parentnik.pl

Posts Tagged ‘muzyka’

Meloman

Szymek jest bardzo ‚muzycznym’ dzieckiem. Uwielbia wszelkie piosenki; w bajkach najbardziej interesują Go śpiewane czołówki, a później zazwyczaj przestają być interesujące; uwielbia tańczyć. Do tej pory było mu w zasadzie obojętne do czego. Cokolwiek puściłam/śpiewałam było ok i nadawało się do rytmicznego podskakiwania w stylu Masajów, które nazywamy tańczeniem. Aż tu nagle łubudu! i wszystko się zmieniło. Człowiek niczego się nie spodziewał, wstał rano zadowolony, zjadł śniadanie i zabiera się do śpiewania pierwszej lepszej piosenki, która przyszła mu do głowy, jakieś „my jesteśmy krasnoludki„, czy cośtam, a tu – stop! maleńka dłoń zawisa mi przed samym nosem w geście policjanta zatrzymującego ruch. I kiwa się na boki, wyprostowana jak struna i towarzyszą jej werbalne oznaki niezadowolenia. A gdyby to wciąż było za mało, to jest jeszcze MINA. Ta mina, która niezmiennie wywołuje mój szeroki uśmiech, a właściwie nawet śmiech w głos, chociaż przecież zupełnie nie o to jej chodzi. Ta mina, której nie sposób opisać słowami i której jeszcze nie udało mi się uchwycić na zdjęciu. Zmarszone brwi, lekko zmarszczony nos, ustka wygięte w łuk totalnej dezaprobaty. Mimiczny mistrz, który twarzą wyraża więcej niż tysiącem słów.

No ok, więc krasnoludki najwidoczniej nie są na dzisiejszej liście powerplay. „Zuzia, lalka nieduża..” – fałszywie intonuję, bo niestety talentem wokalnym nie grzeszę. „E! E!” – ten sam gest, ta sama mina. „Jadą, jadą misie…” – zaczyna ‚tańczyć’, ok, jest dobrze… „hop-siup-tralala…” – stop! Hmm… „Mydło wszystko umyje…” – mina. I ręka zakazująca kolejnym dźwiękom opuszczanie moich ust. „Do przodu prawą rękę daj, do tyłu lewą rękę daj…” – mina. Hmm, co by tu jeszcze, skoro wszystko jest na nie… „Już pora wstać, wyruszyć z domu…” – nie ma miny, jest uśmiech. Możemy zacząć nasz masajski taniec w rytm czołówki z Kubusia Puchatka.

A za pół godziny znów pobawimy się w zgadywankę pod tytułem „Jaką piosenkę mam na myśli?” z testem sprawdzającym ile matka ma w głowie dziecięcych przebojów 😉

Edukacja muzyczna

Podział ten oczywiście jest mocno subiektywny, ale jako rodzice mamy prawo przekazywać swojemu dziecku własne zainteresowania muzyczne i ja staram się to robić już teraz, gdy Bobas słyszy wszystko z lekkim wytłumieniem 😉

A więc pewnego pięknego dnia, gdy w końcu mieliśmy więcej czasu dla siebie, wziąłem moje kultowe słuchawki Pioneer SE-450, wywinąłem je na zewnątrz, przyłożyłem do brzucha i rozpocząłem sesję z powerplayami. Mam swój prywatny zestaw utworów, które nigdy się nie nudzą, cieszył bym się gdyby mojemu Dziecku również się podobały. Ponoć powtarzalność melodii serwowanych w tym okresie rozwoju Maleństwa może wpłynąć na przyszłe postrzeganie muzyki, a niektóre melodie wręcz mogą stać się jego własnymi powerplayami, przy których będzie się uspokajało.. Choć niektóre utwory, którymi poczęstowałem Dzidziusia raczej wyzwalają energię niż uspokajają 😉

Na początek poszła melodia, która budzi mnie co rano i jest chyba jedyną kompozycją, która nie wzbudza negatywnych emocji będąc budzikiem 🙂 to Chemical Brothers – Where do I begin.. Ma w sobie coś takiego, że nie da się jej znielubić nawet gdy przerywa sen o 6:30. Oczywiście oszczędziłem Bobasowi cięższej końcówki – przeszedłem do kolejnego hitu. Kolejności nie pamiętam, na pewno przewinęło się coś z Toy Dolls, Ska-P, chyba Arianna Puello, Pendulum a może i Stare Dobre Małżeństwo? Mam tak szerokie horyzonty muzyczne, że przeskoki były niezłe i ciężko to spamiętać 😉

Ale wiecie co? Ostatecznie stwierdziłem, że na takie szaleństwa przyjdzie jeszcze czas. Teraz Dzieciaczek powinien słuchać czegoś spokojnego, co dobrze wpłynie na jego rozwój emocjonalny i nie rozbudzi w nim ADHD 😉 I tu po raz kolejny objawia się niesamowita Mamusia i jej „Muzyka dla Bobasa„, którą skądś wytrzasnęła. Mistrzostwo!

Nie wszystkie utwory podobają mi się tak samo, jak wszędzie są lepsze i gorsze. Wszystkie jednak skomponowane są w taki sposób, że dziecko na pewno będzie czuło się przy nich bezpieczne i szczęśliwe 🙂 Mi szczególnie spodobał się ten poniższy, w oryginale nazwany Baby’s Lovely Reggae:

Prawda, że cudowny? 🙂 Słuchając go widzę uśmiech mojego Dzieciątka i szczerze wierzę, że będzie to nasz powerplay już po narodzinach :]