parentnik.pl

Posts Tagged ‘opieka’

Prawdziwy Lekarz

Po wczorajszej wizycie po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że mieliśmy absolutne szczęście trafić na Prawdziwego Lekarza. W świecie idealnym to powinno być dość oczywiste i każdy lekarz powinien być Prawdziwym Lekarzem, w rzeczywistości jednak, wszyscy wiemy, że jest niestety trochę inaczej.

W każdym razie, Prawdziwy Lekarz to taki:

–  do którego idąc uśmiechasz się i nie zastanawiasz czy będzie mieć dzisiaj dobry humor, czy może nakrzyczy na ciebie już od progu, że śmiesz zawracać mu głowę swoimi problemami (a zdarzało mi się takich spotkać);

–  który podchodzi do każdej, nawet ‚okazjonalnej’ pacjentki z takim szacunkiem, że czujesz się kimś ważnym (a nie kolejnym numerkiem z kolejki);

– nie traktuje cię jak totalnego ignoranta zbywając zdawkowym „wszystko dobrze” i nie udzielając żadnych informacji ponadto, bo przecież i tak nie zrozumiesz (u takich też zdarzało mi się bywać);

– nie podnosi ceny za usg, tylko dlatego, że nazywa się je ‚genetycznym’, ‚połówkowym’ i że jest bardzo ważnym badaniem (200 zł zamiast 80 zł, bo zmierzą przezierność??);

– nawet jeśli przychodzisz tylko na usg, nie na wizytę, interesuje się czy zrobiłaś wszystkie potrzebne badania i czy stosujesz suplementy dla ciężarnych (a kiedyś dostałam od jakiegoś lekarza po wizycie wypis: usg – x zł, porada – y zł);

– nie wydziela ci zdjęć twojego Malucha, jak gdyby był to towar reglamentowany i więcej niż 2 to już totalna przesada. Wręcz przeciwnie – rozumie, że to dla ciebie ważna pamiątka i nagrywa Malucha, wybiera najlepsze ujęcia i drukuje, nawet podwójnie, żeby babcia też mogła dostać fotkę 🙂 (ciężko w to uwierzyć, ale słyszałam o lekarzach, którzy za każde kolejne wydrukowane zdjęcie doliczają dodatkową kwotę do ceny wizyty! :|);

– poświęca każdej pacjentce tyle czasu ile potrzebuje i nawet przez moment nie daje ci do zrozumienia, że powinnaś się spieszyć i już nie zadawać więcej pytań, bo przed gabinetem czeka kolejka (moje pierwsze usg w państwowej przychodni wyglądało mniej więcej tak: „o proszę, widzi pani, tu jest pani dzidziuś, tu jest serduszko, widzi pani? no dobrze, wszystko jest ok, proszę się ubrać, dziękuję, do widzenia” i trwało jakieś 5 minut);

– odpowiada na każde, nawet najgłupsze pytanie z powagą i wyczerpująco, mając świadomość, że dla ciebie to wszystko jest nowe i możesz nie wiedzieć nawet oczywistych rzeczy (a nie z kpiącą miną, po której czujesz się jak idiotka i postanawiasz, że wolisz nie wiedzieć, niż po raz kolejny narazić się na śmieszność);

– nie naciąga cię na koszty i nie wymyśla dodatkowych badań, za które musisz dodatkowo zapłacić (ostatnio, znów w państwowej przychodni, usłyszałam: „proszę się teraz zapisać na usg połówkowe, dokładniejsze, tu w soboty przyjeżdżają do nas specjaliści z lepszym sprzętem, kosztuje to 250 zł, no ale na zdrowiu dziecka przecież nie ma co oszczędzać” 😐 Nasz Pan Doktor zrobił nam to samo badanie, na naprawdę dobrym sprzęcie, za 80 zł, zaznaczając żeby następnym razem obejrzeć jeszcze raz kręgosłup „ktokolwiek będzie przeprowadzał to badanie”);

– bardzo szczerze powie ci, że usg 4d służy właściwie wyłącznie rozrywce rodziców i powinno być wykonywane po 25 tygodniu, bo wtedy już coś w miarę sensownie widać, a wcześniej to wciąż ‚taki mały kosmita’, więc lepiej poczekać i mieć naprawdę fajną pamiątkę, niż zrobić już teraz, bo my nie możemy się doczekać żeby zobaczyć Malucha;

– w całym swoim profesjonalizmie jest bardzo skromny – na stwierdzenie, że pamięta tyle rzeczy, dokładnych norm, poszczególnych elementów badania i mnóstwa innych informacji (bo przecież nie tylko położnictwem się zajmuje) odpowiada: „wie pani, to jak w każdym zawodzie, jak się coś robi na co dzień, to się po prostu pamięta”. Niby racja, niby tak to powinno działać, ale niewiele znam osób tak kompetentnych w tym co robią (przynajmniej w tym zakresie, który miałam okazję obserwować);

– i najważniejsze: jakoś tak, po prostu, wzbudza w tobie bardzo duże zaufanie i wiesz, że jeśli on powie, że jest dobrze, to znaczy, że tak właśnie jest. I wcale nie masz ochoty, zaraz po przyjściu do domu, sprawdzać w internecie i wszystkich dostępnych książkach, czy aby na pewno.

 

I uprzedzając złośliwe komentarze – argument, że to wizyta prywatna, za którą płacimy, zupełnie odpada, bo zdarzało mi się również na takich prywatnych, płatnych wizytach usłyszeć: „I co dziewczyna sobie wyobraża??”. Oczywiście była to pierwsza i ostatnia wizyta u tej pani.

Co do naszego Lekarza natomiast – naprawdę uwielbiam Go i uważam, że za swoje podejście i swoją wiedzę, powinien zarabiać jak najwięcej. U niego mogę spokojnie czekać w kolejce ciesząc się, że ma tyle pacjentek. I, jeśli tylko sytuacja finansowa nam na to pozwoli, chciałabym nie szukać już nigdy żadnego innego.

A gdybym mogła sobie pomarzyć – chciałabym aby takich Lekarzy było więcej. Wszystkich specjalności.

Czego sobie i Wam życzę 🙂

Piękna tradycja

Podobno w krajach hinduskich praktykuje się tradycję, że matka, wraz z nowonarodzonym dzieckiem przenoszą się do jej domu rodzinnego, gdzie spędzają wspólnie pierwsze 40 dni. W tym czasie świeżo upieczona mama, może poświęcić całą swoją uwagę maleństwu, ponieważ opiekę nad nimi sprawuje jej mama (i jednocześnie babcia malucha). Uważam, że to bardzo piękna tradycja, ponieważ z jednej strony na pewno umacnia więzi rodzinne, a z drugiej – pozwala młodej mamie i jej dziecku łagodnie rozpocząć ich wspólną podróż.

Ktoś może powiedzieć, że od zajmowania się rodziną jest ojciec dziecka.. Oczywiście, też uważam, że tak byłoby świetnie i szczerze zazdroszczę tym rodzinom, które mogą sobie pozwolić na to, aby oboje rodzice przez ponad miesiąc stale przebywali z dzieckiem w domu. Ale nie oszukujmy się – ile jest takich rodzin? Młody tata pełni szalenie ważną rolę i jego udział w życiu nowonarodzonego maleństwa powinien być możliwie jak największy. Ale z czysto praktycznego punktu widzenia, młodej mamie, czasem bardziej pomocna może okazać się babcia, bądź inna bliska osoba, która ma za sobą doświadczenie macierzyństwa i może w razie potrzeby służyć radą i pomocą.

„W ciągu tych paru tygodni byłyśmy sobie z matką tak bliskie jak nigdy wcześniej. Zadziwiła mnie jej mądrość, umiejętność zaspokajania potrzeb moich i mego dziecka, nieustająca gotowość do niesienia pomocy i nade wszystko – jej wyczucie. Jeśli w środku nocy Tara marudziła przy karmieniu, matka w okamgnieniu była przy nas. Z niespotykaną u niej delikatnością pozwalała mnie i Sumantowi wypełniać nasze rodzicielskie obowiązki, przejmując pałeczkę przy najlżejszej oznace, że sobie z czymś nie radzimy, bez słowa skargi czy uszczypliwego komentarza, dając nam tym samym czas, byśmy oswoili się z nową rolą.”

Mallika Chopra, 100 obietnic złożonych mojemu dziecku, Wydawnictwo Książnica, Listopad 2008

My Babcię (Maleństwa 🙂 ) będziemy mieć na miejscu i dla mnie to duży komfort. Na pewno będę się czuła bezpieczniej, zwłaszcza w tych pierwszych dniach. Będę też mogła więcej czasu poświęcić sobie i Maluszkowi, nie musząc martwić się np. o jedzenie. A później w razie czego zawsze będzie można zostawić Maleństwo z Babcią i wyjść, np. na kolację, żeby przypomnieć sobie, że w tym wszystkim mamy jeszcze siebie i o to też musimy dbać.