parentnik.pl

Posts Tagged ‘wspomnienia’

Bajka na dobranoc

Szymul nie chciał dziś usnąć. Leżeliśmy więc w łóżku, we trójkę, Mały Buntownik dojadał, a Misionowy Tata opowiadał Mu bajkę na dobranoc. O krasnoludkach i sierotce Marysi, wersja alternatywna.

„…no i krasnoludki znalazły w lesie śpiącą dziewczynkę. Poważnie się przestraszyły, że coś jej się stało (…) Zrobiły nosze z gałązek i zabrały ją do domu. W domu zastanawiały się co z nią zrobić.

– Wystawmy ją na allegro  – powiedział pierwszy. Pozostałe go wyśmiały i powiedziały, że nie wiedzą co to.

(…) W końcu wystawili ogłoszenie w internecie, że mają w domu śpiącą dziewczynkę i nie wiedzą co z nią zrobić. Przyszło sporo maili od różnych typów spod ciemnej gwiazdy i jeden od księcia.

(…)

Książe ją pocałował i dziewczynka się obudziła. Wszyscy się ucieszyli, krasnoludki skakały do góry z radości i w ogóle… a dziewczynka otworzyła oczy i powiedziała:

– No i po co mnie budziliście? A tak mi się dobrze spało.

Morał z tego taki: jak ktoś śpi, to nie należy go budzić. Bo obudzi się sam.” 

 

😀

A dziś…

A dziś:

– pokazywał jak sam je (poruszając bezgłośnie ustami)

– pokazywał jak jedzą koty (pokazując język)

– kazał kotu tańczyć

– kazał kotu bić brawo

– zakładał kotu swój śliniak i sam bił mu brawo

– kazał mi nakładać kotu jedzenie, jak tylko ten zamiauczał

– sam wyciągnął saszetkę z jedzeniem i próbował nałożyć do kocich misek

– pokazywał pluszowej kaczuszce swoje książeczki, odwracając ją tak, żeby oczy miała dokładnie na wprost otwartej książki

– poił zabawki swoją herbatą

– pokazał, że ma dość jedzenia zasłaniając usta rączkami

– tańczył w rytm muzyki, a kiedy próbowałam go sprowokować i podskakiwać z nim nie do rytmu to zdenerwował się, puścił moje ręce i poszedł tańczyć sam

– kiedy spał na podłodze zasypanej jego zabawkami położyłam dwie inne, znalezione w łazience, których już dawno nie widział – kiedy po drzemce wszedł do pokoju pierwsze na co zwrócił uwagę, to te zabawki

– chciał żebym nosiła go na plecach po mieszkaniu; kiedy powiedziałam, że jestem zmęczona i nie mam już siły po prostu znalazł sobie inną zabawę, bez słowa protestu

– próbował zjeść krem nawilżający; kiedy powiedziałam, że nie wolno odwrócił się na pięcie i głośno się śmiejąc zaczął z nim uciekać do drugiego pokoju

– Wujek łaskotał Go po brzuszku, więc później sam się łaskotał rączkami, a później wskazywał na Wujka, pokazując że chce jeszcze

– sam zakładał sobie czapkę a później bił sobie brawo

– kiedy zapytałam czy będziemy sprzątać i sięgnęłam po odkurzacz, On natychmiast poszedł po rurę do odkurzacza, która stała w innym pomieszczeniu

– przełączał pilotem kanały w telewizorze bardzo zadowolony z efektu

– przyniósł mi kocią zabawkę, żebym się z nim (z kotem) bawiła, a On stał z boku, obserwował i się cieszył

 

I w zasadzie każdego dnia robi nowe, fantastyczne rzeczy, a ja każdym nowym osiągnięciem zachwycam się jak ludzkość lądowaniem Apollo 11 na  Księżycu 🙂

Razem, pamoja!

Oglądaliśmy kiedyś taką bajkę na MiniMini, „Opowieści z Tinga Tinga”. Bardzo fajna bajka swoją drogą, o afrykańskich zwierzętach, z pojedynczymi wstawkami w uwielbianym przeze mnie suahili. W którymś odcinku mrówki budowały coś wspólnie i śpiewały właśnie: „razem! pamoja! razem! pamoja!„.

Pamoja = razem w kiswahili

Ale nie o tym miało być, tylko o tym, że spędzam z moim dzieckiem olbrzymią większość mojego czasu. Większość rzeczy robimy razem. I zwykle jak wychodzę, to również razem z nim. Dziś szłam do fryzjera. Sama rzecz jasna, Szymul zostawał z Tatą. Bawili się razem, ale kiedy zobaczył, że zakładam kurtkę i szalik zaraz pobiegł po swoje buciki, usiadł na podłodze i próbował zakładać. Szalenie mnie to rozczuliło 🙂

 

A dziś Szymkowy Ukochany Pradziadek ma 83 urodziny 🙂 Dwieście lat, Dziadziu! 🙂

Meloman

Szymek jest bardzo ‚muzycznym’ dzieckiem. Uwielbia wszelkie piosenki; w bajkach najbardziej interesują Go śpiewane czołówki, a później zazwyczaj przestają być interesujące; uwielbia tańczyć. Do tej pory było mu w zasadzie obojętne do czego. Cokolwiek puściłam/śpiewałam było ok i nadawało się do rytmicznego podskakiwania w stylu Masajów, które nazywamy tańczeniem. Aż tu nagle łubudu! i wszystko się zmieniło. Człowiek niczego się nie spodziewał, wstał rano zadowolony, zjadł śniadanie i zabiera się do śpiewania pierwszej lepszej piosenki, która przyszła mu do głowy, jakieś „my jesteśmy krasnoludki„, czy cośtam, a tu – stop! maleńka dłoń zawisa mi przed samym nosem w geście policjanta zatrzymującego ruch. I kiwa się na boki, wyprostowana jak struna i towarzyszą jej werbalne oznaki niezadowolenia. A gdyby to wciąż było za mało, to jest jeszcze MINA. Ta mina, która niezmiennie wywołuje mój szeroki uśmiech, a właściwie nawet śmiech w głos, chociaż przecież zupełnie nie o to jej chodzi. Ta mina, której nie sposób opisać słowami i której jeszcze nie udało mi się uchwycić na zdjęciu. Zmarszone brwi, lekko zmarszczony nos, ustka wygięte w łuk totalnej dezaprobaty. Mimiczny mistrz, który twarzą wyraża więcej niż tysiącem słów.

No ok, więc krasnoludki najwidoczniej nie są na dzisiejszej liście powerplay. „Zuzia, lalka nieduża..” – fałszywie intonuję, bo niestety talentem wokalnym nie grzeszę. „E! E!” – ten sam gest, ta sama mina. „Jadą, jadą misie…” – zaczyna ‚tańczyć’, ok, jest dobrze… „hop-siup-tralala…” – stop! Hmm… „Mydło wszystko umyje…” – mina. I ręka zakazująca kolejnym dźwiękom opuszczanie moich ust. „Do przodu prawą rękę daj, do tyłu lewą rękę daj…” – mina. Hmm, co by tu jeszcze, skoro wszystko jest na nie… „Już pora wstać, wyruszyć z domu…” – nie ma miny, jest uśmiech. Możemy zacząć nasz masajski taniec w rytm czołówki z Kubusia Puchatka.

A za pół godziny znów pobawimy się w zgadywankę pod tytułem „Jaką piosenkę mam na myśli?” z testem sprawdzającym ile matka ma w głowie dziecięcych przebojów 😉

Czkawka

Mamy kolejną ‚pierwszą’ datę do zapamiętania – wczoraj pierwszy raz poczułam, że nasz Syn ma czkawkę 🙂 Zabrzmi to jak wyznanie wyrodnej matki, bo pewnie Jemu nie było z tym specjalnie przyjemnie (chociaż podobno takim maluchom czkawka nie przeszkadza… ale jakoś nie jestem przekonana, bo – czy któryś z nich komuś o tym powiedział?), ale – to megafajne uczucie! 😛

Zastanawiałam się kiedyś jak poznam, że to czkawka… bo przecież takie Misiony ruszają się często, w różne strony, ciężko rozpoznać nawet czy aktualnie naparzają własną matkę łokciem, piąstką, czy traktują kopem z półobrotu, a tu jeszcze rozpoznać czkawkę… Ale okazuje się, że to nic trudnego – czkawka jest całkiem (no dobra, może nie całkiem, ale znacznie) inna niż gimnastyczne popisy Misiona. Jest raczej jak bicie wielkiego serducha w brzuchu – delikatne, ale bardzo rytmiczne – ciężko pomylić z czymś innym 🙂

Ostatnio nasz Syn funduje nam sporo nowych wrażeń… Faajnie 🙂 Aż szkoda że takie rzeczy to dopiero w drugiej połowie, w której to już bliżej niż dalej do końca… Będę się upierać, że ciąża powinna być bardziej ‚interaktywna’ od początku – Ewolucjo, apeluję! Planujemy jeszcze siostrę dla Misiona… dasz radę to ‚ulepszyć’ w kilka lat? 😉