parentnik.pl

Posts Tagged ‘kontakt’

Uzewnętrznienie

Małżon mój i Tata Misiona jednocześnie, rozmawiając dziś przez telefon ze swoim przełożonym miał okazję po raz pierwszy zaobserwować nową umiejętność swojego Syna – wprawianie mojego brzucha w ruch. Nie umiem opisać jego miny, ale była bezcenna 😀
A potem siedział, z zafascynowaniem wpatrywał się w brzuch i pukał do Misiona żeby powtórzył to raz jeszcze 🙂 A ja… nie dałam im szansy, bo dostałam takiego ataku śmiechu, że Mision nie miał szans na prezentację 😛
– No ejj, przestań, bo jesteś cała twarda i nic nie widać… No cicho…

A ja nie mogłam się przestać śmiać. I sama nie wiem, czy bardziej śmiałam się z Jego zaskoczonej miny, czy z radości, że z Misionem jest wszystko w porządku, nabiera sił i coraz wyraźniej daje nam znać o swojej obecności 🙂

W każdym razie – czekamy na więcej 🙂

Rozmowy z brzuszkiem

Mam pewną nową teorię, której nie dam sobie wybić z głowy – ewolucja ewidentnie się zagapiła. Zajęła się czymś innym i jakoś wypadło jej z głowy, nie pomyślała, że… ruchy dziecka powinny być jakimś sposobem wyczuwalne od początku. Niekoniecznie tak od zewnątrz, ze względów bezpieczeństwa, ale od środka – czemu nie? Jakiś dodatkowy receptor, hormonalnie zwiększająca się wrażliwość czuciowa… no ja się nie znam, zresztą w końcu ona się tym zajmuje, a jak nie, to ma od tego ludzi (biologów i takich tam) 😛 Ileż by to zaoszczędziło nam wszystkim nerwów („czy on naprawdę tam jest? czy serduszko bije? nic jeszcze nie widać, nic nie czuję, nic nie wiem…”), nie mówiąc już o tym ile dostarczyłoby radości 🙂 Bo poza działaniem uspokajającym, te maleńkie kopniaczki mają też działanie zdecydowanie endorfinogenne (i pobudzające instynkt macierzyński przy okazji też 😉 ) 🙂 Póki Maluch prowadzi jeszcze bogate życie wewnętrzne i nie można go przytulić, nie ma nic piękniejszego niż obudzić się z ręką na brzuchu, pod którą Ktoś intensywnie daje znać: „hej, już nie śpię, zjedzmy coś” 🙂
Mam też namacalny dowód na to, że Misio ma, chcąc niechcąc, bardzo rozwiniętą zdolność empatii 😉 i odczuwa wszystkie emocje razem ze mną. Jak tylko czegoś się przestraszę (co w moim przypadku wcale trudne do osiągnięcia nie jest 😉 ), dostaję kopniaka, jakby chciał zapytać: „Mamo, o co chodzi? Czy to coś strasznego? Nie mogę sam zobaczyć, więc pogłaskaj mnie i uspokój”.
Z kolei kiedy się zdenerwuję, albo jest mi smutno, Misio siedzi cicho, jakby nie chciał przeszkadzać, czeka na lepszy moment, żeby ‚pogadać’. Nie lubię tych momentów, bo może jemu wtedy też jest smutno..? Poza tym – niech buszuje jak najwięcej, teraz, kiedy ma jeszcze trochę miejsca na harce, bo później będzie już coraz ciaśniej.
Na szczęście jak tylko zdążę się zaniepokoić, czemu jest tak spokojny i czemu się nie rusza, prawie natychmiast daje znać: „Spoko mama, jest ok, daję ci chwilę na powrót do siebie” 🙂

Czy kiedy już się uzewnętrzni, nadal będziemy się tak dogadywać..?

Już teraz wiem, że będzie mi brakowało tych naszych ‚rozmów’, tego rosnącego brzucha, tych wszystkich zmian… Dlatego staram się nie stracić ani jednego dnia na cieszenie się tym, co mam, licząc jednocześnie, że później będzie jeszcze fajniej 🙂

Najpiękniejszy kopniak w życiu

Sam nie przypuszczałem, że to uczucie może być takie cudowne. Takie lekkie pyknięcie w sam środek przyłożonej do brzucha dłoni, a jednocześnie niesamowicie mocny cios w środek mózgu: „Ono tam faktycznie jest!„.

Owszem, pierwsze takie sygnały były już na usg, no bo co może być bardziej klarowne niż podgląd na ekranie 🙂 ale namacalny dowód w postaci kopniaczka jest czymś zupełnie innym. To takie w sumie pierwsze dotknięcie, choć jeszcze przez matczyny brzuch, ale jednak – kontakt z Bobasem był 🙂

I tylko można zazdrościć własnej Żonie, że ma to na co dzień, że takie kopniaczki i sygnały odbiera cały czas. Cały? No właśnie… dotarło do mnie również, że w zestawieniu z całym życiem okres ciąży to tak mały fragment, że trzeba się starać przeżywać wszystko jak najintensywniej. Nie ma możliwości zapamiętywania uczuć, dotyku w sposób „dosłowny”, możemy jedynie pamiętać, że coś było przyjemne lub nie.. Ale takich samych reakcji i odczuć nie wywołamy w sobie przypominając sobie o czymś kilka lat później.

Zrozumiałem więc, że skoro ten rosnący brzuch jest tak cudowny w dotyku, i że jest tam moje Dziecko, które już wkrótce przyjdzie na świat, to ja powinienem jak najwięcej go dotykać, masować, głaskać i generalnie korzystać póki jest 🙂 Bo już za chwilę wejdziemy w kolejny, zapewne jeszcze piękniejszy etap, ale tu i teraz jest Brzusio :]

Opieka okołoporodowa w szpitalu

Opieka okołoporodowa w szpitalu

Wspaniałe informacje znalazłam na blogu http://www.blog.przedporodem.pl/. Otóż na początku (a dokładnie 8.) kwietnia br. ma wejść w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie nowych standardów opieki okołoporodowej, w którym to najbardziej podoba mi się zapis o kontakcie „skóra do skóry” zaraz po narodzinach.

Pozwolę sobie zacytować za panią Izabelą:

IX. Postępowanie w II okresie porodu.

1. (…)

2. (…)

3. (…)

4. W ramach prowadzenia II okresu porodu osoba sprawująca opiekę rozpoznaje ten okres porodu opierając się na obserwacji zachowania rodzącej, jej odczuć oraz wyniku badania położniczego wewnętrznego. W tym okresie porodu osoba sprawująca opiekę jest obowiązana do podjęcia, realizacji oraz udokumentowania wykonania następujących zadań:

1-8) (…)

9) położenia noworodka bezpośrednio na brzuchu matki, jeśli stan ogólny noworodka i matki pozwalają na to, oraz osuszenia i zabezpieczenia noworodka przed utratą ciepła.

XII. Opieka nad noworodkiem.

1. Bezpośrednio po urodzeniu należy umożliwić dziecku nieprzerwany kontakt z matką „skóra do skóry”, który będzie trwał co najmniej dwie godziny po porodzie. W tym czasie należy zachęcać matkę do rozpoznania momentu, kiedy dziecko jest gotowe do ssania piersi, a także obserwować zarówno matkę jak i dziecko, kontrolując cechy dobrego przystawienia i pozycji przy piersi, a w razie potrzeby zaoferować pomoc. Kontakt ten może być przerwany w sytuacji wystąpienia zagrożenia życia lub zdrowia matki lub noworodka, odnotowanego w dokumentacji medycznej.

2. Należy dokonać wstępnej oceny stanu noworodka na podstawie skali Apgar. Ocena ta może być dokonana na brzuchu matki, jeżeli nie występują przeciwwskazania zdrowotne. Wyniki tej oceny należy odnotować w dokumentacji medycznej.

No cudnie po prostu i cieszę się przeogromnie, że doczekałam tej chwili przed swoim porodem 🙂 Już trochę mniej się boję tego mojego nieprzyjaznego szpitala, tak przeciwnego wszelkim nowościom i ‘nowym modom’, bo skoro to ogólnoobowiązujące rozporządzenie, to znaczy, że u nas też tak będzie, prawda? I nikt nie będzie tego traktował jako mojej nad wyraz wymyślnej zachcianki i zupełnie niepotrzebnej fanaberii. No siedzę i uśmiecham się od rana. Ktoś mógłby powiedzieć, że to taki drobiazg – ale kurcze, tak czekałam na taki ‘drobiazg’ :)))

(Jeszcze tylko marzy mi się otwartość mojego szpitala na pozycję porodową w I fazie, zamiast leżenia plackiem, opleciona pasem do KTG… i wtedy mogę iść rodzić choćby zaraz 😉 )

Rytuały

Ważne jest, aby dziecko miało stały rytm dnia, którego wszyscy będą przestrzegać i który pozwoli mu się poczuć bezpieczniej na świecie. Ale o tym za jakiś czas, kiedy będziemy bliżej wprowadzania takiego rytmu w naszym życiu. Póki co mamy jeden rytuał – wieczorne „5 minut dla Dziecka”.

Ponieważ mój Mąż dużo pracuje, przez cały dzień nie ma Go w domu. Jednocześnie oboje wiemy jak ważne jest budowanie relacji z Maleństwem jeszcze przed urodzeniem. I o ile w moim przypadku ta więź jest dosyć naturalna, bo Dzidziuś nonstop jest ze mną, słyszy bicie mojego serca, mój głos, czuje moje emocje, o tyle Tatusia musi się „nauczyć”. Dlatego wieczorami, kiedy już leżymy w łóżku, Tatuś i Dzidziuś mają chwilę tylko dla siebie – na przytulanie, całowanie, mówienie do brzucha. Teraz czekamy tylko na moment kiedy Maleństwo zacznie odpowiadać 🙂 Być może już odpowiada, tylko my nie jesteśmy jeszcze w stanie tego wyczuć tak, jak byśmy chcieli. Póki co, podobno mówi:

„Bulblblbl blu bl bul” 😉

A o czym opowiada mu Tatuś?

„ – Wiesz, dzisiaj jest fajny mecz… Szkoda, że nie możesz obejrzeć…”

„ – Już niedługo idziemy do lekarza i znów się zobaczymy 🙂 To znaczy… no Ty nas jeszcze nie…”

Uwielbiam te chwile 🙂 A jeszcze bardziej nie mogę doczekać się tych, kiedy będą mogli spędzać czas naprawdę we dwoje – kiedy Maleństwo już się ‘uzewnętrzni’ i będzie wieczorami czekać na Tatę, żeby z nim ‘pogadać’ 🙂