parentnik.pl

Posts Tagged ‘dolegliwości’

Jestem (auto)destruktorem, czyli dolegliwości nie do końca fizyczne

Do testów ciążowych powinna być dołączona ulotka z możliwymi skutkami ubocznymi tego pięknego skądinąd stanu. Pogrubionym drukiem powinni ostrzegać: Uwaga w czasie ciąży mogą występować w zwiększonej częstotliwości:

– roztrzepanie

– niezdarność

– skleroza

– brak koncentracji

– znaczne obniżenie zdolności intelektualnych

Przynajmniej człowiek mógłby się psychicznie przygotować 😉

Zawsze myślałam, że ta osławiona ciążowa niezdarność, to mit i wygodny wykręt. Okazuje się, że wcale nie. Chyba przez całe swoje życie nie potłukłam/ nie przewróciłam/ nie wylałam tylu rzeczy, co w czasie ciąży 😛 Jestem coraz bardziej niebezpieczna dla otoczenia i powoli przyzwyczajam się do tego, by uważać na to, by niczego niepotrzebnie nie dotykać i na wszelki wypadek nie wchodzić do sklepów z porcelaną i szkłem 😉

Oprócz tego coraz częściej mam poczucie utraty kontroli nad własnym ciałem – przyłożyć łokciem w futrynę, nie zmieścić się w drzwiach, potknąć się na zupełnie prostej podłodze… ostatnio zdarza mi się bardzo często. Ja wiem, że to zmiana środka ciężkości, hormonalne rozluźnienie ścięgien, stawów, itd itd … Tylko czemu ta wiedza musi być tak bolesna? 😛

O roztrzepaniu, sklerozie i problemach z liczeniem nawet nie powinnam wspominać, bo aż wstyd przyznawać się, że zdarza mi się zapomnieć czy posoliłam ziemniaki, czy powiedziałam ‚dzień dobry’, w chwilę po tym jak to zrobiłam. Zapominam co miałam zrobić, coraz częściej brakuje mi słów (nie tylko na to, co się ze mną dzieje, ale też po to, by móc to opisać 😉 )…

Ach, no i jeszcze totalny brak koncentracji, który powoduje, że tę na przykład notkę piszę już półtorej godziny…

Mam nadzieję, że to wszystko minie po ciąży, bo jeśli nie, to cienko to wszystko widzę 😛

Siłą rozpędu

Okazuje się, że jednak całkiem nieźle znoszę tę ciążę, skoro w siódmym miesiącu jestem jeszcze w stanie: umyć okno w pokoju*, poodkurzać, umyć podłogi w przedpokoju, kuchni i toalecie, posprzątać całą kuchnię i powycierać kurze w łazience. Plany początkowe miały zdecydowanie mniejszy zasięg, ale jak już się rozpędziłam, to nie mogłam się zatrzymać. Za to jak już się zatrzymałam… Usiadłam. Na chwilę. I nagle w jednej sekundzie zaczęłam czuć zmęczenie każdym centymetrem mojego ciała. Każdym. Postanowiłam, że już nie wstaję 😛 Mision natomiast, wybujany przez cały dzień przez Matkę-Wariatkę, postanowił poszaleć i zapewnić mi trochę rozrywki. Leżałam więc, nie mając siły ruszyć ani nogą ani ręką i wpatrywałam się w brzuch, na którym co jakiś czas pojawiało się maleńkie wybrzuszenie.

Mision ciągle jeszcze ćwiczy nasz refleks i spostrzegawczość – ujawnia się tylko na sekundę, w różnych częściach brzucha i wystarczy chwila nieuwagi, ot rzut oka w innym kierunku, żeby przegapić tą fantastyczną manifestację Jego obecności. Za to przeszedł Mu chyba foch na Tatę, bo nawet udało Im się dzisiaj trochę pobawić 😉

Edit: Jest jeszcze jeden wielki plus wczorajszego zmęczenia – wyspałam się, jak już dawno nie 😛 Po raz pierwszy od bardzo dawna udało mi się megaszybko zasnąć i obudzić dopiero po 4. Czyli, że nie poduszki w kolanach, a wielkiego zmęczenia mi było trzeba 😉

 

 

* jednym, bo jak się okazało tuż po tym jak skończyłam, popełniłam paskudny falstart – panowie skończyli ocieplać tylko jedną połowę bloku i teraz z tej drugiej, nieskończonej, dmuchają kurzem, pyłem i styropianem w to moje czyściuteńkie, wypucowane do ostatniej smugi okno 🙁 )

Opowieści z frontu

Zastanawiałam się kiedyś czemu prawie nie spotyka się zajęć dla kobiet w I ani w II trymestrze ciąży, omawiających, jak szkoła rodzenia, zmiany zachodzące w organizmie kobiety (w tym w dużej mierze w jej głowie 😉 ), rozwój malucha, itd itd… No i teraz już wiem czemu – bo tak naprawdę „dzieje się” zazwyczaj dopiero pod koniec II albo w III trymestrze. Swoją drogą – o ile pierwszy trymestr trwał i trwał i był czasem nieustannego martwienia się czy oby na pewno wszystko w porządku, o tyle drugi minął mi absolutnie niepostrzeżenie. Nie zdążyłam przyzwyczaić się, że już się zaczął, a on już się skończył. Może przez to, że tak niecierpliwie czekałam, żeby wreszcie, bez żadnych wątpliwości, poczuć jak Mision giba.

III trymestr za to, niemal codziennie, wraz z rosnącym, prawie w oczach, brzuchem, przynosi nam jakieś nowości. I znów – o ile w pierwszym wszystkie dolegliwości ograniczały się do mdłości i zapalenia pęcherza, drugi, pod względem różnych niedogodności również minął niepostrzeżenie (wychodzi na to, że z jakichś dziwnych przyczyn w ogóle przegapiłam ten ponoć najlepszy czas w ciąży 🙁 ), o tyle trzeci w tej kwestii jest zupełnie szalony… I wreszcie wiem:

– co znaczy zgaga w ciąży – bo dopada mnie za każdym razem jak się zdenerwuje, a często też całkiem bez powodu, jak tylko znajdę się w pozycji poziomej. I to, co kiedyś nazywałam zgagą było jej absolutnie lightową miniwersją, pikusiem zupełnym, w porównaniu z tym, co dopada mnie teraz.

– jak wygląda puchnięcie nóg w praktyce – nie mogłam uwierzyć, że moje wcale-nie-nowe skarpetki mogą przejawiać charakter boa-dusiciela, pozostawiając sine, głębokie pręgi na moich kostkach. I że wcale nie tak łatwo tę opuchliznę zlikwidować.

– że można absolutnie-koniecznie-i-w-tej-chwili musieć iść do toalety, po czym nasikać dwie krople, bo okazuje się, że to wcale nie pełny pęcherz, tylko ćwiczenia gimnastyczne Misiona

– że można sikać 20 (a nawet i 30) razy na dobę, nie mając zapalenia pęcherza, tylko coraz większego Kosmonautę w brzuchu 😉

– że ok. 30 centymetrowy Człowiek ma taką siłę sprawczą, że potrafi mnie unieruchomić na naprawdę dłuższą chwilę powodując nieznośny ból przy każdej, najmniejszej próbie poruszenia się

– że pokonanie 500 metrów może się kończyć zadyszką znacznie utrudniającą prowadzenie normalnej rozmowy

– i że w pewnym momencie pochylenie się nad talerzem znajdującym się na stole, na zupełnie normalnej wysokości, okazuje się być niemożliwe, ze względu na coraz większy brzuch 😀

Ale nadal uważam, że jest super i nie zamieniłabym tych wszystkich doświadczeń na nic innego 🙂 I niecierpliwie czekam czym jeszcze zaskoczy mnie Mision we współpracy z moim ciałem 😉

„A ja rosnę i rosnę…”

Znów zapomniałam, że jestem w ciąży. Znów popełniłam falstart spiesząc się na autobus. Jak zwykle w niedoczasie zbiegłam po schodach i szybkim krokiem ruszyłam w stronę przystanku. I nagle stop. Potworny ból w dole brzucha skutecznie dał mi znać, że powinnam zwolnić. A właściwie całkowicie się zatrzymać, wziąć dwa głębokie wdechy i ruszyć dalej, znacznie wolniej. No zapominam, no. Mimo rosnącego brzucha i zadyszki przy każdym wysiłku, ciągle jeszcze ciężko mi, osobie nieustannie spieszącej się i zawsze-chodzącej-szybko, przyzwyczaić się do tego, że chwilowo „już nie jestem taka gibka” 😉
Ale to właściwie jedyny moment kiedy zdarza mi się zapomnieć. Bo tak poza tym, to moja ciąża już właściwie na każdym kroku daje się odczuć.
O na przykład kiedy ktoś dzwoni i muszę szybko udać się w dokładnie-drugi-koniec mieszkania, żeby zdążyć odebrać. Zwykle odbieram wtedy mówiąc: „uff-Ha-uff-lo-uff” i im bardziej staram się to krępujące „uff” ukryć, tym bardziej mi nie wychodzi 😛
Coraz większym wyzwaniem jest również znalezienie wygodnej pozycji do spania (eee, napisałam wygodnej? miałam na myśli – jakiejkolwiek umożliwiającej zaśnięcie). A kiedy wydaje mi się, że oto wreszcie jakimś sposobem udało mi się ułożyć i prawie odpłynąć, nagle, nie wiadomo dlaczego, ta pozycja okazuje się szalenie niewygodna i muszę natychmiast przekręcić się na drugi bok… I znów… I znów… I jeszcze raz…
I nagle jest już 4:30 i Mision rozpoczyna swój trening. A ja razem z nim. Tylko, że on ćwiczy kopniaki i przeciąganie się, a ja przygotowuję się do funkcjonowania w stanie permanentnego braku snu.
Ale póki co, jest ekstra 🙂

A dziś dodatkowo mamy dzień ‚rozpuszczania’. Zostaliśmy w domu sami ze świeżuteńkimi bułkami, pieczenią serową, rzodkiewkami ze śmietaną, czekoladą, lodami i pączkiem. I właśnie zabieramy się za nabijanie kolejnych kilogramów ;P

Skutki uboczne #2

Czemu nikt nie powiedział mi, że w późniejszej ciąży prawie przestaną mi rosnąć włosy, za to zaczną rosnąć wszystkie pieprzyki i znamiona..?
To jeden ze zdecydowanie mniej przyjemnych aspektów ciąży… mam nadzieję, że ‚po’ wszystko wróci do normy. Tzn, nie śmiem narzekać. Nigdy nie będę narzekać na moją ciążę, bo nie narzeka się na spełnienie marzeń, ale gdybym mogła wybierać… to z tego aspektu chętnie bym zrezygnowała, nawet na rzecz większych mdłości 😛

Bóle kręgosłupa w ciąży

Strasznie mnie dziś od rana boli kręgosłup. Właściwie to bolało mnie już wczoraj, ale w ciągu dnia przeszło. A dzisiaj boli cały dzień i tylko doraźnie pomaga mi zrobienie kociego grzebietu, tudzież wypięcie tyłka i trwanie przez chwilę w takiej pozycji. Dobrze, że mam ten komfort, że mogę ten czas spędzić w domu, nie wyobrażam sobie takich wygibasów gdybym pracowała gdzieś w biurze 😛

Tak czy inaczej – boooli 🙁 Asia powiedziała dziś, że to ta „czarna strona brzucha”… Cóż, może faktycznie powinnam się zacząć przyzwyczajać również do takich atrakcji. Ale póki co, wypróbuję różne sposoby na poradzenie sobie z tymi dolegliwościami i może chociaż jeden okaże się skuteczny 🙂

Sposoby łagodzenia bóli kręgosłupa w ciąży:

– dobrym sposobem jest ciepła (36 stopni) kąpiel w wannie, lub przynajmniej ciepły prysznic, który pomoże rozluźnić mięśnie

– można poprosić partnera o masaż (pamiętając aby nie leżeć na brzuchu, tylko na boku) lub

– położyć się na plecach i ułożyć nogi powyżej tułowia (np. na kilku poduszkach)

– najlepszą pozycją do snu jest pozycja na boku (lewym oczywiście 😉 ) z nogą znajdującą się wyżej zgiętą w kolanie (można pod nią podłożyć poduszkę) – odciąża kręgosłup i ułatwia oddychanie

– nie należy gwałtownie wstawać z łóżka i w ogóle najlepiej unikać gwałtownych ruchów, biegów i intensywnego, szybkiego marszu

– warto zrezygnować  z wysokich obcasów – optymalna wysokość to 1,5 cm

– w czasie siedzenia należy zapewnić plecom solidne podparcie, nie siadać na brzegu krzesła, a stopy umieścić wyżej (np. na podnóżku), aby kolana znalazły się powyżej bioder. Pod plecy można podłożyć specjalną poduszkę. Warto również często zmieniać pozycję, ponieważ siedzenie w bezruchu powoduje ucisk na macicę i bolesne napięcie mięśni

– nie należy siedzieć „z nogą na nogę” , ponieważ zaburza to krążenie, obciąża kręgosłup i nasila ból

– stojąc należy co jakiś czas przenosić ciężar ciała z nogi na nogę, bądź na przemian umieszczać jedną nogę nieco wyżej (np. na niskim stołeczku), co zapobiega nadmiernemu obciążeniu mięśni krzyża

– podnosząc coś ciężkiego należy stanąć w lekkim rozkroku, ugiąć kolana nie zginając się w pasie i podnosząc używać mięśni ramion i nóg, a nie pleców.

– podobno pomaga również rozciąganie się i swobodne ruchy, które wypychają miednicę do przodu – krążenia bioder (wolno ale obszernie), kołysanie biodrami na boki, przenoszenie ciężaru ciała z jednej nogi na drugą z lekkim ugięciem kolan

– inne ćwiczenia (wszystkie należy wykonywać na siedząco) – skręty tułowia, skłony boczne, wymachy i krążenia ramion, wymachy rąk ściągające łopatki

– ciepły (ale nie gorący!) termofor przykładany do pleców (aczkolwiek to dość kontrowersyjny sposób, część lekarzy w ogóle nie zaleca jakichkolwiek ciepłych okładów w ciąży)

UWAGA! Natychmiastowej porady lekarskiej wymagają:

– uczucie osłabienia lub utraty czucia w nogach bądź w okolicy miednicy

– drętwienie okolicy pachwinowej

– drętwienie i/lub ostry ból w łydkach

– ból odczuwany w okolicy spojenia łonowego

– bardzo silny i nagły ból pleców

– brak koordynacji ruchów

– towarzysząca bólowi gorączka, nudności, bóle pod żebrami, krew w moczu

Skutki uboczne?

Ostatnio wiele osób, które wiedzą już o Naszej Tajemnicy pyta mnie jak się czuję i czy mam mdłości. A ja z niekłamaną radością odpowiadam, że mam mdłości, wymioty, hormonalny nieżyt nosa, krwawiące dziąsła, zgagę i… strasznie się z tego cieszę 😛 Cieszę się, bo to znaczy, że mój organizm działa jak powinien, produkuje hormony w ilości dostatecznej i dzięki temu Maleństwo, przynajmniej pod tym względem, jest bezpieczne. (Uwaga! Jeśli wiesz, że nadmiar hormonów w tej postaci może być niebezpieczny, to proszę, napisz mi o tym jak już urodzę, nie wcześniej 😛 teraz chcę myśleć, że jest najlepiej jakby być mogło 🙂 )

Przeczytałam gdzieś kiedyś, że mdłości we wczesnej ciąży świadczą o tym, że ciąża jest ‘mocna’ i dobrze zagnieżdżona. I na samym początku bardzo martwiło mnie, że ich nie mam. Ale pojawiły się, zaraz na początku 7 tygodnia i… bardzo mnie ucieszyły 😛 Nigdy nie podejrzewałam się o takie skłonności masochistyczne i odnajdywanie przyjemności w wiszeniu nad toaletą 😛

Jeśli chodzi o zgagę natomiast, to dość popularny jest mit ciążowy, jakoby była ona efektem rośnięcia włosów u dziecka. Że podobno kobiety, które męczyła zgaga w ciąży, rodzą dzieci z bujną czupryną. Mit to zupełnie niepotwierdzony, bez uzasadnienia naukowego, ale ponieważ jednocześnie zupełnie niegroźny i dość dla nas korzystny (męczy mnie ta dolegliwość dość często ostatnio), to naiwnie sobie wierzę, że w naszym przypadku się sprawdzi 😛 A co! Kto powiedział, że kobiety w ciąży muszą być rozsądne i racjonalne? 😉

O radzeniu sobie ze skutkami ubocznymi:

– na mdłości

– na krwawiące dziąsła

– na zgagę

Aczkolwiek ja nie brałam nic, bo wszystko co, przed pojawieniem się widocznego brzucha i ruchów Maleństwa, świadczyło o ciąży było dla mnie powodem do radości 😛