego wymiaru 😉

ps: badanie wykonywaliśmy w 1 dniu 29 tygodnia, a ogólnie zalecane jest między 25 a bodajże 32 tygodniem. Wcześniej nie warto, bo Dzidziuś jest za mały by aparat usg potrafił dobrze złapać obraz, a później z kolei Bobas ma za mało miejsca do poruszania się i jest bardzo prawdopodobne, że ułoży się tak, że niewiele będzie można dostrzec.

Czwarty wymiar

Kończymy dziś 28 tydzień* i za 2 godziny jedziemy do naszego ulubionego pana Doktora na osławione USG 4D. To szaleńczo drogie badanie, na które nie moglibyśmy sobie w tej chwili pozwolić, sponsoruje Babcia Misiona, która nie może już doczekać się swojego pierwszego wnuka  (i rozpuszcza Go od samego początku 😉 ). Za co zresztą osobiście jestem bardzo wdzięczna, bo burżujskie 4D marzyło mi się od początku.

Odliczałam więc dni, a dziś od rana odliczam godziny do wizyty i bardzo się na nią cieszę, bo:

– znów zobaczymy nasze Maleństwo, już nie małego Kosmitę, a całkiem sporego Człowieczka 🙂

– dowiemy się czy będzie raczej z tych mniejszych, czy z tych większych (po cichu mam wieeelką nadzieję na tą pierwszą opcję :P),

– pan Doktor jeszcze raz upewni nas, że wszystko w porządku z dzióbkiem, kręgosłupem i całą resztą mechanizmów 😉

– no i będziemy mieć piękną pamiątkę 🙂

Mam tylko nadzieję, że Mision nie będzie spał (chociaż 20 to nie jest czas apogeum Jego aktywności 🙁 ) i że nie obróci się dupką do ‚kamery’ pokazując gdzie ma wszystkich podglądaczy…

Mam jeszcze jedną obawę, o której aż głupio głośno mówić… Przyszła mi do głowy wczoraj w wannie i nie omieszkałam podzielić się nią z Tatą Misiona (On i tak zna większość moich głupich pomysłów, więc nie pomyśli, że ot nagle coś mi się porobiło… On wie, że to już dawno 😉 ):

wiesz, miałabym chyba strasznie głupią minę, gdyby pan Doktor powiedział jutro „proszę państwa, państwa syn jest jednak dziewczynką… tak się czasem zdarza” … chyba nie wiedziałabym co powiedzieć.

Tata Misiona powiedział oczywiście, że to raczej bardzo mało prawdopodobne, a Mision jest Misionem, co ostatnio zaprezentował w pełnej okazałości (podobno, bo ja się jakoś zagapiłam i nie widziałam 🙁 ).

*teoretycznie 28., w praktyce Mision jest z nami od 26. tygodni, ale przyjmijmy, że liczymy ‚po lekarsku’ i że wszystko to jest częścią Wielkiego Planu i Mision już 28 tygodni temu przygotowywał się do pojawienia się w naszym życiu 🙂

20 tydzień, kolejne ważne badanie

Mieliśmy kolejne spotkanie na szklanym ekranie 😉

Okolice dwudziestego tygodnia ciąży to czas przewidziany na sprawdzenie takich rzeczy jak budowa kręgosłupa, wymiar dwuciemieniowy czy też obwód brzuszka naszego Maleństwa. Jest to też moment, w którym przy odrobinie szczęścia można określić płeć dziecka z bardzo dużym prawdopodobieństwem (nieraz wręcz ze 100% pewnością). My np. dowiedzieliśmy się, a raczej upewniliśmy się, że będziemy mieć Syna 🙂 Bobas niczym nieskrępowany ujawnił co posiada 😉

W ocenie anatomii płodu nieprawidłowości nie stwierdza się” – bardzo poważnie, ale również kojąco brzmiące zdanie w podsumowaniu badania po raz kolejny sprawia, że z uśmiechami na twarzy wracamy do domu cieszyć się z prawidłowego rozwoju naszego Dziecka 🙂

Toxoplazmoza

Nigdy nie pomyślałabym, że tak mnie ucieszy wynik toksoplazmozy. Nic się nie zmieniło od ostatniego razu i nadal wynik jest zdecydowanie negatywny 🙂

Swoją drogą, to trochę dziwne, bo toxo podobno dość powszechną chorobą jest i ok. 50% osób (wg innych danych 1/3) w ciągu życia ją przechorowuje. A jeśli dodać jeszcze do tego wszechobecny mit o szkodliwości kotów w tej materii i biorąc pod uwagę fakt, że posiadam te podstępne stworzenia w ilości sztuk: 2, to okazuje się, powinnam już dawno zachorować, przechorować i uodpornić się, przynajmniej częściowo. A tymczasem z wyników badań wychodzi zupełnie coś innego. I z jednej strony to wspaniale, a z drugiej – wolałabym zarazić się kiedyś, przed ciążą, naprodukować przeciwciał i teraz spać spokojnie do końca ciąży, zamiast powtarzać badania co jakiś czas, żeby sprawdzić „czy przypadkiem”…  No ale.. nie można mieć wszystkiego 😉 Grunt, że wciąż jest 0 🙂

Kilka faktów o toksoplazmozie:

– choroba zakaźna wywoływana przez pierwotniaka toxoplasma gondii

– w normalnej sytuacji jest zupełnie niegroźna i najczęściej przebiega bezobjawowo, lub daje objawy podobne do przeziębienia lub lekkiej grypy (jedynie w 10% przypadków, objawy te dotyczą najczęściej węzłów chłonnych szyi i karku, mogą pojawiać się również bóle mięśniowe).

– do zwalczenia choroby organizm potrzebuje ok. 4-6 tygodni, po tym czasie w znakomitej większości przypadków organizm zaczyna produkować przeciwciała, które powodują, że kolejny kontakt z tym pierwotniakiem nie spowoduje infekcji.

koci mit: tylko 10% (wg innych źródeł 70%, więc rozbieżność spora) kotów jest nosicielami (najczęściej są to koty wychodzące, oraz te jedzące surowe mięso); ponadto oocysty znajdują się wyłącznie w kocim kale (wystarczy więc, aby kogoś innego poprosić o sprzątanie kociej kuwety, bądź robienie tego w rękawiczkach)

zresztą nawet w kociej kupie oocysty rozwijają się dopiero po 72h, ponadto: produkcja i wydalanie jaj rozpoczyna się 3 do 10 dni po zjedzeniu zakażonego mięsa i trwa tylko ok. 10-14 dni. (wczoraj od naszej Pani Weterynarz dowiedziałam się dodatkowo, że koty ‘zatoksoplazmowane’ najczęściej mają również biegunkę i to właśnie wtedy wydalają te paskudne oocysty, w ‘normalnej’ kupie nie powinno ich być).

– jednak nieprawdą jest, że kot choruje raz w życiu i również nabywa odporność! Koty są jedynie nosicielami, więc mogą przenosić chorobę wielokrotnie.

– znacznie łatwiej niż od kota jest zarazić się przez zjedzenie niedogotowanego mięsa (źródłem zakażonego mięsa mogą być świnie, owce, kozy i drób; ta droga stanowi ok. 70% wszystkich przypadków zarażeń), bądź nieumytych owoców, zwłaszcza tych, które mają bezpośredni kontakt z ziemią (ponieważ koty załatwiają się w różnych miejscach i teoretycznie również w ‘babcinym’ ogródku mogą zostawiać zarażone odchody.

Dobra wiadomość jest taka, że już parominutowe(wg innych źródeł 20 minutowe) gotowanie produktów w temperaturze 60 stopni, bądź pozostawienie ich w zamrażarce na dobę (wg innych źródeł dopiero po 20 dniach mrożenia w temp. -20 stopni), zabija pasożyty.

– profilaktycznie powinno się pić tylko przegotowane mleko oraz jeść wyłącznie pasteryzowane produkty mleczne (również ze względu na ryzyko zarażenia listeriozą w przypadku produktów niepasteryzowanych wątpliwego pochodzenia).

Inne zasady profilaktyki toksoplazmozy:

– należy chronić żywność przed owadami (np. muchami), które również mogą przenosić chorobę

– do obróbki mięsa należy używać osobnej deski

– należy unikać mięsa surowego, wędzonego, marynowanego, grillowanego

– należy pamiętać o częstym myciu rąk, zwłaszcza przed i podczas przygotowywania posiłków, po kontakcie z surowym mięsem, po kontakcie z ziemią

– jeśli to możliwe, należy używać jednorazowych rękawiczek podczas prac ogrodniczych

zarażenie toksoplazmozą w ciąży nie jest jednoznaczne z przeniknięciem zakażenia przez łożysko, ale należy pamiętać, że prawdopodobieństwo wzrasta wraz z wiekiem ciąży i wynosi odpowiednio:

– w I trymestrze – 10-20% (wg innych źródeł 25%)

– w II trymestrze – 50-60 %

– w III trymestrze – 65% (wg innych źródeł ok. 90%)

Z tym, że ryzyko toksoplazmozy wrodzonej (a więc powstania wrodzonych ciężkich wad rozwojowych) jest największe w pierwszym trymestrze (75%), w drugim zmniejsza się do 50%, zaś w trzecim wynosi tylko 5 %.

– różne są też konsekwencje zarażenia. I tak:

– w I trymestrze najczęściej prowadzi do poronień oraz ciężkich uszkodzeń płodu

– w III trymestrze – po 30 tygodniu uszkodzenia obejmują najczęściej  gałki oczne, czego konsekwencją jest całkowita, lub częściowa utrata wzroku, bądź uszkodzenie nerwów mięśni kontrolujących ruchy gałek ocznych (tzw. oczopląs).

O szczegółach możliwych konsekwencji nie będę pisać, bo sama nie mogłam spać przez kilka nocy, po przeczytaniu kilku artykułów.  Nic przyjemnego w każdym razie.

– w Polsce wykrywa się rocznie ok. 300 przypadków toksoplazmozy wrodzonej

– u 70% zarażonych prenatalnie dzieci nie występują żadne objawy, w związku z czym zarażenie nie jest rozpoznawane, a tym samym nieleczone. U części z tych dzieci objawy mogą wystąpić dopiero w 3-12 m-cu życia dziecka (bądź później). Najczęściej są to chorobu ośrodkowego układu nerwowego, narządu wzroku i słuchu.

– dlatego też tak ważne jest wczesne wykrycie choroby, ponieważ toksoplazmozę w czasie ciąży można leczyć przy pomocy antybiotyków z grupy makrolidów (najczęściej spiramycyna – Rovamycyna podawana doustnie od momentu rozpoczęcia leczenia aż do porodu; w II i III trymestrze stosuje się również kuracje Sumemedem).

– zdiagnozowanie toksoplazmozy, ze względu na brak specyficznych objawów, możliwe jest tylko dzięki laboratoryjnemu badaniu krwi. Oznacza się w tym celu dwa rodzaje przeciwciał:

IgM – które świadczą o „świeżym”, obecnie trwającym zakażeniu (pojawiają się we krwi już w pierwszym tygodniu od zarażenia, w ciągu czterech następnych tygodni ich poziom spada, a później pozostaje na niskim poziomie przez kolejne 3 m-ce)

IgG – które świadczą o późnym zakażeniu (pojawiają się we krwi ok. 2-4 tygodni od zarażenia, potem przez 2-4 m-cy ich poziom szybko rośnie, a później powoli spada), bądź o zakażeniu w przeszłości, a tym samym nabytej odporności

Interpretacja wyników badań, z tego co widać na przeróżnych forach, często nastręcza wielu problemów, a tak naprawdę jest bardzo prosta. Mamy właściwie tylko 4 możliwości:

1/ IgG (-), IgM (-) – oznacza brak zakażenia, ale również niestety brak odporności. To znaczy, że do zakażenia może dojść w każdej chwili, w związku z czym należy zachować szczególną ostrożność, oraz powtarzać badanie co kilka tygodni, albo przynajmniej raz na trymestr.

2/ IgG (+), IgM (-) – oznacza albo przebyte w przeszłości zakażenie i nabytą odporność, albo toczące się właśnie ukryte zakażenie (zwykle przy wysokich wartościach),  w związku z czym badanie należy powtórzyć po 3 tygodniach. Jeżeli poziom jest taki sam oznacza to nabytą odporność, w związku z czym nie podejmuje się leczenia, nie trzeba też prowadzić dalszej kontroli. Jeżeli poziom wzrasta, najprawdopodobniej jest to zakażenie ukryte i należy rozpocząć leczenie.

3/ IgG (-), IgM (+) – to wynik nieswoisty i badanie należy powtórzyć po 3 tygodniach. Jeżeli poziom jest taki sam, bądź spada – nie podejmuje się leczenia, jednak sytuację należy kontrolować; jeżeli poziom wzrósł – trzeba podjąć leczenie.

4/ IgG (+), IgM (+) – najprawdopodobniej świadczy o toczącym się zakażeniu i (przy wysokim poziomie IgG) należy rozpocząć leczenie. Badanie należy również powtórzyć po 3 tygodniach.

Kiedy IgG i IgM jest (+) a kiedy (-) ?

W większości laboratoriów obowiązują następujące normy (ilościowo):

IgM 0 – 6 AU/ml – wynik ujemny (-)

6 – 10 AU/ml – wynik wątpliwy

Powyżej 10 AU/ml – wynik dodatni (+)

IgG  0 – 6,4 IU/ml – wynik ujemny (-)

6,4 – 8 IU/ml – wynik wątpliwy

Powyżej 8 IU/ml – wynik dodatni (+)

Wynik powyżej 300 IU/ml może sugerować niedawne bądź trwające zakażenie, w związku z czym badanie należy powtórzyć.

W zależności od laboratorium jednostki, a w związku z tym i normy, mogą się różnić. Najczęściej przy wyniku jest podana również jego interpretacja (ujemny/dodatni/wątpliwy).

– Badanie można wykonać w każdej chwili, nie trzeba się do niego specjalnie przygotowywać – nie trzeba go robić o określonej porze dnia, nie trzeba być na czczo. Koszt takiego badania to kilkadziesiąt złotych (w zależności od laboratorium 20-40 zł za wskaźnik).

Źródła:

http://dzieci.civ.pl/toksoplazmoza-ochrona

http://www.maluchy.pl/artykul/157+toksoplazmoza,+w+I+trymestrze

http://www.kafeteria.pl/ziu/obiekt.php?id_t=288