parentnik.pl

Posts Tagged ‘uczucia’

Opowieści z frontu

Zastanawiałam się kiedyś czemu prawie nie spotyka się zajęć dla kobiet w I ani w II trymestrze ciąży, omawiających, jak szkoła rodzenia, zmiany zachodzące w organizmie kobiety (w tym w dużej mierze w jej głowie 😉 ), rozwój malucha, itd itd… No i teraz już wiem czemu – bo tak naprawdę „dzieje się” zazwyczaj dopiero pod koniec II albo w III trymestrze. Swoją drogą – o ile pierwszy trymestr trwał i trwał i był czasem nieustannego martwienia się czy oby na pewno wszystko w porządku, o tyle drugi minął mi absolutnie niepostrzeżenie. Nie zdążyłam przyzwyczaić się, że już się zaczął, a on już się skończył. Może przez to, że tak niecierpliwie czekałam, żeby wreszcie, bez żadnych wątpliwości, poczuć jak Mision giba.

III trymestr za to, niemal codziennie, wraz z rosnącym, prawie w oczach, brzuchem, przynosi nam jakieś nowości. I znów – o ile w pierwszym wszystkie dolegliwości ograniczały się do mdłości i zapalenia pęcherza, drugi, pod względem różnych niedogodności również minął niepostrzeżenie (wychodzi na to, że z jakichś dziwnych przyczyn w ogóle przegapiłam ten ponoć najlepszy czas w ciąży 🙁 ), o tyle trzeci w tej kwestii jest zupełnie szalony… I wreszcie wiem:

– co znaczy zgaga w ciąży – bo dopada mnie za każdym razem jak się zdenerwuje, a często też całkiem bez powodu, jak tylko znajdę się w pozycji poziomej. I to, co kiedyś nazywałam zgagą było jej absolutnie lightową miniwersją, pikusiem zupełnym, w porównaniu z tym, co dopada mnie teraz.

– jak wygląda puchnięcie nóg w praktyce – nie mogłam uwierzyć, że moje wcale-nie-nowe skarpetki mogą przejawiać charakter boa-dusiciela, pozostawiając sine, głębokie pręgi na moich kostkach. I że wcale nie tak łatwo tę opuchliznę zlikwidować.

– że można absolutnie-koniecznie-i-w-tej-chwili musieć iść do toalety, po czym nasikać dwie krople, bo okazuje się, że to wcale nie pełny pęcherz, tylko ćwiczenia gimnastyczne Misiona

– że można sikać 20 (a nawet i 30) razy na dobę, nie mając zapalenia pęcherza, tylko coraz większego Kosmonautę w brzuchu 😉

– że ok. 30 centymetrowy Człowiek ma taką siłę sprawczą, że potrafi mnie unieruchomić na naprawdę dłuższą chwilę powodując nieznośny ból przy każdej, najmniejszej próbie poruszenia się

– że pokonanie 500 metrów może się kończyć zadyszką znacznie utrudniającą prowadzenie normalnej rozmowy

– i że w pewnym momencie pochylenie się nad talerzem znajdującym się na stole, na zupełnie normalnej wysokości, okazuje się być niemożliwe, ze względu na coraz większy brzuch 😀

Ale nadal uważam, że jest super i nie zamieniłabym tych wszystkich doświadczeń na nic innego 🙂 I niecierpliwie czekam czym jeszcze zaskoczy mnie Mision we współpracy z moim ciałem 😉

Najpiękniejszy kopniak w życiu

Sam nie przypuszczałem, że to uczucie może być takie cudowne. Takie lekkie pyknięcie w sam środek przyłożonej do brzucha dłoni, a jednocześnie niesamowicie mocny cios w środek mózgu: „Ono tam faktycznie jest!„.

Owszem, pierwsze takie sygnały były już na usg, no bo co może być bardziej klarowne niż podgląd na ekranie 🙂 ale namacalny dowód w postaci kopniaczka jest czymś zupełnie innym. To takie w sumie pierwsze dotknięcie, choć jeszcze przez matczyny brzuch, ale jednak – kontakt z Bobasem był 🙂

I tylko można zazdrościć własnej Żonie, że ma to na co dzień, że takie kopniaczki i sygnały odbiera cały czas. Cały? No właśnie… dotarło do mnie również, że w zestawieniu z całym życiem okres ciąży to tak mały fragment, że trzeba się starać przeżywać wszystko jak najintensywniej. Nie ma możliwości zapamiętywania uczuć, dotyku w sposób „dosłowny”, możemy jedynie pamiętać, że coś było przyjemne lub nie.. Ale takich samych reakcji i odczuć nie wywołamy w sobie przypominając sobie o czymś kilka lat później.

Zrozumiałem więc, że skoro ten rosnący brzuch jest tak cudowny w dotyku, i że jest tam moje Dziecko, które już wkrótce przyjdzie na świat, to ja powinienem jak najwięcej go dotykać, masować, głaskać i generalnie korzystać póki jest 🙂 Bo już za chwilę wejdziemy w kolejny, zapewne jeszcze piękniejszy etap, ale tu i teraz jest Brzusio :]

Pierwsza reakcja Ojca

Teoria teorią, a praktyka praktyką. Wiem coś o tym, bo mam to już za sobą i z perspektywy czasu wiem, że nie zareagowałem jak powinienem.

W umyśle mężczyzny w takiej chwili wszystko buzuje. Czy dam radę wyżywić rodzinę? Czy stanę na wysokości zadania? Czy będę umiał zmienić pieluchę? Czy płacz dziecka i absorbowanie przez Nie czasu przypadkiem nie sprawi, że będę przemęczony? A gdzie tu jeszcze praca, domowe obowiązki, gdzie hobby i rozwijanie pasji? Jak to wszystko ze sobą pogodzić…

Kobieta myśli inaczej: cieszy się, bo oto doczekała cudownej chwili i nic oprócz tego nie jest istotne.

Teraz wiem, że powinienem zareagować tak samo. Praca? Dam radę, jeśli będzie potrzeba – poszukam innej. Hobby? Dziecko podrośnie, będzie mogło zająć się sobą, a ja znowu będę miał czas dla siebie. Wszystko da się ułożyć jeśli tylko się bardzo chce. Nie twierdzę, że będzie łatwo – być może będzie to tak intensywny czas, że będę go wspominał jako nieprzerwane pasmo pracy zawodowej i domowej – ale za to jakie cudowne pasmo 🙂

Jest jeszcze jeden aspekt pierwszej reakcji Ojca: uczucia Żony. Jeśli jest Ona dla nas tą jedyną, kochamy Ją i chcemy dla Niej jak najlepiej – należy zrobić wszystko by Jej to okazać. A egoistyczne, chmurne lub nerwowe przyjęcie wiadomości o Dziecku, które właśnie zaczęło w Niej rosnąć na pewno tego nie pokazuje…

Od serca więc radzę wszystkim przyszłym Ojcom: cieszcie się ze swoich Pociech 🙂